O tym, że muszę wiedzieć, choć zupełnie nie wiem, po co mi ta wiedza

piątek, kwietnia 05, 2019

Miałyśmy kiedyś z Kocurem patent na schizowanie. Ona większy; oddaję jej laur zwycięstwa bez poczucia niesprawiedliwości, bo Kocur naprawdę jest mistrzynią olimpijską w tej dziedzinie. W podstawówce przed każdym wuefem dzwoniła do mnie rano z pytaniem, czy sądzę, że tego dnia będziemy stać na rękach, czy też nie, gdyż stanie na rękach było jej szkolną zmorą. Z jasnowidzeniem mam generalnie mało wspólnego, ale jakiś dziwnym trafem zawsze miałam przeczucie, że nie będziemy stać w ogóle na niczym, albowiem będziemy biegać "na stawach", co z kolei było moim dramatem, bowiem oprócz wizji na życzenie Kocura miałam również przypuszczenie skonstruowane na własny użytek, że nie dożyję liceum z powodu rozlanego wyrostka robaczkowego i tragicznej śmierci "na stawach". W dodatku umrę w obciachowych, przewiewnych spodenkach, które kazała nam nosić wuefistka zamiast niezdrowych legginsów.
Schizowanie weszło w fazę krytyczną, kiedy skierowano mnie na Pierwszą Laparoskopię. (Czuję, że Pierwsza Laparoskopia potrzebuje dużych liter, skoro w mojej głowie urosła ona do rozmiarów życiowej ery / ważnego rozdziału / momentu-od-którego-zaczęło-się-wszystko.) Nie wiedziałam wtedy, co to w ogóle jest ta endometrioza, ta laparoskopia, i czy czasem znów nie wkraczam na ścieżkę prowadzącą bezpośrednio do śmierci, czułam więc wewnętrzny przymus przeczesywania sieci wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy już umieram i ile cierpienia mnie czeka, zanim dokona się mój żywot. Kocur też schizowała. To znaczy nie w tym samym czasie, o nie, dwie schizujące to byłoby zbyt wiele; na szczęście życie tak układa nasze losy, żeby ta druga mogła się oprzeć w potrzebie na tej chwilowo normalniejszej połowie. Kocur schizowała w chorobach, w ciąży i kiedy wyskoczył jej pieprz. I zawsze, ale to zawsze towarzyszył nam w tych schizach internet. Oprócz podstawówki, bo wówczas musiała wystarczyć nam wyobraźnia. (Och, cóż to był za czas - nie mieć internetu i nie znać statystyk dotyczących śmierci z powodu wyrostka robaczkowego "na stawach"!)
Aż wreszcie poszłyśmy po rozum do głowy.
- Nie czytaj nic w sieci! - przestrzegałyśmy siebie nawzajem.
- Nie czytam - odpowiadałyśmy. - Tylko raz zerknęłam, przysięgam!
No, może dwa.

Przed Drugą Laparoskopią (duża litera - wiadomo) naprawdę nie czytałam. No, może raz albo dwa. Nie czytałam, bo zdałam sobie sprawę, że abym dotrwała do Zabiegu we względnym stanie psychicznym, nie mogę wiedzieć nic ponad to, co już wiem. Inna sprawa, że nie czytałam, bo mam Fruzię. (Serdecznie polecam mieć dzieci przed ważnymi życiowymi momentami. Dzieci gwarantują brak czasu na zbytnie roztrząsanie możliwych scenariuszy.) Byłam z siebie dumna. Nie dałam się schizie nawet wtedy, kiedy nacięcie w pępku zaczęło się paprać i boleć, nie dałam się, kiedy piguła ściągała mi nierozpuszczone rozpuszczalne szwy, ani wtedy kiedy rozpoczęłam drugi tydzień nieustającego bólu głowy. Łykałam ibuprofen i trzymałam się z dala od sieci. Pękłam dopiero któregoś dnia w pracy, kiedy zorientowałam się, że nikt oprócz mnie nie odczuwa żadnych gwałtownych skoków temperatury, a moja klasa nadal jest Kołem Podbiegunowym Kampusu B, i że to ja produkuję te skoki jedynie wewnątrz własnej powłoki ziemskiej. I powiem Wam, że mnie ta myśl zmroziła. A potem oczywiście znów zrobiło mi się gorąco, wiecie, jak wtedy, kiedy się czegoś gwałtownie przestraszysz, np. natykając się na któregoś ze swoich dawnych chłopaków w supermarkecie, kiedy wyskoczyłaś tylko na chwilę w kapciach i wczorajszych włosach po skrzynkę piwa i czekolady, bo oboje macie kryzys. I przypomniała mi się Mamuśka Moja Osobista wymachująca dłońmi jak wachlarzem pięć centymetrów od swojej twarzy, z kropelkami potu na czole, a czasem z wkurwem wymalowanym na licu, który zupełnie nie współgrał z jej tłumaczącym głosem, że wkurwia ją to, jak bardzo wszystko ją wkurwia, i że niech się to wreszcie skończy, bo ona się wykończy. Mnie ta myśl zmroziła i zagotowała jednocześnie, bo Mamuśka była wtedy spokojną dekadę starsza ode mnie obecnej.

No i teraz to ja już muszę wiedzieć na pewno, więc oczywiście czytam. Bywa, że czytam w nocy, kiedy zimny /gorący pot każe mi się przykryć /odkryć, a potem przez godzinę nie mogę zasnąć. Googluję zioła i wrzucam w przestrzeń internetową dziwne hasła w stylu "czy pół jajnika chroni przed przedwczesną menopauzą", "menokurwapauza przed czterdziestką" oraz "dlaczego mnie to spotyka". Przestrzeń odpowiada równie głupio, podsyłając artykuły z podejrzanych źródeł. Jak na przykład ten o Brytyjce (bo gdyby o Hiszpance, to bym olała, wszak to nie mój klimat, a klimat też wpływa na klimakterium), która kilka miesięcy po usunięciu macicy postarzała się nagle o dziesięć lat, wypadły jej cztery zęby, a włosy przypominają mopa po dobrze spełnionej służbie. Nadal nie wiem, co mają wspólnego jej brak macicy i mój brak Lewego, no ale prawda, że brzmi to strasznie?  I dodam, że ja owszem, w planach zawsze miałam godne starzenie się, ale zamierzałam się zabrać za godność dopiero za jakąś dekadę, a za starzenie za ... dw...trzy? Na litość boską, ja nawet kremu 35+ jeszcze nie kupiłam! I nie zdążyłam założyć aparatu na zęby!

Doktor Mruk zapewniał mnie, że Prawy da radę pociągnąć ten hormonalny wózek jeszcze przez "jakiś czas". Uwierzyłam mu, bo to było chwilę przed Zabiegiem, a wtedy uwierzyłabym we wszystko. Nie zastanowiłam się, jak Doktor Mruk definiuje "jakiś czas". Może więc "mój czas" już minął i pora kupić sobie wachlarz oraz przygotować rodzinę na nadciągającego wkurwa. Ale najbiedniejszy i tak będzie Drugi. Jeśli Prawy nie da rady, istnieje ryzyko, że Drugi pozna mnie jedynie od tej ciemnej, wkurwionej strony.

Drugie dzieci. Zawsze najgorzej.

You Might Also Like

10 komentarze

  1. To ja Ci z innej beczki, ale na poprawę humoru;))
    Pisałaś, że zostałaś z zaskoczenia lektorem matematyki.
    Obawiam się, że Cię przebiłam;)) Szef zaproponował mi "małą pracę w biurze" jak był łaskaw się wyrazić... Mam zastępować przez miesiąc... główną kadrową w mojej firmie!!! Dobre?!? A przypominam Ci - mój angielski jest daleki od perfekcji;)))
    Uściski:)
    Ps. Ostatnia moja praca w PL to były też kadry - tak, że ten. Życie zatoczyło koło;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ kochana, zdecydowanie mnie przebiłaś!:-))) I jak się pracuje??? Czujesz się jak na nowej drodze życia? ;-)

      Usuń
    2. Na razie mam tylko trening. Czasami jeden dzień w tygodniu czasami dwa czasami wcale;)) Oni mają luz, to ja tym bardziej. A godzina prawdy a właściwie miesiąc prawdy będzie we wrześniu;))

      Usuń
    3. Ha ha ha, te treningi w Krainie Deszczu! :-))) Dasz radę, kochana, po tylu szkoleniach, to Ty jeszcze zastąpisz kadrową na stałe!

      Usuń
  2. Nie stresuj sie, Drugie maja te zalete, ze sie szybko ucza olewac:) Wiem, bo sama jestem Druga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też Druga, ale mam wrażenie, że to Wielki Brat więcej olewał! 😂

      Usuń
  3. prawy da radę zaufaj doktorowi :-) ja ciągle mam ten wkurw wszak poli to po części TO ;-) i mam to w sosiekkremu z 4ba przedzie nie kupiłam do tej pory choć od tego roku już wiesz:-D;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio, już w tym roku? Ja właśnie wróciłam z Polski z kremem 30+ ... 😂 Tak mnie ojczyzna nastraja!

      Usuń
  4. Już już sama nie mogę w to uwierzyć ;-) Tylko że jeszcze 9na końcu bo dopiero na koniec grudnia będzie 4.No i bardzo dobrze że tam Cię nastraja a co! 🤣😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee, to jeszcze nie! Do grudnia kawał życia, jeszcze jesteś trzydziecha, kremy 30+ Ci się należą! :-) :-*

      Usuń