O tym, że to prawie jak u psychoanalityka

środa, lipca 11, 2018

Wrażenia trochę jak z kozetki. Chyba. Przez półtorej godziny próbuję oddać w języku tubylców specyfikę rodzinki.pl i wiem, że choćbym spędziła tam jeszcze pół roku, opowiem zaledwie ułamek tego, co chcę opowiedzieć. Na szczęście nie wszystko muszę, żeby terapia, tfu! - ocena naszej przydatności do użycia - powiodła się. Wskrzeszam do życia umarłych. Sprzedaję anegdotki. Odwołuję się do mojego koślawego drzewa pseudogenealogicznego, które wyrosło na żółtym papierze przy pomocy kuzynki, Handziuka, Mamuśki i Ojczula. Przed oczami mam obrazy minionego świata, kiedy wszystko nie do końca było tak beztroskie, jak próbuje pokazać to facebook. A jednocześnie było przecież. Jestem jak Bóg, w trzech osobach. Próbuję trzymać fason, bo w końcu to jednak assessment. Jestem też względnie spokojna i zrelaksowana, bo przecież, na litość boską, nikt nie ma tu ani mocy ani prawa do wydawania wyroków. A jednocześnie mam ochotę pierdolnąć szczerym śmiechem. W momentach, kiedy wpadam w ten ostatni stan, staram się nie patrzeć na Inżyniera, który nie-tak-znów-dyskretnie ziewa i wygląda, jakby lada moment miał zejść z tego świata, i który na pewno chętnie nawiąże ze mną radosny kontakt wzrokowy. Karma to profesjonalistka i skoro cztery lata temu to ja zasypiałam z nudów przy szesnastej takiej samej opowieści o jego rodzeństwie, bo nasza social worker nie mogła się odnaleźć w notatkowym burdelu, który sama wykreowała, to może teraz kolej na niego. Nie patrzę więc, bo wtedy to na pewno pierdolnę i jedna z boskich osób, ta trzymająca fason, wykolei się na dobre. W uszach dudni mi ostatnia rozmowa telefoniczna z Handziukiem, raptem dwa dni temu. Powiedziała, że kiedy przyjedzie do nas we wrześniu, nagotuje mi kluchów, makaronów i różnych innych takich anty-fit syfów i trochę nas wreszcie odżywi jak za dawnych dobrych czasów. Zapytałam ją wtedy, czy to dlatego, żebym miała zatkaną żarciem buzię, kiedy będę usiłowała protestować przeciwko jej niekończącym się tyradom na tematy wszelakie, ale kazała mi się odwalić. Nie, raczej nie opowiem tego na tym spotkaniu, choć wcale nie skłamię, że Handziuk to moja najlepsza ciotka, nawet jeśli ciocią nazywałam ją tak dawno temu, że sam facebook tego nie pamięta. Trochę też nie wypada przytaczać dosłownie tego, jakimi świniami obrzucaliśmy się z Wielkim w czasach mini. Nie wiem zresztą, jak niby miałabym przetłumaczyć śmierdziela, żeby ten angielski ważył dokładnie tyle samo, co polski popeerelowski śmierdziel. Zamiast tego mówię, że darliśmy koty, a jakże, ale wcale nie większe od innych znanych mi osiedlowych kotów, nie gadamy za często przez skype'a, bo Wielki to kompletnie nie ma parcia na szkło, ale ostatecznie to fajne z nas rodzeństwo wyszło i żadne świnie i śmierdziele nie będą w stanie tego zmienić. To znaczy kłótnie. Kłótnie nie będą w stanie tego zmienić.

Kiedy docieramy do końca - spotkania, nie życia, bo utknęliśmy w okolicach szkoły średniej - czuję się już tylko zmęczona. Nie tylko przez ten upał. Właśnie wyświetliłam kompletnie obcym ludziom przyspieszony film z mojego dzieciństwa i mam ochotę powiedzieć im, że to nie tak, bo przecież jeszcze to i tamto, a tak w ogóle to zastanawiamy się z Inżynierem, jakie tak naprawdę ma to znaczenie. Bo mimo że naprawdę rozumiem, że autorefleksja MA znaczenie w wychowywaniu dzieci z przeszłością, to ciekawi mnie, do jakiego stopnia. I jak bardzo mój fason by się pogniótł, gdybym jednak pierdolnęła tym śmiechem.

Ale co tam. Za trzecim razem na pewno to zrobię.

(...)

Wsiadamy do samochodu.
- Boszeee.... - mówię do niego. - Mocno pieprzyłam głupoty?
- Nie, bardzo ładnie, składnie i logicznie mówiłaś - stwierdza on.
Po czym po chwili ciszy dodaje:
- Kurwa, ale trzeci raz to ja już nie dam rady tego przejść!
- Ja też nie! - mówię radośnie i z ulgą.

Drugi, Ty wiesz.

(...)
Następny post będzie o Fruzi, obiecuję.

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Jesteście boscy :)) I nie mam na myśli rodzinki.pl ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. czyli Drugi musi od razu być w dublu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Drugi musi być razy dwa 😀

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mysle, ze przy trzecim to juz osrodek bedzie zabiegal o Was:))

    OdpowiedzUsuń