O miękkiej stronie życia

środa, sierpnia 29, 2018

Stoimy całą czwórką w lekko przyciemnionej sali, opierając łokcie o drewniany blat przywołujący na myśl bar szybkiej obsługi i wbijający się nam - blat, nie bar - w same żebra. Głowy mamy podparte dłońmi, brody tuż nad materacem z grubej gąbki, którym wyściełana jest wewnętrzna strona małpiego gaju. Już sama nie wiem, czy bardziej stoimy na leżąco, czy leżymy na stojąco, choć to zdaje się nie przeszkadzać Inżynierowi. Mości się przez chwilę na drewnie i gąbce, po czym przymyka oczy i prosi mnie o to, co zawsze:
- Ja sobie zamknę oczy na chwilę, a gdyby...
- Naprawdę będziesz w stanie tu zasnąć? - przerywam mu.
I ziewam tak straszliwie, że w sumie zaczynam mu wierzyć jeszcze zanim skończę pytanie.
W końcu po to tu przyszliśmy - wrzucić wszystko nieletnie w te piłki i gąbki, niech się wymęczą, niech opadną z sił, a my tymczasem przez całą godzinę spokojnie porobimy sobie nic. I tak jakby wszystko się zgadza, bo młode ruszyły przed siebie kurcgalopkiem, światło jakieś takie przydymione, Mamuśka rzekłaby, że seksualne, choć dla nas, w tej fazie życia, po prostu cudownie nadające się do snu, nikt nas nie ciągnie za nogawki z odwieczną mantrą chodźplaying (- Chodź się bawić - przypominam. - Chodź się balet - powtarza grzecznie Fruzia.), Inżynier szykuje się do drzemki... Idealnie.

Aaa, sorry, jednak nie.

Kątem oka dostrzegam pędzącą w naszym kierunku Fruzię. Jednym spojrzeniem oceniam sytuację - jest cała, nie broczy krwią, oddycha, kończyny na swoim miejscu. Nic jej nie jest. Pochodzę do niej i pytam, co się stało.
- Mama, I can't see Ejik! - ryczy przeraźliwie, cała się trzęsąc. - Ejik, mama, I can't see!
Ach. Znaczy - zgubiła go.
Ejik i ona to aktualnie związek pełen pasji. Nie mogą ze sobą wytrzymać jednego dnia w odległości metra, ale kiedy jedno się zgubi, to drugie ryczy. Albo kiedy jedno wyjdzie na spacer z psem, a drugie ma zostać w domu.
Ajkowa Mama podrywa się z miejsca i rusza na poszukiwanie młodego. Nie mógł się zgubić permanentnie, umówmy się, to miejsce nie ma aż tylu zakamarków, ale poprzedniego dnia jego tata przeczołgał się przez wszystkie tunele, zjeżdżalnie i skrytki, żeby znaleźć syna w najmniej uczęszczanej części rury, w której młody siedział zrelaksowany i nieczuły na nawoływania ojca, a już na pewno zdziwiony był faktem, że podobno się zgubił. Tym razem Ajkowa Mama znajduje go dużo szybciej. Fruzia szczęśliwa, bo ona jedyna z naszej grupy mocno nieletnich ma ogromną potrzebę poruszania się po małpim gaju w nierozerwalnym tercecie i podnosi larum za każdym razem, kiedy ten nie wytrzymuje tempa Ajki albo pomysłów Ejika na samodzielne eksplorowanie wnętrza.
- Udało ci się przespać? - pytam Inżyniera, który przeciera senne oko.
- Mhm - mruczy. - Jakieś piętnaście sekund.
Jest o piętnaście sekund bardziej wyspany niż ja. Niż my wszyscy właściwie. Choć to przecież nasza wina, że siedzieliśmy do późna, grając w scrabble i chińczyka, zamiast zalogować się w pościeli zaraz po dzieciach. Już po dziesiątej pm.

Opieram się o bar. Blat znaczy.
I znów widzę Fruzię. Stoi piętro wyżej i krzyczy do mnie, i pokazuje zrozpaczona, że oni znów osobno, i że jak to tak, bo mieli być altogether albo może all together, choć wolałabym, żeby wrzeszczała razem, mama, do jasnej cholery, mieliśmy łazić razem, buuu!
- Idę z nią - mówi dzielnie Inżynier.
Idą w piłki, widzę, jak on włazi z nią na kolejne piętra, machają do mnie, Fruzia znów szczęśliwa. A tymczasem Ajkowi rodzice lokalizują swoje pacholęta, ja walczę z sennością pod wpływem seksualnego światła i braku kawy, bo na pewno nie wrażeń, więc dochodzę do wniosku, że może ja też w te gąbki i piłki wpełznę, umoszczę się, nakryję pluszem i plastikiem, i tak już zostanę na zawsze, ach, jak mi bosko będzie. Bosko mi będzie. Bosko. Siadam w polu dla małych bejbików, dookoła gąbczaste zwierzęta, gąbczaste klocki, gąbczaste schody, podesty, wszystko z gąbki. Bosko. Siadam. Ale już widzę nad sobą twarz Fruzi, obok niej Inżyniera i wiem, że nic z tego. Ach. Z trudem podnoszę tyłek, zaczynamy układać wieżę z gąbek. Fruziak w stanie ekstazy na poziomie labradora, gąbki fruwają, wieże się obalają, ja też się obalam i postanawiam tak zostać, co wykorzystuje Inżynier, układając nade mną tunel z dostępnych materiałów. Tylko głowa mi wystaje, bo zagroziłam atakiem klaustrofobii, tak mnie z Fruzią opakowali. A potem jeszcze na szczupaka skaczą na te materace i na mnie pod nimi, w sumie jakieś dziewięćdziesiąt kilo żywego, ludzkiego mięsa. Nie wiem, z jakiej gąbki te gąbki, albo z czego moja warstwa ochronna na ciele, ale mocne to. Te materiały znaczy.

Chwilę później tracę już rachubę, kto na gąbkach, kto pod, a kto w. Małpi gaj zdecydowanie lepiej oddaje sedno tej imprezy niż soft play. Soft to chyba tylko to światło.

Siadam wykończona obok Ajkowej Mamy.
- Ale byłoby fajnie, gdyby oni kiedyś zrobili nam taką niespodziankę, zabrali nas do pubu, kupili piwo i drinki, powiedzieli, że mamy godzinę na szaleństwa i żebyśmy dobrze się bawili - mówię, mając na myśli nasze pacholęta, lat 2,3 i 5.
Ajkowa Mama uśmiecha się z rozmarzeniem. Ale tylko na chwilę, bo zaraz włącza jej się błysk w oku i widzę, że myśli o Karmie.
- A my byśmy psuli im tę godzinkę spokoju od nas ciągłym przyłażeniem i skarżeniem. 'Ajkaaaaa, a on mi wypił moje pifkoooo!', 'Fruziuuuuu, a ona mi zabrała mojego drinkaaaaaa, buuuuu!'

Ach.

To zbyt piękne, aby mogło się ziścić.

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Zisci sie, ale musicie tak ze 20 lat poczekac:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wtedy to my już tego nie będziemy chcieli! 😂

      Usuń
  2. Hahaha zanim się obejrzycie :-) mój Synek lat prawie 10 czasem nas "wygania" z domu .A potem dzwoni kiedy będziemy:-):-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jak już nam się w końcu uda gdzieś wyjść na randkę, to ja z tej randki będę dzwonić do Fruzi z pytaniem, czy wszystko w porządku ;-)

      Usuń
  3. Bardzo lubie takie miejsca. Chyba glownie dlatego, ze moje Potwory sa juz starsze, wiec przerywaja zabawe dopiero, kiedy juz padaja na nos ze zmeczenia (ale wtedy to juz jest ryk, tragedia i koniec swiata), wiec siedze sobie, jednym okiem zerkam w telefon i popijam kafke. ;) Godzina spokoju, co prawda w niebotycznym halasie, ale co tam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo hałas tu czy w domu - doprawdy żadna różnica. Kafka smakuje jednakowo wybornie, jeśli można ją wypić bez przymusowego odstawiania kubka co pięć sekund, prawda? :-)

      Usuń