O tęczy nad boiskiem

czwartek, maja 30, 2019

Zdradziła ich skrzypiąca szafa w naszej sypialni, kiedy on szeptem instruował ją, że muszą być ekstra cicho, ale zamierzałam wycisnąć mój dzień do ostatniej kropli ciszy, którą oferował przynajmniej o świcie, więc tylko uśmiechnęłam się do siebie w półśnie i znów wpadłam w objęcia Morfeusza. Zdążyłam jedynie zarejestrować, że gdzieś jadą. Albo nie spałam zbyt długo, albo to oni tak się ociągali z powrotem, bo kiedy na dobre się rozbudziłam, ich wciąż nie było. Dobry Boże i Karmo, czytam książkę o poranku!
Wreszcie dotarli. Ułożyłam się wygodniej na poduszce i niczym królowa oczekiwałam na rozwój wypadków. Po krótkich nie-tak-znów-cichych szeptankach przed drzwiami sypialni do pokoju wtargnęli Inżynier i Fruzia. We dwoje nieśli laurkę, nie wiedzieć czemu - w pozycji poziomej, zupełnie jakby ważyła z pięć kilo. Robi się ciekawie, pomyślałam. Dzień wcześniej Fruzia ćwiczyła swoją frazę "happy Mother's Day", jako że na ojczystą wersję nie starczyło mi determinacji i już za chwilę dane mi było usłyszeć rezultaty tych prób.
- Happy birthday Mother's Day! - rzuciła podekscytowana Tasmanka.
A dla wzmocnienia efektu dodała:
- Sto lat!
Team Fruzia & Daddy uroczyście wręczył mi laurkę, a następnie podał śniadanie do łóżka - lody czekoladowo malinowe na patyku. Jadłyście kiedyś coś fajniejszego w łóżku bladym świtem o ósmej trzydzieści? Bo ja nie.
W trakcie konsumpcji przyszła pora na wyzwanie, czyli odczytanie, co też autor miał na myśli, produkując laurkę. Miałam rację, że nie wybrałam na maturze interpretacji tekstu, bo ja to chyba potrafię jedynie nadinterpretować, czego dowiodłam i tym razem.
- Wiem, wiem! - wyrwałam się natychmiast.
(Wiadomo, wzorowa uczennica!)
- To jest mecz piłki nożnej!
Byłam z siebie dumna. No bo to przecież widać od razu, boisko i bramka. Na boisku nakreślonym różowym pisakiem stały trzy ludziki-gumki, piłka-gumka oraz tęcza-gumka. Stały, dlatego laurka wjechała do sypialni w poziomie, coby nie obalić drużyny. A obok Fruzia narysowała bramkę. Boisko, piłka, bramka. Proste jak konstrukcja cepa. Tym bardziej, że Fruzińska jest ostatnio zapaloną piłkarką, więc ułatwiła mi sprawę.
- No, mummy! - wybuchnęła śmiechem Tasmanka.
Popatrzyłam pytająco na Inżyniera, który z kolei odwzajemnił się pobłażliwym spojrzeniem.
- Mummy, ogarnij się! Nie widzisz, co to jest? - droczył się ze mną.
- No przecież widzę. Boisko, piłka, bramka. Mecz. A nie? - zwątpiłam.
Fruzia aż się za buzię złapała.
- Silly mummy, it's a birthday cake and a rainbow!

No tak, silly me! Tort i tęcza do pary, jak mogłam tego nie skumać?

Happy birthday Mother's Day!

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Uwielbiam te ich podekscytowanie kiedy wreczaja nam prezenty :-) i naszą interpretacje ich dzieł :-D. A jeśli chodzi o piłkę to dogadalaby się z moim Synem oj graliby.

    OdpowiedzUsuń
  2. PS a Drugiego też nie mogę się doczekać to a propos poprzedniego po stu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, teraz jeszcze nam się udaje, ale wyobraź sobie za kilka lat - będziemy musiały podciągnąć się w aktorstwie! ;-)

      Usuń
  3. Czy jadlam cos lepszego niz lody na sniadanie?
    Hmmm no moze nie jadlam ale pilam:)))
    Okolo 12 letni Junior uwielbial robic mi sniadania do lozka w weeekendy, zawsze byla to jajecznica z roznymi nieprzewidywalnymi (czytaj mniej lub bardziej jadalnymi) dodatkami.
    Ale wiadomo matka nie swinia i wszystko zezre:)))
    Pewnego weekendowego poranka Junior wparowal do mojej sypialni z taca, na ktorej oprocz rutynowej jajecznicy stal pokaznych rozmiarow kieliszek do bialego wina z zawartoscia:))) Zawartoscia byl moj w tamtym czasie ulubiony sznaps czyli mieszanka wody mineralnej z sokiem cytrynowym oraz peach schnapps, ktory jak wiemy jest alkoholem.
    Coz mi bylo poczac... matka nie swinia skoro wszystko zezre to i wypila.
    Dopiero po fakcie poinstruowalam Juniora, ze dopoki sam nie pije alkoholu to niech raczej i mnie nie czestuje zwalaszcza do sniadania.
    Za kare matka zostala pozbawiona weekendowych sniadan do lozka na czas kiedy Junior musial przetrawic porazke emocjonalna, bo mimo zapewnien matki, ze absolutnie nie ma pretensji i abosolutnie ten drink jej w niczym nie zaszkodzil ani nie przeszkodzil, wrazliwe jestestwo Juniora zostalo zranione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło choć tak przeczytać. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. O żesz, i to pomimo tego, że zjadłaś i wypiłaś! Ha ha ha, co za wrażliwa dusza z Juniora! U nas tylko czekać aż Fruziak zaserwuje Inżynierowi pifko na śniadanie do łóżka... jak będzie chciała nową kiecę albo piłkę nożną (bo aktualnie nie jestem pewna, które by wybrała). :-)

      PS. Laptop nam siadł, dlatego odpowiadam na komentarze po dwóch tygodniach. Nie znoszę pisać z telefonu!

      Usuń
  4. W kwestii interpretacji rysunków jestem bardzo ostrożna haha i zawsze chwaląc tak podbiorę gada, żeby mi sam powiedział/powiedziała, co autor dzieła miał na myśli 😄 Ale byłaś blisko, w końcu piłkarze po meczu mogą się raczyć tortem w kształcie piłki (bo przecież bramkarz miał urodziny a mój osobisty Trzeci na swe 7 taki właśnie tort miał) a po wiosennym deszczyku nad boiskiem zawisła piękna rainbow 🤩

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja muszę jeszcze parę instruktażowych książek przeczytać, żebym robiła to tak zgrabnie! :-)

      Usuń
  5. Happy birthday Mother's day! - padlam!!! I to "sto lat" dodane na wszelki wypadek! :D

    Jak 26-ego mowilam Potworkom, ze jest akurat Dzien Matki w Polsce, Nik tez dopytywal "Ale jak? Dzien Matki's Day?". Taaaa. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha ha, Dzień Matki's Day!!! Uwielbiam te ich językowe składańce!

      Usuń