'Oh', powiedziałaby Fruzia

poniedziałek, lutego 19, 2018

Powroty do rzeczywistości bywają boleśnie nieznośne.

Obudziłam się z myślą, że zacznę ten tydzień pozytywnie. Po niespokojnej nocy Fruzi, która kilka razy budziła się i popłakiwała przez sen, to był nie lada wyczyn, ale do ósmej nawet się udawało. A potem był już Blue Monday i kolejno następowały małe kataklizmy.

Na dobry początek Blaszak Drugi nie odpalił, krztusił się tylko i dusił, więc postanowiłam jechać do pracy autobusem. W połowie drogi do Fruziakowego przedszkola uzmysłowiłam sobie, że przecież nie mam gotówki na bilet, a najbliższy bankomat mam jakieś 25 minut drogi od domu. Przed drzwiami pre-school Fruzia uderzyła w tak żałosny płacz, jakiego jeszcze u niej nie słyszałam, i z trudem odkleiłam ją od swojego ramienia, w związku z czym całą drogę do bankomatu ryczałam. I jeszcze zaczęło padać, a ja - zgadnijcie! - nie miałam parasola. Kiedy już wreszcie czekałam na autobus, z wyprasowaną gotówką w kieszeni, zadzwonił Mąż Mój Wspaniały z informacją, że jedzie mnie ratować i że mam absolutnie w nic nie wsiadać... Okazało się, że Blaszakowi padł akumulator, który Inżynier postawił szybko na nogi, ale tak się bałam, że znów padnie, że całą drogę do pracy dygotałam jak na detoksie. Jeszcze chwila, a nie zatrzymałabym się na czerwonym z obawy, że jak stanę, to na dobre! W pracy trochę się ogarnęłam i już myślałam, że teraz będzie tylko lepiej, kiedy zadzwoniono z Różowej, że Fruziak ma rozwolnienie...

Do środy włącznie ban na przedszkole.

Pozytywną stroną tego dnia, który jeszcze przecież się nie skończył!, jest fakt, że udało mi się zorganizować opiekę dla Tasmana na najbliższe dwa dni.

Oraz że - serio, moje włosy nie mogą już gorzej wyglądać, więc przynajmniej mogę zacząć odbijać się od dna.

U Was, mam nadzieję, lepiej?

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Czasami są takie dni...no, ale nie co dzień:)
    Biedna Fruzia. Mam nadzieję że choróbsko pójdzie precz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Aniko, to tylko pojedyncze dni. Fruzia miała się nieźle do dzisiaj rano, kiedy znów trzeba było pójść do pre-school, ale po spektakularnej próbie wyrwania mi ramienia w progu sali, resztę dnia miała cudownie beztroską, co zobaczyłam na własne oczy, kiedy ją odbierałam. Teraz twierdzi, że jutro nie idzie do żadnego przedszkola, ale widzę, że ten dzień faktycznie był dobry, bo młodzież nie reaguje już histerią na słowo 'pre-school'... Słowem - będzie dobrze, bo musi! :-) :-*

      Usuń
  2. Fruzia to może tak z nerów co? A nie że wirus. Wiem jak Ci cięzko, bo ja przez pierwsze dwa tygodnie Kasi przedszkola obgryzła wszystkie paznokcie do krwi a i tak niewiele to pomogło.
    A jak się wali to zawsze wali się wszystko więc to tak już jest ;) Jutro bedzie lepiej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, kochana. Myślałam o Tobie, kiedy tak szłam i ryczałam w poniedziałek :-) Ty przetrwałaś, tysiące mam i bobasów przetrwało, to i my przetrwamy. Chociaż dziś było blisko, żebym znów ryczała. Na szczęście ogarnęłam się równie szybko, co Fruzia :-) :-*

      Usuń
  3. Kochanna Agatko ja tez wrocilam do Twojego bloga steskniona przeczytalam zalegle posty juz jestem na biezaco:) mam nadzieje ze Fruzia kryzys ma za soba buzia
    Megi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heloooooł! Jak dobrze Cię widzieć!!! :-) Fruziak wciąż w fazie kryzysu, ale czuję, że idzie ku lepszemu, bo dziś z dumą prezentowała mi w pre-school swoją własną, podpisaną jej imieniem szufladę. Ech, te dziewczyny! Jak nie guzy na czole, to inne atrakcje! :-)

      Usuń
  4. Mam nadzieję że to stres a nie wirus i Fruzia doszła już do siebie.Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja też myślę, że to mógł być stres. Z niedzieli na poniedziałek młoda źle spała, a jak tylko wspominaliśmy w weekend o pre-school, to słyszeliśmy stanowcze 'no!'. Dziś rano płakała straszliwie, ale po południu wychodziła z przedszkola szczęśliwa. Miejmy nadzieję, że to początek prawdziwej adaptacji. :-*

      Usuń