O tym, czego wciąż jeszcze nie wiem

czwartek, lipca 20, 2017

Środek zajęć. Dzień jak co dzień, nic specjalnego się nie dzieje, może oprócz tego, że zbliżamy się do przerwy i moich kursantów zaczynają w ławkach boleć tyłki. Jeden z nich kręci się niespokojnie, widzę, że marzy już o kawie. Nagle podnosi się z krzesła, zmierza do drzwi, tuż przed wyjściem z sali odwraca się do mnie i wskazując dłonią korytarz mówi łamaną angielszczyzną:
- Teacher, please, can I talk?
- Teraz? - pytam zdziwiona. - Czy to nie może poczekać do przerwy za kilka minut?
Nie, okazuje się, że nie.
Przerywam więc zajęcia, proszę moją wolontariuszkę o kontynuowanie zajęć, a sama wychodzę za Mojżeszem. (- Masz asystentkę w klasie? - pyta dumny Ojciec Dyrektor. - Oj tam, wolontariuszkę, która mi pomaga - prostuję. - Czyli asystentkę! - pręży klatę Ojczulo.)
- Co się dzieje? - pytam.
Mojżesz zaczyna tłumaczyć. Niewiele z tego rozumiem, bo jest bardzo poddenerwowany, język go zawodzi i coraz bardziej daje się ponieść emocjom. Po kilku prośbach, żeby się uspokoił i postarał powiedzieć wszystko jeszcze raz, wol-niej, dociera do mnie, że oto trafiliśmy na kulturową minę. Bo on spojrzał nie tam gdzie trzeba, a teraz ona oskarża go o gapienie się na nią.
- Ale zaraz, zaraz - próbuję go wyciszyć. - Przecież ja jestem w tej klasie cały czas, nie zauważyłam, żebyś zachowywał się niestosownie.
Żeby ktokolwiek kiedykolwiek.

Nawet wtedy, kiedy na tablicy interaktywnej przez pomyłkę i na kilka sekund pojawiły się dziewczyny w bikini. Nic zdrożnego, ot, laski, jakich pełno na plaży i na billboardach reklamujących kobiecą bieliznę. Chciałam wklikać 'hot food' w wyszukiwarkę, żeby wytłumaczyć przymiotnik, ale jakimś cudem wujek google się ze mnie zaśmiał, akceptując tylko pierwsze słowo. Na tych kilka sekund w klasie zapadła cisza, a spojrzenia zebranych rozbiegły się na wszystkie strony.
- Przepraszam, klawiatura mnie dziś nie słucha - powiedziałam.
Wyobraziłam sobie reakcję chłopaków w moim dawnym technikum na taką pomyłkę.
A tu nic. Grobowa cisza.

Poprosiłam ją na rozmowę. Wyszła z ławki wściekła, gdyby mogła, zabiłaby mnie i jego samym spojrzeniem.
- Chciałabym rozmawiać w obecności tłumacza - odezwała się zdecydowanie, zanim na dobre zamknęły się za nami drzwi.
Och.
Odruchowo się wyprostowałam. Przybrałam ton profesjonalnego doradcy, terapeuty i prawnika w jednym. Albo przynajmniej tak mi się wydaje.
- Posłuchaj, to trochę moja wina, bo to ja poprosiłam Mojżesza, żeby odwrócił się do chłopaków z tyłu. Pamiętasz? Mieli pracować w grupie. Może spojrzał na ciebie przez przypadek, naprawdę nie wydaje mi się, żeby robił coś celowo złego - zaczęłam.
W odpowiedzi usłyszałam, że to nie pierwszy raz, że on się na nią często patrzy, że jak dalej tak będzie, to jej noga więcej w tej szkole nie postanie.

Zrobiło się gorąco.

- Słuchaj Gabi, porozmawiam z nim jeszcze raz, a tobie mogę obiecać, że będziecie teraz siedzieć po przekątnej i nikt nie będzie się do nikogo odwracał, dobrze? Może tak być?
Trochę się uspokoiła. Miałam nawet wrażenie, że jakby odetchnęła. Wróciła do klasy, a ja zarządziłam przerwę.

W poniedziałek rano weszłam do klasy z plikiem pokserowanych kartek w dłoni i mój wzrok natychmiast wychwycił w sali nieznajomą twarz.
- O, cześć, jesteś nowym kursantem? - zapytałam.
- Nie - usłyszałam w odpowiedzi. - Jestem mężem Gabi. Chciałbym z tobą porozmawiać o tym, co tu zaszło kilka dni temu.

Ups.

Dopiero w zeszłym tygodniu odważyłam się ustawić w klasie ławki w podkowę. Tak, żeby wszyscy mogli widzieć wszystkich.

W drugiej połowie maja powiedzieli mi, że niedługo zaczyna się ramadan. Ok, pomyślałam trochę beznamiętnie. A głośno zapytałam tylko:
- Będziecie dużo czasu spędzać na modliwie?
Chyba tylko z tym kojarzyłam ramadan. Modlitwa, meczet i jakieś bliżej nieokreślone święto religijne.
- No food, no drink - raptem bardzo się uaktywnili. - 19 hours a day.
Ja też tak jakby trochę się ocknęłam. Co też oni wygadują? 19 godzin dziennie?
- A jak długo? - zapytałam pdejrzliwie.
- Cztery tygodnie.

Cztery tygodnie!

Skromny posiłek przed trzecią nad ranem, następny po dwudziestej pierwszej. 

- Mhm - przytaknęła Wolontariuszka. Jak się okazało, znawczyni tematu.
- Przygotuj się na to, że przez cały czerwiec będą ci spać na zajęciach.
 I nie było w tym ani krztyny przesady.

W pierwszym tygodniu robili dobrą minę do złej gry. Żartowali, tęsknie wywracali oczami na słowo 'papieros', poklepywali się po pustych brzuchach. W drugim pilnowałam się, żeby w czasie przerwy nie wyjmować z torby żelków, które podkradłam Fruzi. Strasznie byli nieprzytomni, jednego z nich dwa razy wysłałam do domu z obstawą, bojąc się, że zasłabnie mi w ławce. Kobiety, co stwierdzam nie bez dumy, radziły sobie znacznie lepiej. Jakby przyzwyczajone. Trzeciego tygodnia wyglądali na zadowolonych z życia.
- To dobre dla ciała - mówili. - I dla umysłu.
Podobno do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Zanim wyjechałam na urlop, poprosili, żebym przypomniała zastępującemu mnie nauczycielowi, że w poniedziałek to ich na zajęciach nie będzie.
- A dlaczego? - znów nie skojarzyłam faktów.
- Koniec ramadanu - zobaczyłam ich radosne twarze. - Uczta!

Pomyślałam, że chyba nikt kogo znam nigdy nie poczuł takiej radości z samego tylko faktu, że wreszcie będzie mogł najeść się do syta.

Trochę mi głupio, że tak strasznie mało wiem o świecie, w którym żyję.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Oj tak, muzulmanie naprawde bardzo przestrzegaja Ramadan i za to ich podziwiam. Szczegolnie tu w NYC upal po 40C a im nie wolno sie nawet napic wody. Kryste, jak jeszcze rzekomo zaliczalam sie do katolikow to w Wielki Piatek zawsze musialam uszczknac chocby cieniutki plasterek kielbasy:))
    A tu taki scisly post przez cztery tygodnie.
    Ja naprawde jestem pelna podziwu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ten zakaz picia czegokolwiek też mnie wprawił w osłupienie, bo akurat w czerwcu było u nas naprawdę ciepło (co nie jest takie oczywiste w UK). Niesamowicie silni byli.
      U mnie z postem było tak samo jak u Ciebie - rzadko kiedy się udawało tak naprawdę, choć Mamuśka usiłowała pilnować:-)

      Usuń
  2. Naszego Wielkiego Postu przestrzega pewnie garstka wierzących, u nich Ramadan jest totalnym świętem. Jejku to musiała być bardzo nieprzyjemna sytuacja, przecież ten chłopak nie zrobił nic złego. W naszej kulturze to nic takiego, spojrzeć na dziewczyne/chłopaka nawet się uśmiechnąć. Kurczaki, dobrze że znalazłaś rozwiązanie :) Mówiłam, że a Ty mądra babka jesteś, Fruziak po Tobie taki jest ;) Mam nadzieję że nasze dziewczyny kiedyś sie poznają ale obiecuję(?), że Kasiek nie będzie uczył Fruzi przekleństw (chyba) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie Fruzia będzie uczyć Kasię ... ;-)

      Wiesz, ale tej uczty na koniec postu to im zazdroszczę!

      Usuń
  3. Ciekawa jestem, co ci powiedział mąż Gabi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście on akurat był mniej buńczuczny niż ona:-) Generalnie powiedziałam mu to samo, co jej, to go uspokoiło i od tamtej pory nic więcej w tym temacie się nie wydarzyło. Ale nauczyłam się, żeby nikogo nie łączyć w pary/grupy do jakichkolwiek ćwiczeń według mojego własnego, nauczycielskiego klucza. Zawsze daję im wolną rękę, niech pracują jak chcą i z kim chcą. Przynajmniej nie będę mimowolnie prowokować jakichś sporów kulturowych.

      Usuń