O zaskoczeniach

poniedziałek, lutego 11, 2019

Coś tam czasem zakłuje, pociągnie, da znać, że jeszcze się goi, ale gdybym siedziała tyłkiem na sofce cały dzień oglądając filmy, naprawdę mogłabym zapomnieć, że wciąż mam szwy na brzuchu. Sprzątam więc, wędruję z Fruzią do i z Różowej, ścielę łóżka, pakuję naczynia do zmywarki. Wciąż ostrożnie, bez forsowania się, ale jednak czasem muszę się schylić, podnieść, machnąć tu i tam... A potem, zdziwiona, padam bez sił na łóżko i czuję, że już więcej nie mogę, nie dam rady i właściwie to co ja sobie myślałam?
Fruzia też zapomina.
- Mummy, you pick me! - podnosi ręce do góry, chcąc, żebym wyciągnęła ją z wanny.
- Poczekaj, zawołam tatę, bo ja nie mogę - przypominam jej.
- Why not?
- Bo wciąż mam plastry na brzuchu, pamiętasz?
- Oh! Silly me! - śmieje się Tasman.
Nie zapomina jednak, dlaczego mam te plastry. Asystuje mi rano przy zmianie opatrunków, wie, że miałam dziurki w brzuchu, bo lekarz musiał mi go naprawić. Chyba nie ma żadnej związanej z tym traumy, bo z radością opowiada naokoło, jak to odbierała mnie z tatą ze szpitala i wciąż ogląda drobną kropeczkę po wenflonie na moim nadgarstku. Czasem to ja irytuję się wewnętrznie na całą tą endo-historię, na to, że do Fruzinych skojarzeń z mamą należy również to, że mama ma chory brzuch. Staramy się utrzymać to w spokojnym tonie, mała nigdy nie widziała mnie złożonej prawdziwym bólem, bywa, że tłumaczę jej luźno, że trochę nie najlepiej się czuję, ale położę się i na pewno mi przejdzie. Bawi się wtedy obok mnie na łóżku, czytamy, oglądamy obrazki. Nie wiem, co z tego wszystkiego koduje jej głowa, ale wiem, że niektóre momenty takiej szczerości są dobrym kapitałem na przyszłość.

To było tuż przed zabiegiem. Wędrowałyśmy z Rudolfem na boisko, kiedy znów wyskoczyłam z jedną z tych 'rozmów o życiu', które uskuteczniam spontanicznie, bez planu, ot, kiedy mi się przypomni i okoliczności nam sprzyjają. Zdarza się, że na ulicy.
- Okey, mądralo ty moja - zagadałam raptem, bo Fruzi włączył się monolog o wszystkim i sądziłam, że już nigdy nie uda mi się wtrącić słowa. - A czy ty pamiętasz Fostersów? Napiszemy do nich list, żeby opowiedzieć im, jaka jesteś już duża.
Fruzia lekko zwolniła chód i słowotok.
- Why, mama?
- Bo kiedyś mieszkałaś z nimi, jak byłaś takim małym bejbikiem i czekałaś na mamę i tatę. Bo ja...
Ale nie dane mi było skończyć.
Fruzia raptem rozpromieniła się, jak ktoś wywołany do tablicy, komu nagle przypomina się prawidłowa odpowiedź.
- I know, I know, not mummy tummy, 'cause mummy tummy poorly! - wręcz wykrzyknęła na całą ulicę.
Nie byłam w brzuchu mamy, bo brzuch mamy jest chory.
- Tak, dokładnie, jesteś bardzo mądrą dziewczynką! - uśmiechnęłam się promiennie, przybijając jej piątkę. - To co, napiszemy do nich list?
- Aha - przytaknęła Tasman.

Wygląda na to, że to ona zaskakuje nas w tej historii. Nie odwrotnie.

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Bardzo mi sie podoba, ze tak szczerze rozmawiacie z Fruzia i te przekazywane w rozmowie wiadomosci sa dostosowane do jej poziomu rozumienia. To naprawde super sytuacja kiedy dziecko wie od poczatku to co powinno wiedziec.
    Nie ma gorszej rzeczy niz rzucenie takimi informacjami w nastolatka w dodatku kiedy zadaje "niewygodne" pytania.
    Jestem przekonana, ze to swietny kapital na przyszlosc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci rozumieją chyba więcej niż nam się wydaje;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Już dawno pisałam Wam że super że rozmawiacie szczerze z Fruzia nie owijacie w bawełna i nie ukrywacie niczego to zaprocentuje pozytywnie kiedy Młoda podrosnie. A dzieciaki są mądrzejszy i bardziej kumate niż nam się wydaje😁.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo madra dziewczynka z tego Waszego Tasmana. :)

    OdpowiedzUsuń