Na granicy prawa. Odcinek 1: Ten, w którym zostaję zatrzymana

sobota, grudnia 01, 2018

Sunę Blaszakiem niemalże pustymi ulicami naszego hrabstwa. Jest deszczowy, późny wieczór, rozpoczynam właśnie weekend. Jeszcze tylko wizyta na ulubionej stacji benzynowej, ciekawe, kto ma dziś zmianę, jeszcze tylko głask po Rudolfowym grzbiecie, dotulenie śpiącej Fruzi i już będę w cieplutkiej pościeli - motyw przewodni każdego czwartkowego powrotu, lekkiego pomimo zmęczenia. Prawie każdego, bo jednak nie dzisiaj. Dziś po głowie kołacze się myśl, że boki kłują, to z jednej, to z drugiej strony, coś mi nie najlepiej ostatnio z czekoladową towarzyszką życia, oby do trzeciego, już niedaleko, ale w zasadzie to mogę zaraz zemdleć, o matko, co wtedy, zdążę się zatrzymać, czy raczej w coś przydzwonię, zdążę o czymś pomyśleć, czy może w mgnieniu oka zasnę i obudzę się dwa dni później, przy odrobinie szczęścia z naprawionym wnętrzem, gotowa do pieczenia pierniczków? Odruchowo zwalniam. Jedną ręką trzymam kierownicę, drugą odczyniam jakieś pogańskie rytuały przywołujące opiekę wszystkich bóstw i bocianów nad moją potłuczoną osobą. Bocianów też, bo jeszcze sporo dzieci chcę wychować, zanim któreś z bóstw poważy się cokolwiek, gdziekolwiek. Jadę przepisowo, a przynajmniej tak mi się wydaje, droga upstrzona jest ograniczeniami, dziurami, złym oświetleniem i rowerzystami widmami. Jadę. Za mną dwa, trzy samochody, pas po prawej wolny.
- Jedź - ponaglam półgłosem tego, co za mną. - No jedź.
Trzymam się lewej krawędzi szosy, ustępuję miejsca. Światła za mną ani drgną. Żadnego migacza, żadnej inicjatywy ani chęci współpracy. Pewnie się wiezie na moich światłach, mądrala jeden. Albo też zmęczony jak ja.

Wreszcie drgnął.

Włączył.

Światła policyjne.

Znów ustępuję, lewe koła mam już niemalże na poboczu, wyminie, czy nie?
- No dalej, jedź - mówię znów do siebie, choć już mnie pewnie.

W odpowiedzi do świateł dołącza syrena. Na chwilę tylko, ale już wiem, że to do mnie.

Przed oczami przelatuje mi całe życie kierowcy. Dwuletnie tylko, ale ile wzruszeń! Ile łez! Ile o-matko-było-blisko! Ile klaksonów, wskazujących palców pukających się po skroniach, ile zamarzniętych szyb i brudnych chodniczków od Fruzinych biszkoptów! Ile...

- O fuck! Nie mam gaśnicy. Nie wiem, czy mam trójkąt. Nic w sumie nie wiem i zrobię z siebie durnia - oświadczam. Wciąż do siebie samej. Zabawne, że w tym momencie zupełnie nic mnie nie kłuje i nie zapowiada się, że zaraz spektakularnie zemdleję, a może warto by było.

Pomna wskazówek nie-wiem-czyich, nie wysiadam. Okna też nie uchylam, bo chwilowo cierpię na zaćmienie umysłu i nie wiem, jak się je otwiera. Uchylam drzwi. Policyjna głowa zagląda do wnętrza Blaszaka.
- Good evening.
- Good evening.
- Just want to ask if everything is OK? Are you feeling all right? - pyta zatroskany głos.

Yyy.

- Tak, wszystko w porządku - odpowiadam.
(W języku tubylców. Aż tak mnie nie ścięło z wrażenia.)
- Jestem tylko strasznie zmęczona, bo wracam po całym dniu pracy do domu - dodaję na wszelki wypadek, no bo przecież bez powodu mnie nie zatrzymali.
- A czy możesz mi powiedzieć, jaka na tej drodze jest dozwolona prędkość?

Zaćmienie mózgu numer dwa. Przecież tu same ograniczenia są. Przecież nie jechałam szybko. Przecież nigdy nie jeżdżę szybko. Tym bardziej w taką pogodę. Przecież te trzy wozy za mną. Przecież... Cholera, to niemożliwe...
- Yyy - mówię inteligentnie. - Czterdzieści?
- Nie. Na tym odcinku 60 - słyszę. - A wiesz, ile jechałaś?
Patrzę na niego i nie kumam. No przecież nie jechałam 70! Nic nie mówię, bo nic nie rozumiem.
- Chyba jeździsz od niedawna, co? - pyta jeszcze Mr Officer.
Z pewnością nawet w tych egipskich ciemnościach nie umknęło mu moje 'P' jak Prawie Potrafię Prowadzić.
- To prawda - odpowiadam. - Od dwóch lat.
Facet krztusi się powietrzem.
- Od DWÓCH???
Wiem, że nikt na tym świecie nie woził 'P' tak długo na masce wozu, ale ja je lubię, ja się przywiązałam, ja je czyszczę z kurzu i klepię czule po zaokrągleniach. Czy w dzisiejszym świecie już nikt nie rozumie jak ważny jest attachment?
Chwila niezręcznej ciszy.
- Ekhm, to ile jechałam?
- 25 - słyszę.
Muszę mieć naprawdę głupią minę, bo jak żyję, nie słyszałam większej bzdury. 25 mil na godzinę, to ja jechałam ostatnio na zakręcie, po starcie z jedynki, 25 to może dwa lata temu, w epoce autobusów i nóg własnych, 25 to może..
- Naprawdę? - mówię głupio.
O, elokwencjo, którą miewam tylko w snach! O, cięta riposto, która przychodzisz zwykle trzy minuty za późno! O, blokado mózgu!

Jak ja Was szczerze nie cierpię!

- Naprawdę. Doceniam fakt, że nie chcesz stanowić zagrożenia, ale powodowanie korków też nie jest przepisową jazdą.

Korków. Czy on powiedział korków?

Czy on miał na myśli te trzy (TRZY) samochody sunące za mną przy poza tym pustej (słownie: PUSTEJ) szosie w promieniu trzydziestu mil? Które uparcie nie chciały mnie wyprzedzić?

Zaczynam się śmiać.
- Nie zdawałam sobie sprawy, sorry. Naprawdę jestem zmęczona, ale czuję się dobrze i obiecuję, że dojadę do domu bez powodowania 'korków', zgoda?
Myślę sobie, że jeśli przyznam się do pogańskich rytuałów i czekoladowego wnętrza, niechybnie dotrę do domu w towarzystwie angielskich kogutów. I to niekoniecznie policyjnych.
- W porządku, szerokiej drogi.
(Albo coś w tym guście.)

(...)
Moja ulubiona zmiana za ladą. Ten chłopak już wie, że przyjadę i wie, co kupię.
- Wiesz, za co dostałam przed chwilą policyjne pouczenie? - pytam ze śmiechem.

Przynajmniej mam przyjaciół na stacji benzynowej.

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Ty piracie drogowy;)

    Ps. Trzymaj się i czekam na relację z kurowania się PO zabiegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby tylko Fruzia nie odziedziczyła tego szalonego genu po mamie! 😂

      Usuń
  2. Królowa szosy z Ciebie ;-) :-D. Jestem myslamu i sercem z Tobą buziaki i czekam na dobre wieści z zabiegu na czekoladowej sprawie

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi to raczej nie grozi. Zazwyczaj jade grubo ponad limit. ;) Dostalam za to kiedys pouczenie, za wyminiecie (nawet nie wyprzedzenie, tylko wyminiecie!) innego auta na DWUPASMOWEJ drodze!!! Kiedy policjant mnie zatrzymal, przez chwile nie wiedzialam o co mu w ogole chodzilo! :D Myslalam, ze dostane mandat za "speeding", a on tlumaczyl, ze nie wyprzedza sie prawym pasem! Musialam miec strasznie glupia mine, bo co to za wyprzedzanie?! Ktos slimaczyl sie lewym pasem, ja jechalam prawym (u nas to lewy pas jest tym "szybkim"). Jechalam szybciej, wiec go zwyczajnie minelam. I tyle! Na szczescie policjant widzial moja konsternacje i dal mi tylko ustne upomnienie, a ja nadal uwazam, ze nudzilo mu sie tego dnia w pracy i szukal rozrywki. ;)

    OdpowiedzUsuń