O dwóch trzecich, które przesądziły o kierunku mojej kariery

czwartek, sierpnia 23, 2018

Po głębokiej refleksji doszłam do wniosku, że to Pierwsza Matka Przełożona w Różowej Chmurce dostrzegła we mnie matematyczny potencjał. To było wtedy, kiedy z rozwianym włosem i w silnym wzburzeniu wtargnęła do sali bejbików i rzuciła w nas ostrym pytaniem:
- Ile to jest dwie trzecie z sześciu? Bo zaraz oszaleję!
Nie odpowiedziałyśmy od razu, martwiąc się, że nie tylko nie pomożemy Matce, albowiem ona już oszalała, jak my wszystkie zresztą pracując w tym przybytku, ale jeszcze pogorszymy jej nastrój, jeśli się okaże, że zbyt szybko dokonałyśmy stosownych obliczeń. Minutę ciszy przerwała w końcu Be:
- Aaaawkwaaaard! - wyśpiewała na amerykańską, cheerleaderską nutę.
- Yyyyy - dodała Sarah.
- Tak myślałam - westchnęła Matka Przełożona lekko triumfująco i odwróciła się na pięcie, zamaszyście zmiatając tuniką wieżę z beznadziejnie niestabilnych klocków.
- Cztery - bąknęłam więc niepewnie.
I natychmiast oblałam się rumieńcem, bowiem wszystkie oczy skierowały się w moją stronę, a ja, niezależnie od faktów, nie lubię czuć się jak największy sztywniak tego świata.

Potem jeszcze okazało się, że znam stolicę Ukrainy i pisownię 'anniversary' i to już była totalna katastrofa, bo przylgnęła do mnie etykieta kujona, a ja naprawdę sądziłam, że trochę fluidu na twarz i mam ten etap już dawno za sobą. I nie, żeby to miało coś wspólnego z matmą, ale sami rozumiecie. Kujon ma w sobie coś absolutnie totalnego, kto by się tam przejmował dziedzinami.

Lata mijały, znów poczułam, że wmieszałam się w tłum przeciętniaków, że może jak będę siedzieć cicho, to nikt nie zauważy, ale prawdziwej natury nie ukryjesz, panie, nie ukryjesz. Najpierw wydało się, że pamiętam, jak się obsługuje dziennik elektroniczny, więc przydzielono mi nową do wtajemniczenia, a skoro tak, to może chcesz uczyć ICT, bo nam się lektor wykruszył? Kleiłam wtedy godziny na super glue, prezentując rozchwytywany brytyjski can-do attitude, więc chyba tylko dzięki opiece Karmy nie skończyłam jako lektor inżynierii mechanicznej. No i do ICT znalazł się nauczyciel, co uśpiło moją czujność, kiedy w maju szef zażartował, wyraźnie zażartował, no przecież słyszałam!, że brakuje nam matematyka w drużynie, ha ha, może spróbujesz, ha ha ha, bo ci normalni, no wiesz, od GCSE, to jakoś u nas nie chcą, ha ha ha ha ha, pewnie się boją i to jest śmieszne, bo czego tu się bać, Ha Ha Ha HA HA! To ja też się zaśmiałam, dużymi literami się zaśmiałam, bo skoro już raz prawie uczyłam ICT, to mogę też prawie matmy, co nie? Szef to fajny gość, więc ubawiliśmy się setnie!

A potem szef szybko zakończył spotkanie, a następnego dnia zobaczyłam siebie w planie na nowy rok akademicki jako lektora matmy. Tylko że już wtedy to mi się aż tak bardzo nie chciało śmiać.

- Szefie, ale ja się boję, bo widzi szef, ja z matmą to miałam ostatnio do czynienia w podstawówce, bo w liceum to ja na humanie byłam i traktowano nas trochę jak trędowatych, więc ja do dziś nie wiem, co to całki i co się robi z rachunkiem prawdopodobieństwa - powiedziałam.

Albo coś w tym stylu powiedziałam, tak mniej więcej do 'bo widzi szef', bo raz, że nie mam pojęcia, jak są całki po angielsku, a dwa, że szef mi natychmiast przerwał tonem, który miał być w założeniu uspokajający:
- Spokojnie, zrobimy ci szkolenie, a potem zdecydujesz, zgoda?
No anioł, nie szef. Od razu mnie uspokoił. Najpierw się podszkolę, a potem zdecyduję. Najpierw się podszkolę, zobaczę, co i jak, przypomnę sobie to i owo z podstawówki. A potem zdecyduję. Uczciwy układ.

Po całych dwóch godzinach szkolenia udało mi się ustalić, że:
- nauczyciela matmy nikt już nie szuka, no bo przecież jest (ja)
- niczym się nie muszę przejmować, bo egzaminy są dopiero w lutym
- to już koniec szkolenia.

A po rozmowie z Mężem Mym Wspaniałym doszedł jeszcze jeden plus sytuacji:
- Będziesz mogła sobie matmę do CV wpisać!

Hip hip hura.

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Widzisz jak wszyscy w Ciebie wierzą:)))
    Normalnie widzę ten Twój strach w oczach, sama jestem po polonistyce i matma jawi mi się jako koszmar;)))
    No, ale kto da radę jak nie Ty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie jedna z tych sytuacji, kiedy wolałabym, żeby nikt nie wierzył! ;-)

      :-*

      Usuń
  2. Litermatko genialna jesteś:-D ja to bym nawet szkolenia nie przeszła;-) bo ja też Humania jestem i to mam w genach:-) co kiedyś stwierdziła moja wychowawczyni z liceum. Ja też w Ciebie wierzę jak Twój Szef:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nicole, uwierz mi, TAKIE szkolenie przeszłabyś przez sen! ;-)

      Usuń
  3. Widzisz jak sama siebie nie doceniasz? trzeba bylo az z Polski wyjechac, zeby odkryc na co Cie stac:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strach wyjeżdżać na wakacje dalej niż za miedzę, bo znów coś odkryję i nie będę już wiedziała, co z tyloma talentami począć!

      Usuń
  4. Matematyka, huh? Serdeczne kondolencje. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, czuję się utulona w żalu! :-)

      Usuń