O tym, że czasem lepiej się nie przywiązywać

sobota, marca 10, 2018

Z okazji rubinowej rocznicy ślubu Mamuśka i Ojciec Dyrektora otrzymali ode mnie niewielką kronikę, którą Mamuśka, jak sama twierdzi, czytała z wypiekami na twarzy. "40 opowieści", czego można się domyślić, traktowało głównie o nich, choć nie tylko. W scenkach, żywcem wyjętych z moich internetowych monologów, pojawiła się większość bohaterów, o których Wy też regularnie czytacie. Do książki załączone były również "Listy do Skrzata", bo coś mi mówiło, że Mamuśka bardzo je doceni.

Mama kilka razy zaglądała do moich internetowych opowieści. Kiedyś nie mogła ze mną rozmawiać, bo "właśnie czytam twojego bloga, musiałam nawet laptopa zabrać do łazienki, bo nie mogłam się oderwać." Innym razem zadzwoniła tylko po to, żeby powiedzieć mi, że jeden z moich wpisów nie pozwolił jej w nocy spać. To wszystko jednak były szczęśliwe trafy, bo Mamuśka Moja, pomimo wielokrotnie udzielanych instrukcji, zupełnie nie odnajduje się w blogosferze i zupełnie nie odnajduje bloga. Bo zgubiła link, bo ma link, ale nie umie przewinąć strony... Sami wiecie, jak to jest z tymi naszymi mamami. Jeśli więc Rodzicielce dopisało szczęście ("znalazłam, nie wiem jak, ale znalazłam!"), to czytała jednym tchem, a potem przez pół roku, rok, nie czytała nic. Zresztą, nie jestem pewna, czy nie umarłaby z nudów jako regularny czytelnik i bohater w jednym.

Wreszcie po rubinowym party nie musiała szukać linku ani przewijać strony na ekranie, po prostu usiadła i przewracała tradycyjne, papierowe kartki. A recenzja, którą otrzymałam wtedy od Rodziców, sprawiła, ze poczułam się tak, jakbym naprawdę wydała swoją własną, długo oczekiwaną książkę.

Widzicie, to mi uzmysłowiło, że tak naprawdę nie muszę być pełnoetatową pisarką, o czym kiedyś marzyłam, żeby pisać. Po pierwsze, tak naprawdę nie umiem napisać nic oprócz tego, co tworzę tutaj. Po drugie, choć to bez związku, ja nawet nie jestem pewna, czy można mnie nazwać blogerką. Owszem, prowadzę bloga, ale bloga w totalnie starym stylu. To bardziej pamiętnik, kronika niż cokolwiek innego, jakieś scenki, wspomnienia, próba zatrzymania chwili na trochę dłużej niż to możliwe w wielowymiarowym świecie. Nie mam pojęcia, skąd mi się to wzięło, zapewne z jakiejś wielopokoleniowej mieszanki genów, bo w mojej rodzinie nikt nigdy nic regularnie nie pisał. Handziuk ma talent, to prawda, ona jedyna w klanie ze strony Mamuśki, ale oprócz fantastycznych poematów okolicznościowych, które tworzy okazyjnie, oraz pracy jako lokalny korepetytor w zakresach pisaniach prac wszelakich - ona też nie pisze. (Prawdopodobnie na te słowa chętnie zdzieliłaby mnie przez łeb i dodała, że rzyga już literami. Ja chętnie zdzieliłabym ją przez łeb za marnowanie talentu.) Mam też mgliste wspomnienie wujka od strony Ojca Dyrektora, który czasem przysyłał życzenia w formie pięknych wierszy swojego autorstwa. Więc tylko oni mogliby, ale tylko ja to robię.

Naprawdę nie wiem, skąd ta potrzeba budowania opowieści, ale uwielbiam to. Te chwile spędzone sam na sam z monitorem i to, że to wciąż przyjemność, już tyle lat. Prawie dziewięć. Mój pierwszy blog jest trochę tylko młodszy od bloga Brytusi, a moje pierwsze pamiętniki, które Mamuśka skrupulatnie przechowuje w Rodzinnym Drapaczu Chmur, za każdym razem zaklinając - "przysięgam, że nigdy nie przeczytałam nawet jednego słowa", sięgają 1989 roku. Kawał życia zamkniętego w słowach. Po co, dla kogo - nie wiem. Dziś myślę, że może tylko i wyłącznie dla siebie, choć fakt, że ta opowieść sięga tak daleko wstecz, kiedyś może okazać się dla Fruzi bardzo pomocny w kwestii budowania własnej tożsamości.

Może, ale wcale nie musi.

To chyba zresztą nie jest aż tak ważne, wszak pisać będę, a jeśli nieliczne druki kiedyś spłoną lub internet eksploduje od nadmiaru przechowywanych w nim informacji, to płakać będę tylko ja. To niesamowite, jak zżyłam się z literami i jak bardzo w największym chaosie życia czuję potrzebę uporządkowania przeszłości i teraźniejszości, połączenia ich w jakąś jedną, sensowną całość. Całość, która mnie samą upewni, że warto. Co? Wszystko.

I dlatego zastanawiam się, co dalej i gdzie. Czy wrócić pod stary adres, do miejsca podlewanego raz na pół roku, ot tyle tylko, aby nie uschło zupełnie; czy może zamknąć się tutaj, kontynuując to, co zaczęłam ponad dwa lata temu i nie wprowadzając zbędnego zamieszania z adresami. Taki przez chwilę był mój plan. A potem zerknęłam w statystyki i oniemiałam, kiedy okazało się, że posty z zakurzonego, adopcyjnego cyklu, są najczęściej czytanymi postami ever. Jeden szczególnie. Ten. Jest Was więcej niż myślałam, Was, zainteresowanych tym, jak zacząć, choć żałuję, że odzywacie się tak rzadko. Jeśli zamknę ten blog, zamknie się i cykl. Jeśli Od środka pozostanie otwarte i wrócę do poprzedniego miejsca, wiem, że myśl o czymś wiszącym w przestrzeni, niedokończonym, kurzącym się, w co aktualnie wkładam przecież duży kawałek siebie, będzie mnie nawiedzać. Prowadzenie dwóch blogów chyba przyprawiłoby mnie o rozdwojenie jaźni. Powrót tylko do papieru nie wchodzi w rachubę, bo tęskniłabym do tych krótkich rozmów z Wami w komentarzach.

Kusi mnie też idea blogowania przez kolejne 50 lat i otrzymania statuetki najbardziej upartego oldschoolowego blogera na planecie.

Więc jeszcze nie wiem, ale jeśli jesteś tu nowy - lepiej nie przywiązuj się do nas ;-)

You Might Also Like

37 komentarze

  1. TERAZ mnie ostrzegasz??? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi pisanie pozwala uporządkować pewne rzeczy, spojrzeć z dystansem a czasem - zrozumieć. Tez bez słów nie umiem funkcjonować. Pierwsze pamiętniki - 91 rok. Potem już zawsze pisałam, z przerwami, ale pisałam. Ktoś nawet gdzies tam docenił. I pewnie ty to czytalas, nie wiedząc, że to ja. Ot, zagadka 😉 Stara historia. Ale rozumiem jak najbardziej potrzebę pisania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaintrygowałaś mnie. Mogę pozgadywać? "Zwierciadło"? :-)

      Usuń
    2. Trafiony, zatopiony :-) Dawno to było i nieprawda ;-)

      Usuń
    3. Może i dawno, ale ja już od dawna jestem fanką "Z", więc musiałam czytać! :-) Ale super!

      Usuń
  3. Ja jako stara nieco przykurzona czytelniczka już się jakoś przywiązałam!i Ty dopiero mi mówisz?;-) heh powiem więcej złapałam się na tym że myślę o Was kiedy chorujecie wyjeżdżacie czy ot tak po prostu.Mtsle czasami też o spotkaniu jak Dziewczynki będą się bawiły bo czy my się dogadamy to nie mam wątpliwości ;-).Co do pamiętników to pierwszy mój to czasy końca podstawówki i początek liceum... zeszyty pełne emocji wspomnień..ach... pieczołowicie przechowuję też listy mojej przyjaciółki ( teraz chrzestnej mojego Syna) jak jeszcze nie było netu i telefonu nie miałam w domu kawał życia i super wspomnień... Wcale się nie dziwię że Mamuśka Twa nie mogła się oderwać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, listy, tak! Ja też mam specjalne pudełko na takie papierowe wspomnienia...
      Ach, no i Ty chyba się nie martwisz, co? Jesteś tu ze mną od tak dawna, że zabiorę Cię ze sobą, gdziekolwiek będę! :-)

      Usuń
  4. Rozumiem twoja potrzebę pisania oldschoolowo jak to określiłaś ;)

    Że statystyką na blogu mam to samo- dużo czytających, a mało komentujących ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inesko, za kilkadziesiąt lat oldschoolowe pamiętniki znów będą modne, a wtedy takie blogi będą odkurzane na sieciowowych wykopaliskach... ;-)

      Usuń
  5. O, a ja nowa jestem i chce się przywiązać;)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Magdalena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, cześć, nie bardzo wiem, czy powinnam Ci na to pozwalać, ale fajnie, że jesteś :-)

      Usuń
  6. Witam, trafilam do Ciebie z bloga Brytusi. Podczytuje od dawna i bardzo lubie. Historyjki o przygodach Malej w twoim wykonaniu to jak ksiazka. Czy jest szansa dostac adres drugiego bloga? Chyba cos jest ze mna nie tak i nie jestem w stanie namierzyc go samodzielnie. Chcialabym poczytac tez o Rudolfie, napomknelas w komentarza, ze macie go dzieki "promocji rasy" u Brytusi.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie odpisze. Dzisiaj przeczytalam Twoj post "bez zrozumienia". Dopiero czytajac komentarze zrozumialam, ze po pierwsze chcesz "prywatyzowac" tego bloga a po drugiem z poprzednim juz to zrobilas. Eh, dwoja dzisiaj z czytania

      Usuń
    2. Bisia, 'promocja rasy' rozłożyła mnie na łopatki! :-) Ale tak rzeczywiście było, Rudolf jest chrześniakiem Travisa i oba skubańce są do siebie bardzo podobne.
      Tak, drugi blog jest zamknięty i chwilo nie planuję go już dla nikogo nowego otwierać, a przynajmniej nie do momentu, kiedy zdecyduję, co dalej.
      Ten post powstał dlatego, że - chociaż o to bezpośrednio nie zapytałam - miałam nadzieję, że ktoś może mi coś doradzi. A tymczasem wczoraj sama wpadłam na rozwiązanie, które gdzieś u kogoś chyba widziałam... A mianowicie, kontynuowanie Od środka, z możliwością zamykania na klucz (czyt. dostęp na zaproszenia) wybranych postów. Muszę jedynie znaleźć kogoś, kto byłby w stanie coś takiego mi zorganizować, bo nie sądzę, żebym potrafiła zrobić to sama.

      A tymczasem - cześć, fajnie, że się odezwałaś:-) Jeszcze przez chwilę nic się tu nie zmieni.

      Usuń
  7. Strach blady na mnie padł!
    Pamiętasz, w jaki popłoch wpadłam jak zamykałaś tamtego bloga?! (Wtedy jeszcze pod innym nickiem)
    Niedawno Brytusia zamknęła bloga i choć rozumiem, to bardzo mi żal, że nie mogę patrzeć, jak rosną jej dzieci...
    Nie wiem, co zdecydujesz, ale nie zamykaj się zupełnie, proszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam Cie, ale piszesz powyzej o Brytusi, a Ona tuz przed zamknieciem "wywolywala" Twojego nicka, ze czeka zebys sie odezwala to wysle Ci zaporozenie. Mysle, ze mozesz jej wyslac maila.

      Usuń
    2. Anika, dawaj maila na brytusia@gmail.com - jak mawia mój syn - 'natychmiast!!!"

      Usuń
    3. Ooo, super, po komentarzu Aniki planowałam do Ciebie napisać z nieśmiałą prośbą o przygarnięcie jeszcze jednej czytelniczki, ale widzę, że już ją przygarnęłaś :-)

      Aniko, no właśnie odchodzić zupełnie nie planuję, ale na pewno jakieś ograniczenia będą wprowadzone. Sama jeszcze nie wiem, w którym momencie, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i rozpoczniemy proces adopcyjny w maju, to pewnością w drugiej połowie roku coś tu się zmieni.

      Śpij spokojnie, zabiorę Cię ze sobą! :-*

      Usuń
  8. Ja czytam i odzywam się od czasu do czasu;-)))
    Ale rozumiem.
    Ja tam szybko się przyzwyczajam i przywiązuję więc nie strasz!!!!;-0
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie straszę Tyśka, ja tylko uprzedzam te miliardy nieśmiałych czytelników , żeby dramatów nie było i blogosfera miała szansę przygotować się na nadchodzący kryzys... ;-) Poza tym, Ty to jakby już stały czytelnik jesteś, prawda? To się nie martw na zapas! :-)

      Usuń
    2. Dobra, to się nie będę martwić na zapas:-)
      Będę czujna, ale spokojna;-0
      Pozdrawiam!!!!!

      Usuń
  9. Too late - juz sie przywiazalam! ;)

    Ja tez pisze takiego staroswieckiego, pamietnikowego bloga, ktorego za 10 lat tylko ja sama i nikt wiecej (no, moze Potworki, jak sie polskiego naucza :D) nie przeczyta i dobrze mi z tym! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zaczniesz pisać po hamerykańsku to wtedy wszyscy przeczytają, tylko nie ja :D

      Usuń
    2. Ja właśnie uwielbiam czytać takie blogi!

      Usuń
  10. Muszę nadrabiać u Ciebie komentarze, bo mi zaproszenie na zamkniętego cofniesz :p Ja tam już u Was zapuściłam korzenie, więc tak łatwo mnie nie wyrwiesz jak chwasta, no i czekam na ten cykl o Drugim :) Bo ja Wam tak bardzo bardzo mocno kibicuję, że szok :* :*
    Jeszcze do do listów to ostatnio znalazłam swoje takie z czasów Liceum :) A Twojego listu do Skrzata chyba nie zampomnę nigdy, czytałam w nocy i ryczałam jak bóbr ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja nigdy nie lubiłam pielenia ;-)

      Usuń
  11. A co mają zrobić starszy? Zwłaszcza tacy, co sami pisać nie mogą (choć by bardzo chcieli, bo gaduły niemożebne), bo się wkręcili w nauczanie domowe, a zaraz im się rodzi czwarte dziecko i jedyna ich pociecha i kontakt ze słowem pisanym i dorosłym światem to Twoje opowieści? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moeeeeee......!!!! Ach!! Ach!! Cu-dow-nie! Zdradzisz coś więcej czy każesz czekać na niespodziankę na zreaktywowanym (mam nadzieję) blogu?

      Wspaniale, gratuluję!

      Usuń
    2. Syn! Wyobraź sobie! I to już za chwilę, za momencik, tuż po Wielkanocy! Będzie się działo, oj, będzie. (Tymczasem chorujemy od 3 tygodni, od poniedziałku zrobiłam 15 prań, więc na reaktywację bloga nie ma co na razie liczyć, chyba że zamontuję klawiaturę na pralce, bo to najczęściej użytkowane przeze mnie urządzenie elektroniczne).

      Usuń
    3. Syn! Ach, jak cudownie! (Napisałabym to samo, gdyby to była córka:-)) Oszaleje z Wami, babkami, ale cóż to będzie za mężczyzna, skoro wychowa się w takim kręgu! (Niczego nie ujmując Twojemu Lubemu, który przecież już jest herosem... ;-)) Czekam na niego razem z Wami!

      Składam oficjalny wniosek o zamontowanie klawiatury na pralce!

      Usuń
  12. Kochanie pisz pisz jak najwiecej kocham Twoje pioro I Ciebie bede trwac nawet te 50 lat :)
    Buzzia Megi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moją klawiaturę też kochasz? :-)
      Ja w sumie muszę pisać, bo inaczej palce mi odpadną (moja własna diagnoza).

      Buziaki! :-*

      Usuń
  13. Dzięki za podsunięcie pomysłu na prezent dla moich rodziców. To jest super, że też sama na to nie wpadłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze do usług :-) Jeśli chodzi o propagowanie w rodzinie własnej grafomanii, mam w zanadrzu jeszcze kilka pomysłów, ale myślę, że powinnam je uskuteczniać raz na kilka lat, żeby druki nie zaczęły w końcu w koszu lądować... ;-)

      Usuń
  14. Och :( a co mają zrobić takie żuczki jak ja, które śledzą z wypiekami na twarzy ale właściwie nie komentują, więc nie są znane? Będzie jakaś loteria na bilety, w stylu amerykańskiej zielonej karty? Przywiązałam się do Was, będzie mi brakowało... <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Ty żuczku jeden, no... Jak to "co mają robić?" Otóż:
      1. zaprzyjaźnić się z autorką, choćby tylko werbalnie
      2. generalnie się z nią zgadzać w kwestii tego, że Fruzia to najpiękniejsze i najmądrzejsze dziecko wszechczasów
      3. czasem (ale nie za często) jednak się nie zgodzić, żeby autorka lepiej Cię zapamiętała...

      ;-)

      A tak poważnie, to będę się 'przymykać' najprawdopodobniej w drugiej połowie roku. Trzymam się pomysłu, żeby stąd nie znikać, a zamykać niektóre posty (wstęp na zaproszenie), muszę tylko znaleźć kogoś, kto mi to wszystko poustawia. Mam nadzieję, że się uda.

      Pozdrawiam, żuczku!

      Usuń