O lekcji polskiego

niedziela, sierpnia 05, 2018

Tamtego piątkowego poranka zamiast sporządzać listę rzeczy do spakowania, ja produkowałam pisanki, najpierw usiłując namówić Fruzię do twórczości wielkanocnej w upalny lipcowy dzień, a następnie, po jej kategorycznej odmowie, próbując nadać własnej twórczości Fruziny sznyt, co, mówiąc szczerze, nie było aż tak trudne, biorąc pod uwagę wrodzone zdolności matki i córki w tej materii. Like mother, like daughter, jak mawiają tubylcy. Konspekt zajęć dla przedszkolaków, sporządzony jedynie w mojej głowie, gdyż nie zniosłabym kolejnego w tym roku pisania scenariusza jakiejkolwiek lekcji, przewidywał trzy główne punkty programu i kilka pomniejszych, które postanowiłam trzymać w rękawie, a właściwie w torbie, na wypadek gdyby publiczność rozlazła mi się po kątach szybciej niż usiądę na krzesełku. Planowałam wykorzystać oczywiste zamieszanie (zamieszanie w tej grupie wiekowej jest zawsze) na uruchomienie podziemnej działalności pod kryptonimem "siadaj i jedz ptasie mleczko tak, żeby Wendy nie widziała", ale okazało się, że widownia rozpoczęła spektakl na tyle ochoczo, że nawet nie musiałam posuwać się do partyzantki. No dobrze, bądźmy szczerzy. Wendy ryknęła, że na trzy wszyscy z ogródka lądują wprost na dywanie i rzeczywiście, na osiemdziesiąt pięć kilkanaście małych tyłków niecierpliwie kręciło piruety na podłodze. A potem stała przy mnie, ta cała Wendy, jak jakiś sufler przez całe przedstawienie i podziemie trafił szlag. Jakiekolwiek próby manipulacji publiką zostały zniweczone również przez Fruzię, która postanowiła spędzić show na moich kolanach, lekko zdziwiona faktem, że matka sadowi się na na krześle i najwyraźniej ma jakieś zamiary względem jej grupy.
- Mummy, you going work? - zapytała scenicznym szeptem dwa razy.
Jakież było jej rozczarowanie, kiedy wyznałam, że sorry, zostaję. I do tego będę gadać. Co gorsza - po polsku.
- Oh.

- Kto wie, gdzie leży Polska? - rozpoczęłam warsztaty.
Naoglądałam się spiczów na TEDzie, więc wiem, jak to się robi. Pełna profeska.
Odpowiedziała mi cisza. Dokładnie tak, jak przewidziałam.
- Czy Polska leży w Afryce? - zadałam podchwytliwe pytanie.
- Yeeeeees! - wrzasnęły starszaki.
- Noooooo - wyznałam triumfująco. - Ale może w Australii?
- Yeeeeees!
- Nooooo! A może w Ameryce?
- Nooooooyeeeeeeeees! - niektórzy najwyraźniej zaczęli się łamać.
- Noooooo! Na pewno nie w Ameryce. A może Polska leży w EUROPIE??? - rozszerzyłam znacząco źrenice, uniosłam brwi i zastygłam w oczekiwaniu.
- Noooooooooo! - zdecydowały przedszkolaki.

Pełna profeska.

Potem poszło już zdecydowanie lepiej. Nikt nie wykazywał antypolskich nastrojów, bo też nikt nie zauważył, że mówię do Fruzi w innym narzeczu, Brexit a sprawa polska nie zainteresował nikogo oprócz Wendy, a fakt, że Fruzia ma dwie ojczyzny okazał się pestką w porównaniu do rewelacji, że tradycyjny polski pączek nie ma dziurki.

Hitem, jak zresztą przewidywał wirtualny konspekt, okazała się Święconka.
- To jest polskie wielkanocne jajo, pisanka - odpowiedziałam dwa tysiące razy na pytanie "what's thaaaaaaaat?"
Nawet Fruzia, zwykle zadająca to pytanie tysiąc razy dziennie w pojedynkę, nie mogła już zdzierżyć tego zagadnienia oraz szczątków Święconki, JEJ Święconki, fruwających po sali. Po kolejnym "Fruzia's mum, what's thaaaaat?" obrzuciła delikwenta oraz eksponat w jego ręce znudzonym spojrzeniem i wypaliła:
- Sinka.
A ja znów na chwilę znalazłam się w przedsionku nieba.

Moje dziecko umie powiedzieć "szynka"...!

- Maso - dodała Fruzia, uprzedzając pytanie koleżanki, twierdzącej, że ta mała kosteczka w folii to ser.

Phi, masło umiała już wcześniej, pomyślałam dumnie.

I płynnie przeszłam z masła do Peppy, choć szyki tym razem pokrzyżował mi personel Różowej, który zapomniał o restrykcjach internetowych na przedszkolnym sprzęcie. Myślałam, że skoro ptasie mleczko nie, to chociaż ruchome obrazki kupią mi uwagę publiczności jeszcze na chwilkę. A tymczasem kątem oka rejestrowałam kolejnych dezerterujących do ogródka krasnali. Nie żeby cichaczem, dyskretnie, po angielsku czy francusku, o nie. Oni uciekali z wrzaskiem i tupotem, zupełnie jakby w ogródku ktoś nagle zaczął rozdawać parówki! Pocieszyłam się myślą, że zostali ze mną najwytrwalsi, najlepsi z najlepszych, którym kompletnie nie przeszkadzało słuchanie Peppy po polsku z krótkim tłumaczeniem w ich własnym języku. Być może to masło i szynka tak ich wbiły w brudny dywan, kto wie. Ważne jednak, że siedzieli wsłuchani w opowieść o śniegu i plaży, tak jakby codziennie ktoś czytał im o Peppie we Fruzinym narzeczu. (Fruzia i tajne komplety?) Zaprawdę powiadam Wam, jak zobaczyłam ten obrazek na Twitterze, doszłam do wniosku, że się udało.

Udało się sprawić wrażenie, że wiem, co robię. I że panuję. I że Lucasów mam w małym palcu.

Ach, i jeszcze że umiem gotować, bo zostawiłam dla wszystkich rodziców przepis na placki ziemniaczane i pierogi. Jestem pewna, że opiekunowie Lucasów mnie uwielbiają.

Kiedy zamknęły się za mną drzwi Różowej, odetchnęłam świeżym i czystym (w porównaniu do przedszkolnego) powietrzem. I natychmiast podzieliłam się swoim sukcesem i małą refleksją z Inżynierem:

"Było super, ale przypomniałam sobie, dlaczego praca w Różowej była taka ciężka!"

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Gratulacje pierwsze koty za płoty - brawo Wy (Ty i Fruziak)ja podziwiam Wszystkie przedszkolanki/opiekunki w żłobkach - szacun wielki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już też je podziwiam! I nie wierzę, że byłam jedną z nich przez trzy lata! 😂

      Usuń
  2. Nigdy, przenigdy i za żadne pieniądzie nie chaiałbym być opiekunką w przedszkolu (żłobek odpada w przedbiegach). Brawo!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak kiedyś mówiłam, więc uważaj! ;-)

      Usuń
  3. Z tego co nam opisałaś myślę, że i tak nie było tak źle. Trochę słuchaczy udało Ci się zainteresować;-)
    P.S. I nie strasz, bo ja właśnie zawodowo zmierzam w stronę Różowej;-0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyśka, jeśli to lubisz, to niestraszne Ci będą takie opisy :-) Ja to lubiłam, bo lubię dzieci, ale wiedziałam, że to nie jest mój docelowy przystanek, bo najbardziej lubię pracować z dorosłymi, a poza tym nic nie zmieni faktu, ze to JEST ciężka praca ;-) Może za jakiś czas też gdzieś będziesz produkować takie wpisy, ha ha ha! :-*

      Usuń
    2. Ja najpierw troszeczkę uczyłam dzieci i młodzież - od podstawówki po liceum. Potem trochę życie zdecydowało za mnie i byłam biurwą przez 7 lat. Niestety tam średnia wieku 50 plus, nastawienie do pracy w myśl zasady - czy się siedzi, czy się leży 2 tyś. się należy. No i te teksty typu: i po co pani tak pracuje, chce pani dostać medal z brukwi!???;-0 Po macierzyńskim już tam nie wróciłam;-0 Teraz marzy mi się powrót do korzeni, ale kto wie może i masz rację, że za jakiś czas i ja będę autorką takich wpisów;-0
      Pozdrawiam!!!!

      Usuń
    3. Tyśka, możesz być autorką takich wpisów i nadal to kochać! :)

      Jessuuu, naprawdę ktoś strzelał takimi tekstami?? Nie dziwię się, że nie chciałaś wracać! Rzeczywiście, to już lepiej w grupie wiekowej 3+! ;-)

      Usuń
  4. Podziwiam Cie, wiesz? Kiedy Potworki chodzily do przedszkola, grudzien zawsze byl "Miesiacem Tradycji". Oznaczalo to, ze chetni rodzice mogli przyjsc do przedszkola i opowiedziec dzieciom o tradycjach w ich domu (niekoniecznie bozonarodzeniowych). Nigdy sie nie zglosilam. Na mysl, ze musialabym zainteresowac swoja opowiescia gromade 3-5 latkow patrzacych na mnie z paluchem w buzi (lub co gorsza w nosie) i usilujacych zwiac z koleczka na dywanie, cala cierplam. ;)
    Zreszta, na tej samej zasadzie nie zglaszam sie do czytania na glos dzieciakom w szkole Potworkow (zapraszaja rodzicow na takie czytanie). Trema przed maloletnia publicznoscia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że to kwestia trochę związana z zawodem - ja się nie boję, bo takie 'wystąpienia' mam na co dzień. Wiesz, dorośli co prawda nie będą grzebać w nosie i raczej trzymają się pewnych norm, ale ich zainteresowanie lekcją, na przykład po ciężkim dniu pracy, też potrafi gwałtownie spadać, bo zaczynam przynudzać;-)

      Więc się nie bój - idź kiedyś, a potem koniecznie nam o tym opowiedz!! :-))

      Usuń