O tym, że każdy ma jakiegoś fisia

środa, sierpnia 02, 2017

 Śladami Bridget:

- liczba letnich ciuchów i butów zapakowanych do walizki: 38
- liczba przeciwdeszczowych ciuchów zapakowanych do walizki: 5
- liczba wykorzystanych letnich ciuchów i butów: 0
- liczba wykorzystanych przeciwdeszczowych ciuchów: 2x5
- liczba deszczowych dni w ciągu czterech dni: 4
- wygrane w scrabble: 2
- przegrane w chińczyka: 3 (w tym 1, kiedy moimi pionkami grał Inżynier)
- ulubione słowo: ćul

(...)

Przeszła nie tylko kawał linii brzegowej jeziora, ale też i samą siebie, bo tylko raz w ciągu tych kilku dni wszczęła dziesięciominutową awanturę nie wiadomo o co. Uspokoiła się tak samo gwałtownie jak się wściekła i to by było na tyle. Cudowna odmiana po tygodniu pełnym rzucania różową zastawą o podłogę.

Rudolf przeszedł samego siebie, ale bynajmniej nie dlatego, że wędrował z nami niezmordowanie po krzakach, ścieżkach i pagórkach, tylko dlatego, że:
a) wędrował na smyczy i nikt nie doznał urazu stawu barkowego
b) właził po kamiennych schodach bez barierek, przy których normalnie uspokaja skołatane psie serce
c) sprawiał wrażenie kogoś, kto nie dość, że nigdy nie cierpiał na lęk wysokości, to jeszcze chętnie sprawdziłby, jak się skacze z wodospadu na rudy łeb (ewentualnie rudą dupę).
Nie bez powodu Inżynier kilka razy nieufnie przyjrzał się sierściuchowi i pouczył mnie troskliwie:
- Jeśli poczujesz gwałtowne szarpnięcie, natychmiast puść smycz, dobra? Jak mu coś odbije i będzie chciał skakać, to przynajmniej niech ciebie nie pociągnie za sobą.

(...)

Zapytani o drogę tubylcy odpowiadali uprzejmie:
- Jeszcze jakieś dwie mile, potem w prawo, bo jeśli pójdziecie w lewo, nie dacie radę z tym wózkiem, ścieżka idzie stromo pod górę i jest zbyt wąska.
Byliśmy jedyną taką ekipą na trasie: czworo dorosłych, dwa psy, roczniak w wózku i dwulatek.

Poszliśmy w lewo. Skoro dzień wcześniej zdobyliśmy pół wodospadu, damy radę zdobyć pół jeziora.

Po tym kilkugodzinnym spacerze natychmiast rozgrzeszyłam się z moich niezrealizowanych planów biegowych w ostatnim dwuleciu.

(...)

Frytki, żelki i parówki na główne. Na deser lody i apple. Żaden Happy Meal nie wygra z takim zestawem. A wszystko oczywiście organic. Prosto z krzaka.

(...)

Inżynier twierdzi, że pierwszy raz widział mnie w takim stanie, choć przecież trzymałam formę. Takim widziałem-że-zależy-ci-na-wygranej stanie. I że to chyba dlatego, że czytam tyle książek, a do tego stukam w klawiaturę, a ktoś kto czyta książki i stuka w klawiaturę czuje towarzyską presję i zapewne chce wygrać potyczkę na słowa.

Phew! Gdzie on był przez ostatnie dziesięć lat??

Przecież to oczywiste, że ktoś, kto całe życie przegrywa w karty, kości, warcaby, monopol i - najnowsze odkrycie - w chińczyka, ten jak brzytwy uczepi się literówek.

(...)

Nie uwierzyli mi - nomen omen - na słowo, że fiś to fiś, a hyś to hyś. Wujek google zawiódł, nie łapiąc aluzji fis z angielskiej klawiatury. Ugryzłam się w język, w ciszy przełknęłam fakt, że w czwartej klasie dostałam szóstkę z dyktanda, bo jako jedyna napisałam poprawnie oryginalny, a następnie udławiłam się zakupowanym (dopuszczalne w grach).

Inżynier chyba miał rację. To nie dlatego chciałam wygrać, bo we wszystko przegrywam. Chciałam wygrać, bo przecież fiś to fiś, do jasnej cholery!

I tak sobie myślę, że dobrą ścieżkę kariery obrałam. Tam mogę być sobą, otoczona literami i słownikami, i jeśli mówię, że tak jest dobrze, to tak jest dobrze, czy cała sala mnie słyszy??! Nawet jeśli jest źle.

Za to w chińczyka grało się cudownie. Przecież i tak miałam przegrać, więc jaki luz!

(...)

To zadziwiające, że wystarczy zmienić własne krzaczory na oddalone kilkaset kilometrów od domu inne krzaczory, a już człowiekowi jakoś wznioślej na duszy.

Lake District jest piękne nawet w deszczu. I sprawia, że tęsknię do polskich krajobrazów.

(...)

Ostatniej nocy przyśnił mi się hinduski chłopiec, moje key child z Różowej. Trzymałam go na ręku, takiego już dobrze wyrośniętego, kilkuletniego, i wiedziałam, że to jest nasz syn, którego właśnie zamierzamy adoptować. Social services najwyraźniej dały ciała, bo młody ani nie był młodszy od Fruzi, ani kulturowo z nami zgodny.

No chyba, że to był sen z dalekiej przyszłości, w której to Fruzia zbliża się do dziesiątych urodzin, my mamy w kieszeniach deszczowe paszporty-umożliwiające-cuda-na-kiju, a ja już dawno jestem po szalonym weekendzie w Paryżu z Kotem i Warszawianką. A to z kolei oznacza, że mam w tym śnie ponad czterdzieści lat. Być może nawet planujemy wówczas z dziewczynami tydzień w Las Vegas na kolejne dziesiąte urodziny.

I pomyśleć, że w ciągu całego pobytu nad deszczowymi jeziorami tylko jeden raz pomyślałam, patrząc na syna naszych przyjaciół, że to byłoby w sumie dość ciekawe mieć chłopca. Po całym tym różu, lokach i spinkach.

(A potem natychmiast to odwołałam. Potrzebuję jeszcze więcej spinek i loków.)

(...)

Niebezpiecznie podążam w stronę abstynencji. Nawet kiedy okoliczności stają się barowo sprzyjające, a osobisty i umęczony toddler śpi bezpiecznie w objęciach równie umęczonego Rudolfa, prędzej zasnę z głową na planszy, upojona zwycięstwem w walce na słowa niż alkoholem. W przeciwieństwie do Męża Mego i jego towarzysza. Choć, mówiąc szczerze, ich złota era sprzyjających okoliczności i możliwości z biegiem lat i pojawiających się nie-wiadomo-skąd-i-jak dzieci również oddala się od nich coraz gwałtowniej.

Może kiedy adoptujemy sobie hinduskiego chłopca, oboje obierzemy przeciwny kierunek.

Liz twierdzi, że raczej na pewno.

I że to jedyny właściwy kierunek.

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Fajnie jest mieć chłopca. Nagle priorytetem staje się oglądanie aut, autobusów, motocykli i "kutelkow" . Inny świat 😉

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez tak mysle. Ale robie dokladnie to samo, co przed era Fruzi - jednego dnia mysle, ze chlopiec, a nastepnego, ze koniecznie jeszcze jedna dziewczynka😃 Calkiem bezsensownie, bo cokolwoek bedzie (oby!), bede przeszczesliwa i powiem, ze nie wyobrazam sobie tego inaczej! Wiesz, w Rozowej mialam faze na chlopca. To bylo wtedy jak moja Edie rzucala sie wsciekle na podloge kazdego dnia!😁

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam takiego pół-chłopca bo jednak Kasia w całej swej chłopczycości (ha ale słowotwór - wykorzystaj w scrabble ;) jest 100% dziewczynką, kocha brokat równie mocno jak taty garaż i narzędzia.
    No jak nie ma słowa fiś? Pewnie, że jest przecież fiś to bzik inaczej, nie ma że nie ;) A w scrabble dopuszczalne są tak dziwne słowa, że sama czasem się zastanawiałm o co chodzi? I przypuszczalnie dlatego wywaliłam instrukcję, w której był słownik (albo dziewczyny zgubiły - nie wiem).
    A chińczyka lubię mimo, że jest trochę nudny ;) Ale gram z Martyną, na szczęście mamy chińczyka Scooby Doo i oprócz tego, że poruszasz się po planszy tradycyjnie, to dodatkowo są pola z zadaniami typu: "Jesteś duchem, okrąż pokój trzy razy udając go". I monopoly mam z kucykami Pony (ehh te dziewczyny w domu).
    Niedawno odkryłam, że wyjazdy z dziewczynami są coraz fajniejsze, można pojezdzić rowerami, nie męczą ich sparecy (powiedzmy, bo fochy się zdarzają - starszej oczywiście, młoda jak tylko jest najedzona to nic jej nie straszne) i genaralnie można jako tako odpocząć, bo potrafią się chwilę ze sobą pobawić (co najczęściej kończy się awanturą ale spuśćmy na to zasłonę milczenia ;).
    Nie wiem jak u Ciebie, ale mój mąż zawsze sny śni odwrotnie, więc gdybyś miała tak samo to czeka Cię w niedalekiej przyszłości adopcja białej dziewczynki ;) Ale co ma być to będzie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Red_Sonia, oni znali fisia, ale raczej w wersji "fiź" :-)

      I to jest właśnie powód, dla którego fajnie jest mieć dwoje dzieci - nawet jeśli się kłócą, to przynajmniej (tak mi się wydaje) chociaż przez chwilę mogą się tą kłótnią zająć we dwoje. (Dopóki oczywiście nie zaczną się wydzierać: - Mamaaaaa... a on mi... a ona to...)

      Ja nie śnię ani proroczo, ani odwrotnie. Ja śnię niezrozumiale! :-)

      Usuń
  4. Z doświadczenia napiszę (jako pomieszana matka wielodzietna), że z chłopcami jest łatwiej. Moim zdaniem oczywiście. Szczególnie w okresie dojrzewania :-) Wolę dzikie wrzaski i awantury niż spazmy z byle powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomieszana mówisz? No tak, skoro wielodzietna, to musiało Ci się zdrowo od tego macierzyństwa w głowie pomieszać :-)

      Ja jeszcze nie wiem, co wolę, ale chętnie się przekonam. W którąkolwiek stronę :-)

      Usuń
    2. pomieszana - biologiczno-adopcyjna :-)

      Usuń