O tym, że wszyscy chodzimy do szkoły

sobota, września 29, 2018

Ten wolontariat wlókł się za nim przez całe lato.

Kiedy już pogodził się z tym, że powinien go zrobić, okazało się, że te placówki, które podobały się jemu (sportowe), niekoniecznie podobały się naszej agencji, a te, które podobały się im, proponowały mu współpracę we wtorek między 10 am a 1 pm lub w czwartek od 1.30 pm do 4.15 pm. (- Jak sądzisz, kiedy wyrzucą mnie z pracy, przed adopcją, czy dopiero po?) Albo w każdą niedzielę w dużym mieście, do którego dojazd zająłby mu dłużej niż same zajęcia. Po wyłuskaniu takiej, co to niemal za rogiem i która przyjmowała ochotników w co drugą sobotę, udało mi się przeprowadzić rozmowę ze stróżem, z której to rozmowy wynikało, że na razie nic z niej nie wynika, bo - eureka! - jest środek lata i żadna szanująca się placówka nie prowadzi w tej chwili naboru na kogokolwiek, a już na pewno nie na wolontariuszy, gdyż przecież nikt nie będzie rekrutował takowych przez skype'a ze środka plaży. Nic się jednak nie martw, odparuj, a potem wróć we wrześniu.

Wrócił.

To znaczy ja wróciłam, bo to moja działka. On w tym czasie kolekcjonował kwity za niepopełnione zbrodnie, zaświadczenia z analizy moczu oraz deklaracje z banku, że na warzywa  wydajemy rozsądnie, bo w Lidlu, ale już na alkohol niekoniecznie, co jest ciekawe, bo jednak wciąż w Lidlu. Nie wróciłam tak od razu - że niby pierwszego września pięć minut po północy, jak wzorowa uczennica. Nie, oboje zdążyliśmy zapomnieć o wolontariacie - on, no bo przecież to moja działka, ja, bo miałam ważniejsze sprawy na głowie, na przykład Home Assessment Visit, podczas której miało się wreszcie wyjaśnić, co na temat naszych gimnastycznych operacji remontowych sądzą nasze opiekunki. Dwie opiekunki. Co dwie głowy, to nie jedna, mówią. Nie mówią tylko tego, czy to dobrze, czy źle, bo jak są dwie, które nie lubią gimnastyki, to mamy jakby podwójny problem.

I właśnie tego dnia, kiedy odglancowaliśmy Piątą i Rudolfa na połysk paneli i psich jajec, tego dnia, kiedy zestresowana byłam jak nigdy dotąd w drodze do Drugiego, to właśnie wtedy przypomniało mi się, że zapomniałam. O tym wolontariacie zapomniałam. No na śmierć. Minęły dwa miesiące, Stage One dobiegał końca, a on nie tylko nie zaczął nabierać doświadczenia w opiece nad szarańczą, ale nawet nie zlokalizował tej szarańczy, a nasze przemiłe Mentorki na pewno o to zapytają i, omójtyboże, wtedy już na pewno Piąta nie zda, Rudolf obleje, a my wylecimy z kursu.

Chwyciłam za telefon. Znów odebrał stróż, ale nic to, bo natychmiast przełączył mnie do kogoś, kto już zdążył otrzepać się z plażowego piasku. Przedstawiłam się, wyjaśniłam, o co chodzi, pani się roześmiała. Myślałam, że to na jakieś wspomnienie z plaży, ale nie.
- Czy ja dobrze rozumiem, że macie już jedno adoptowane dziecko, a ojciec tego dziecka wciąż powinien zrobić wolontariat z opieki nad dziećmi?
- Doświadczenia nigdy za wiele - wyjaśniłam z godnością.
Po czym usłyszałam, że taki wolontariat to raczej niekoniecznie u nich, bo oni szukają kogoś do ustawiania stolików, a nie interakcji z dziećmi.
Boże, daj mi cierpliwość, poprosiłam grzecznie i bezgłośnie.

Wbrew moim złym przeczuciom tamtego popołudnia udało nam się przekonać Mentorki, że w tej nowej, trzeciej sypialni naprawdę zmieści się całe łóżko, i że w zasadzie to marzyliśmy o takiej. Dokładnie takiej. Jak mówi TED, fake it until you make it; fake it until you become it. Zaprawdę powiadam Wam, tamtego dnia byliśmy jednym wielkim marzeniem o łóżku w przechodnim schowku na szczotki.

Rudolf zdołał nie wyjść z siebie, jak to uczynił pewnego legendarnego dnia podczas wizyty Strażniczki tuż po pojawieniu się Fruzi. Teraz nażarł się jedynie różowego plastiku, którym następnego poranka udekorował nam dywan w salonie (ha.ha.ha.), a przez całą wizytę jedno z nas musiało siedzieć z nim na podłodze i go głaskać, ale nie przesadzajmy - jak się ma ośmioletniego szczeniaka w domu, to człowiek spodziewa się dużo gorszych rzeczy.

Temat wolontariatu natomiast nie wypłynął na szerokie wody naszego niekontrolowanego stylu życia. Zapewne Mentorki były pod głębokim wrażeniem sztucznego tworu zwanego trzecią sypialnią, co tłumaczyłoby ich chwilowe luki w pamięci. Nie straciłam jednak czujności i przez kilka następnych dni poszukiwałam czegoś, co odhaczy nam wszystkie boksy na długiej liście wymagań dotyczących adopcyjnej misji. Paradoksalnie, to był ten moment, kiedy on, początkowy sceptyk w temacie, zaczął się modlić o ten wolontariat. Po swojemu, to fakt, ale nie sądźmy innych, jeśli nie chcemy być sądzeni oraz liczą się intencje, czy jakoś tak. Nie omieszkałam też wyrazić swojej radości, kiedy znalazłam wreszcie to, czego tak długo szukałam.
- Będziesz asystentem nauczyciela w polskiej szkole! - niemal wyśpiewałam mu do słuchawki.
Byłam świeżo po rozmowie z szefową placówki, przyjemnie i konkretnie nam się rozmawiało, a co najważniejsze - intuicja podpowiadała, że to jest to.
- Ekstra! - skwitował tylko Mąż Mój. - To kiedy zaczynam?
- Pojutrze.

I tak całe życie. Lubię sobie myślę, że taka zjednoczona z wszechświatem jestem, że taka kobieta biegnąca z wilkami, bo czuję, bo intuicja, bo coś tam, bla bla. A tymczasem życie zwyczajnie robi sobie ze mnie Rudolfowe jajca.

Pojechaliśmy. On wypełniać formularze, my z Fruzią do towarzystwa. Podczas rozpoczęcia roku szkolnego Inżynier został przedstawiony rodzicom jako nowy asystent, co niemal przypłacił utratą życia przez zadławienie, a po inauguracji został zaproszony do pracy.
- A co ja mam tu robić przez następne cztery godziny? - zastanawiałam się głośno.
Jakoś nie miałam nastroju do włóczenia się z Fruzią po mieście, te autobusy i w ogóle. Ja jestem człowiek ze wsi, ja się do takich akcji muszę przygotować, ogarnąć, makijaż jakiś zrobić...
- A może ty też chcesz nam pomóc? - ktoś z personelu rzucił ni to żartem, ni to propozycją.
Zawahałam się.
- A mogę tak z doskoku, tylko dzisiaj?
- Pewnie, tylko musisz wypełnić formularz.
- A mała? Ja muszę ją mieć przy sobie.
- Jasne, może być w twojej grupie, tylko dla niej też musisz wypełnić formularz.

I wiecie co?

Jak ja zobaczyłam te formularze, jak spojrzałam na Fruzię, która w podskokach popędziła do swojej polskiej klasy, jak ona tak siadła w ławce i zaczęła domagać się swojego lunch boxa, bo inne dzieci mają, a nasz został w samochodzie, jak zaczęła rysować, udawać niedźwiedzia, który mocno śpi... To normalnie doświadczyłam oświecenia.

Co ja będę te formularze tak na darmo wypełniać, na ten jeden marny raz. Bez sensu.

(...)

- Mummy, going pi:-siok?
- Nie, dzisiaj nie ma przedszkola.
- Balet?
- Nie, balet jest w środę, gimnastyka w piątek, pamiętasz? A dziś jest sobota, jedziemy wszyscy do szkoły.
- Yeah, koła! Mummy teacher, daddy teacher and me! Yeah!

Fruzia, lat trzy i pół.

You Might Also Like

18 komentarze

  1. No wezze, sypialnia w schowku na szczotki? Przeciez na Wyspach to zaden wstrzas moralno-estetyczny 😃😃😃 to stan umyslu 😂😂😂 Jak inaczej sprzedac dwupokojowe mieszkanie jako 5-bedroom house 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaczko, w takim razie my jesteśmy bardziej brytyjscy od Brytyjczyków. Wyobraź sobie, że przetrzepaliśmy wszystkie ebaye Europy, żeby znaleźć łóżko, które będzie się składało, nie będzie wyglądało jak karimata i zmieści się (całe) w tymże schowku (od ściany do ściany; jak chcesz się położyć, to wpadasz do łóżka na szczupaka - i to nie jest żart). Łóżko, jedno jedyne, które faktycznie się nadawało, jak łatwo się domyślić - przyjedzie z Polski!😂😂

      Usuń
    2. #kwik ja mam teorie, ze oni najpierw stawiaja lozko, a potem obudowuja je schowkiem na szczotki 😂 Odwrotnie to wiekszy problem 😀😀😀

      Usuń
    3. Ale ha! Wartosc waszego domostwa z tym dodatkowym pokojem rosnie w oczach! Za naszych czasow dodatkowy pokoj w Dorset to byl zysk na czysto 25000 GBP do ceny sprzedajnej. Nawet jesli to bylo pol metra kwadratowego 😂

      Usuń
    4. Bardzo praktyczne, będziemy pamiętać przy następnej adopcji! 😂

      Te nasze łóżkowo-schowkowe zmagania pięknie podsumowała jedna z naszych Mentorek na review meeting - jako naszą największą zaletę wymieniła poczucie humoru, jako kwestie 'do przemyślenia na przyszłość' - trzecią sypialnię. Trafniej nie mogła tego zestawić 😂

      Usuń
    5. No jest jeszcze plan przerobienia jednego zewnętrznego sheda na pokój... :-)

      Usuń
  2. Drugi zapewne będzie spać Fruzią, która dołączy go do swojego grona ukochanych bobasow i będzie ogarniała na spółkę z Wami. Czy to wszystko trzeba tłumaczyć? ;) Trzymam kciuki, a Polska szkoła nie jest zła (chyba) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polska szkoła jest super! Przynajmniej nasza :-)

      I masz rację, Fruzia zapewne będzie chciała przygarnąć Nowego, pytanie tylko - na jak długo? Do pierwszego ryku o drugiej w nocy? ;-)

      Usuń
  3. Macie zdrowie i nerwy ze stali. A Fruziak boski w tym wszystkim:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek się hartuje na tych Wyspach! ;-) :-*

      Usuń
  4. Powodzenia Kochani trzymam kciuki niezmiennie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale czad!!!
    Uczcie się i asystujcie, a będzie Wam dane;-)
    P.S. Ja myślę tak jak Kaczka, że sypialnia w schowku to stan umysłu w UK;-0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyśka, jak sobie pomyślę, że całe życie w szkole spędzam, to się zastanawiam, czemu ja wciąż taka mądra nie jestem?? :-)

      Jak już tak zachwalacie ten stan umysłu, to my chyba sobie jeszcze jeden pokój stworzymy... Taki na jedną szczotkę... ;-) ;-)

      Usuń
    2. Bo mądrość to także stan umysłu???!!!;-0
      Mnie by się również przydał taki pokój na szczotkę oraz mopa i wiadro 3-generacji;-0

      Usuń
    3. Grunt, żeby moi uczniowie nie wiedzieli, że z tym stanem to u mnie bardzo różnie bywa! (No chyba, że ze stanem liczbowym pokoi. Bo z tym to u nas coraz lepiej! ;-))

      Usuń