O magiku

sobota, maja 11, 2019

Jedno rośnie, drugie tylko się starzeje. Rośnięcie, szczególnie wszerz, w jego przypadku nie jest wskazane, choć i tak próbuje obejść ten zakaz, niczym rządzący Konstytucję, nabierając objętości futrem. O Boże i Karmo, jak on obrasta! Dziewięć lat egzystowałam w słodkim pogodzeniu z życiem, z jego całorocznym zrzucaniem rudego płaszcza, z rurą od odkurzacza jako przedłużeniem prawej ręki. On obrastał, zrzucał, my czasem czesaliśmy, a czasem nie, ja odkurzałam i toczyło się. Czesanie było jednym z niewielu testów, które zdał przed Zaklinaczką, kiedy ta pojawiła się w Piątej, aby podczas dwugodzinnej sesji terapeutycznej pokazać nam, na których polach psiego parentingu polegliśmy z kretesem (na większości). Do dziś mam traumę po tej terapii, a jej raport chowam pod przymurowanym do podłogi dywanem w sypialni w nadziei, że obecna Ofsted Outstanding agencja go nie znajdzie. Spalić się boję. Jego sierść jest jak benzyna unosząca się w powietrzu; jedna iskra i Piąta posypie się jak domek z kart, i nawet Strażak Sam, który według Fruzi i Pontypandy ugasi wszystko, tutaj nie pomoże. Coś się stało z Rudolfem tej wiosny i nie wiem, czy on, tak jak ja, ma problem tylko z wiekiem, tylko z hormonami, czy może z mieszanką obu, czy też ten klosz zbyt długo przetrzymywany na rudym karku spowodował nieodwracalne zmiany i popsuł nam sierściucha jeszcze bardziej. Rudolf już nie linieje jak normalny, liniejący na okrągło pies. Już nie zostawia kępek to tu, to tam w strategicznych i całkiem niestrategicznych miejscach mieszkania, które zwijają się w urocze koty, i które Fruzia z pasją zasysa odkurzaczem w ramach pomocy w gospodarstwie domowym. O nie. Obecnie Rudolf kilka razy dziennie urządza nam Boże Ciało. Tylko zamiast kwiatowymi płatkami sypie futrem. Wzdycha przez sen, a pięćdziesiąt deko włosa pada na prawo. Łypnie okiem na dźwięk nadlatującej z przestrzeni kosmicznej Fruzi, a kolejne osiemdziesiąt sypie się na lewo. A niechże się podrapie! A przekręci! A, nie daj Boże i Karmo, wstanie! Futro ściele się jak trup w filmie akcji klasy Z - równo, gęsto i systematycznie. Kiedy Rudy wstaje z drzemki na sofie, Fruzia krzyczy histerycznie, że mummy, mummy, patrz! Sofa zniknęła. A w jej miejsce ktoś rzucił puszysty dywan z prawdziwego włosa, na którym to Rudolf stoi, ziewa i najwyraźniej zamierza się otrzepać ze snu. O-trze-pać! Mummy, mummy, gdzie jesteś?, krzyczy znów Fruzia, zagubiona w tumanach rudego tornado, a mnie instynkt matki nakazuje złapać ją za rękę i uciekać, zanim rude piekło pochłonie nas dokumentnie. Wrócimy, kiedy kurz opadnie. Złapiemy wtedy Rudolfa za obrożę na słodkie obietnice kurczaka, drapniemy go za uchem, żeby go rozmiękczyć, rozpuścić i rozwałkować na zgliszczach tego, co kiedyś było naszą podłogą w kuchni, a wtedy cap! opierzymy go jak kiedyś kaczkę z babcią na Ranczo. Z tym, że kaczka nieżywa, a Rudolf całkiem z włączonymi funkcjami życiowymi, a już z przewodem pokarmowym to najbardziej.

Czeszemy go, skubiemy, opierzamy, wyciągamy kępy futra palcami. Rudolf przekręca się na grzbiet, eksponuje brzuch i przydatki, ekshibicjonista jeden, mruczy, mruży oczy i poddaje się temu zbiorowemu bestialstwu z wrodzonym sobie lenistwem. Futra przybywa w reklamówce i na podłodze, nie ubywa zupełnie na Rudolfie. Fruzia rezygnuje, jej małe palce nie nadążają za produkcją sierści, widzi, że Rudolf to magik i wciąż nas przechytrza. Ja też próbuję go przechytrzyć. Wiem, że tego nie znosi, ale idę po odkurzacz. Włączam. Rudolf łypie nam mnie znudzonym spojrzeniem. Podchodzę bliżej do białego brzucha.

Fruzia uderza w śmiech.

Odkurzam Rudolfa i pytam go wciąż, czy już zupełnie mu odwaliło, czy to ten klosz sprzed miesiąca tak mu poprzestawiał w głowie, i gdzie tu jest haczyk, bo czuję, że jakiś jest i niepokoję się, że nie mogę go znaleźć. Sierściuch tylko mruczy i nadstawia te miejsca na brzuchu i boczkach, których jeszcze nie odkurzyłam. Niewiele to daje, bo za każdym wciągniętym dekagramem włosa, pięć kolejnych natychmiast odrasta w jego miejsce. Na moich oczach rosną, jak grzyby po deszczu. Choć już wolę tę jego sierść niż grzyby.

A może to ja, myślę w końcu i ta myśl każe obmacać własną głowę. Może to menokurwapauza i ja po prostu mam halucynacje.

To niemożliwe, żeby codziennie gubić tyle włosów i nie wyłysieć!

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Haha ano można tak łysieć, można 😂 U nas również festiwal hotelikowego zbiorowego linienia na wiosnę, nie ogarniamy choć codziennie upychamy w kubłach wielkie wory puszystości wielobarwnej. Trzeba przeczekać. Chyba że nadmierna podaż sierści staje się, odpukać, konsekwencją czegoś inszego to można by się przyjrzeć. Np karmie, jaką Psisko zjada. Czasem ona temu winna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wyobrażam sobie to linienie u Was! :-) A może to wina tego wszystkiego, co sierściuch upoluje na zewnątrz na własną rękę... to znaczę łapę!

      Usuń
  2. Może za mało białka w diecie? stres albo nuda choć myślę że to ostatnie przy Fruzi nie grozi Rudemu. Mam nadzieję że już jest lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy Fruzi to raczej ten stres! ;-) PS. Nie jest lepiej, ale chyba się przyzwyczajamy. A Rudy wygląda na zdrowego, włosa na grzbiecie też mu nie ubywa wizualnie... :-*

      Usuń
  3. Zdecydowanie Rudolf jest moim bratem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiosna panie dziejku. Nasza tez gubi wlos straszliwie, choc ma krotki, wiec az tak nie widac. I kolo jej poslania jasne kafle tez kudly maskuja. Ale ostatnio Bi sie na tych kaflach rozlozyla dla relaksu, a miala na sobie granatowa bluzeczke. Kiedy wstala, bluzka z przodu byla juz zloto - brazowa. Od siersci. :D
    Nie wiem jaki rodzaj wlosa ma Rudolf. Nasza ma krotkie, ale ostre. I nagorsze nie sa wlosy, ale trudnosc z pozbyciem sie ich. Wbijaja sie w meble, chodniki, ubranie i nie da sie ich pozbyc. Zadne szczotki, klejace walki, odkurzanie... Wlos siedzi wbity i tyle. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, na szczęście Rudolf ma średnio długie, miękkie i dające się odkurzyć kłaki - oprócz samochodu, bo z tapicerki to jednak niekoniecznie, zupełnie jakby się przyklejały... zaraz, to pewnie dlatego, że tam rządzi Fruzia i jej lizaki!

      Rozważaliście łysinę? Bo my niejeden raz! ;-)

      Usuń