O spotkaniu z przeszłością

środa, stycznia 31, 2018

Obstawiałam dwanaście, ale Współlokatorka uparcie twierdziła, że nie widziałyśmy się trzynaście lub czternaście lat. Żadna z nas nie pamięta, kiedy dokładnie ostatni raz piłyśmy razem to wino w 'Kurantach', ale udało nam się ustalić, że ja na pewno byłam po Tunezji, a jeszcze sporą chwilę przed Erą Inżyniera, stanęło więc na trzynastu. Trzynaście lat, w czasie których ona nie słyszała nic o mnie, a ja o niej. Zgubiłyśmy się i, proszę Szanownych Czytaczy, ani Straszna Klasa, na której dawno temu powstał post pod wdzięcznym tytułem "Wpółlokatorko, gdzie jesteś??!!", ani Facebook, który odmawiał zeznań, nie pomogły w poszukiwaniach. Cóż, mnie trudno było znaleźć kogoś, kto postanowił nawet małym palcem lewej stopy nie wstępować na zdradziecką drogę internetów, a jej, kiedy już uznała, że wypadałoby poinformować świat o tym, że jednak żyje, nie udało się odnaleźć połowy osób, których stare nazwiska wytrwale wystukiwała na klawiaturze. Drugiej połowy nie mogła sobie przypomnieć, wszak do już czter... trzy... no, rok więcej za kolejnym zakrętem, a Mamuśka powtarzała, że we współczesnej cywilizacji SKS dopada człowieka szybciej i zdecydowanie gwałtowniej.

Aż tu nagle bęc, znalazłam ją! Kliknęłam w jakieś znajomo brzmiące nazwisko, potem w drugie, może nawet i w trzecie, i zanim zdążyłam wypuścić powietrze przetrzymywane w płucach trochę za długo z tego wrażenia, już umawiałyśmy się na spotkanie. Spotkanie w Krainie Deszczu, bo jak to w życiu czasem bywa, okazało się, że obie wyemigrowałyśmy do tego padołu łez. Ona zdecydowanie wcześniej, i wcale nie mam jej za miedzą, no ale na Boga i Karmę, raptem znalazłyśmy się w odległości, którą nawet w samotności jestem w stanie pokonać komunikacją publiczną. Pal sześć, że potrzeba mi było do tego jednego autobusu i trzech pociągów - pojechałam, bo zew młodości (a ten odezwał się szczególnie u Współlokatorki) wzywał do nadrobienia straconego czasu. A i zwykła przyzwoitość nakazywała, aby wreszcie, po niemal trzech lata od zapępowienia, przypomnieć sobie, jak to jest wyruszyć samotnie gdzieś dalej niż do Kampusu.

Wnioski z tej wyprawy to prawdy stare jak świat. Coehlo by się uśmiał.

(...)
Człowiek szybko się przyzwyczaja. Nawet do tego, że jest kierowcą, choć czekał na to do czwartej dekady życia. Kiedy wsiadłam do autobusu, czegoś wyraźnie mi brakowało. Po chwili zorientowałam się, że pasa bezpieczeństwa i  kierownicy w dłoniach.

(...)
Człowiek szybko zapomina. Nawet to, a może szczególnie to, jakie to uczucie nic nie musieć. W sensie - naprawdę nic. A jeszcze dokładniej - że przez cztery godziny nie musi nic, a może po prostu pić kawę. Albo i nie. Może spać. Czytać. Albo łazić bezkarnie po blogowisku. Przez 4 godziny!

Przez pierwszą godzinę podróży nie umiałam się w tym odnaleźć.

(...)
Relacje z pewnymi ludźmi nie zmieniają się pomimo braku kontaktu przez dziesięć, trzynaście, a pewnie i nawet dwadzieścia lat. Mimo że po drodze miłości, romanse, przeprowadzki, mężowie, dzieci i inny kawałek świata, wy wciąż tak naprawdę nadajecie na tej samych falach. Choć przecież ty to już nie tamta ty, a ona to inna ona, to jednak jest tak, jakby wróciły czasy wspólnej bursy. Czasy podłych zupek chińskich, nadmuchanych bułek i niechodzenia na piątkowe wykłady. Może to dlatego właśnie. W takich warunkach ludzie poznają się od podszewki.

(...)
Za to powłoka ziemska zaczyna stawiać ograniczenia. Koń by się uśmiał, poczekaj aż będziesz w moim wieku, powiedziałaby zapewne Mamuśka. Ale nie jestem pewna, czy ona kiedykolwiek porównywała pojemność alkoholową swojej głowy w wieku dwudziestu, trzydziestu i trzydziestu pięć plus. Bo my porównałyśmy. Niestety, na niekorzyść tej aktualnej liczby wiosen na karku.

(...)
Inne rzeczy też się zmieniły. Na przykład to, że Współlokatorka już nie wkłada obcisłych jeansów na goły tyłek. A ja przeklinam obecnie więcej niż ona.

(...)
Nie wszyscy tęsknią za młodością. Ha. To znaczy my tęsknimy, a jakże, za beztroską. Ale żeby za sobą w młodszej młodości? Niekoniecznie. Tam przecież tyle stresu w tej beztrosce było!

(...)
Spotkanie po latach jest spotkaniem przeszłości z teraźniejszością. Jedną nogą jesteś tu, drugą tam. A ile można zobaczyć z tej perspektywy!

(...)
Są ludzie, dla których język nigdy nie będzie barierą w miłości. Na przykład Ojciec Dyrektor nigdy nie odmówiłby sobie piwa z tak błahego powodu jak niezrozumiała etykietka w języku afrykańskiego plemienia. Są też tacy, którzy w miłości muszą mieć stuprocentowe werbalno-mentalne porozumienie. Którzy muszą myśleć tym samym alfabetem.

Wiedziałam, że ja tak mam. Zaskoczyło mnie, że ona też.

Anglistki od siedemnastu boleści.

(...)
Manchester jest naprawdę ładny. W poprzednim i następnym życiu mogłabym w nim mieszkać. W obecnym nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.

(...)
Nie cierpię dzwoniącego rano telefonu. Szczególnie jeśli to sobota, a ja poszłam spać zaledwie pięć godzin wcześniej. Ale nic w takich momentach nie rozbraja bardziej niż podekscytowany głosik piszczący do słuchawki "hello, mummy!"

(...)

To było trochę jak powrót do domu.

Pewnie dlatego Współlokatorka płakała przy pożegnaniu.

Jak to dobrze, że takie wyprawy kończą się... powrotem do domu.

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Te mam tak przyjaciółkę. Poznaliśmy się czternascie lat temu w Hiszpanii, widujemy się ( ostatnio częściej ) raz na rok, dwa lata. A rozmawiamy z sobą, jakbyśmy się widziały... Wczoraj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak tu nie wierzyć w pokrewieństwo dusz? :-)

      Usuń
  2. U mnie tak było przy pierwszym spotkaniu klasowym, nie widziałyśmy się przecież tyle lat, a jednak było tak jakbyśmy raptem wczoraj zdawały maturę :) Fajnie :) Moje przyjaźnie szkolne dopiero odżywają, łączą zerwaną nitkę :) I wlasnie nie ma znaczenia, że wtedy bylo wtedy, a teraz jest teraz, czas to pojęcie względne, a my przecież nadal mamy po 20 lat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nawet fajne - ten proces łączenia nici. Jest tyle do nadrobienia, a jednocześnie ten ktoś zna cię na tyle dobrze, że można pozostać sobą. Ale Wasze klasowe spotkania to jest jakiś ewenement, bo przecież nie chodzi o dwie osoby, a o całkiem sporą grupę. Niech Wam tak zostanie :-)

      Usuń