O sile przyzwyczajenia

poniedziałek, lipca 24, 2017

Co wieczór Fruzia odgrywa swój spektakl.

Po wyjścu z łazienki, ubrana w piżamę i uzbrojona w smoczka najpierw układa na łóżku stos książek, które należy jej przeczytać, a następnie podekscytowana na łeb na szyję pędzi do salonu, ewentualnie kuchni, w której rządzi tata, i sprzedaje mu swoje mokre całusy. Cmok, cmok, głośne pa pa, po czym przychodzi czas na Rudolfa tradycyjnie rozwalonego w pokoju na lewej połowie sofy. Prawa jest dla Inżyniera. Soczysty buziak w czubek wyblakłego psiego nosa, krótki głask po rudej czuprynie, kolejne głośne pa pa, które Rudolf lekceważąco ignoruje i już Fruzia wrzuca wsteczny. Choćby nie wiem jak zmęczona była, jak wściekła, rozgoryczona, czy sfochowana - jeśli nie jesteśmy poza domem, kolejność wydarzeń musi zostać zachowana.

Miniony weekend spędziliśmy w Cardiff. Fruzi bardzo nie spodobał się fakt, że nie mogliśmy zabrać ze sobą Rudolfa. To dziecko szalenie dba o więzi rodzinne.
- Mummy? - pytała, kiedy opowiadaliśmy jej, że zaraz ruszamy na małą  wycieczkę.
- Tak, mama jedzie - odpowiadaliśmy.
- Dada? - kontynuowała wyliczankę Fruzia.
- Tak, tata też jedzie. I Fruzia też. Mama, tata i Fruzia - dorzucałam na wszelki wypadek.
Tasman najpewniej czuje się w towarzystwie wszystkich członków rodziny i nie lubi, kiedy kogoś brakuje.
- Rudolf? - padało wtedy kolejne nieuniknione pytanie.
- Rudolf też jedzie, ale do kolegów na wakacje - tłumaczyliśmy.
Do psiego hotelu czyli.
Znaleźliśmy w końcu jeden, z którego korzystamy raz w roku w niespodziewanych okolicznościach przyrody, kiedy znajomi nie mogą przygarnąć naszej psiej mordy do siebie, i z którego to hotelu Rudolf nie wraca zdziczały albo obrażony.
- Rudolf no? - Fruzia nie ustawała w próbach przeciągnięcia nas na jasną stronę mocy.
- Nie, Rudolf nie jedzie, ale nie martw się, bo będzie się dobrze bawił, a w poniedziałek go odbierzemy.

I tak przez dwa dni. Bezradnie rozłożone ręce, pytająca mina i jego imię na jej ustach od rana do wieczora.

Wróciliśmy w niedzielę, ale było już za późno, żeby odebrać sierściucha. Wytłumaczyliśmy Fruzi, że następnego dnia po lunchu odbiorę ją z przedszkola i razem pojedziemy po Rudolfa. Młodzież przyjęła do wiadomości, poszła się wykąpać, wskoczyła w piżamę, ułożyła stertę książek na łóżku, po czym w te pędy ruszyła do salonu, żeby dać Inżynierowi buziaka na dobranoc.
- Śpij dobrze, Fruziaku, kocham cię - powiedział on.
- Pa pa - wykrzyknęła Tasman.
I spojrzała na puste miejsce po lewej stronie sofy.
- Pa pa - szepnęła i królewsko pomachała kanapie dłonią.

A potem pochyliła się, zostawiła mokrego całusa na Rudolfowym siedzisku i pobiegła do swojej sypialni.

Pogubiliśmy kapcie ze śmiechu.

Siła przyzwyczajenia.

A może po prostu siła miłości.

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Ja zgubiłam kapcie ze wzruszenia 😉
    Przeurocze to Wasze Tasmaniątko 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekornie dodam - tak, czasami jest przeurocza! ;-)

      Usuń
  2. Miłość, to zdecyowanie miłość :) Cudna jest Fruzinka, po postu chodzące cudo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. PS. Kochana ale od lutego to masz zaległości - wiadomo gdzie prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiadomo! Na moją drużynę zawsze można liczyć! (Że kopną mnie w dupę!)

      Usuń
  4. Nie wiem czy wszystkie dzieci tak maja, ale Junior byl dokladnie jak Fruzia:) Jakis czas mu zajelo, zeby zaakceptowac fakt, ze na spacer nie zabieramy wszystkich domownikow. Ale jak sie trafil spacer np. swiateczny z dziadkami, ciotka i wujkiem to Junior najchetniej trzymalby wszystkich za reke zeby sie nikt nie zgubil. Kiedys moja mama na chwile zatrzymala sie przy jakiejs wystawie to od razu byl ryk "dzie babcia?". Podobnie pilnowal przedmiotow typu rekawiczki, szaliki o zabawkach nawet nie wspominajac:) Kilka razy wrocilam do domu z cudzymi rekawiczkami bo byly czarne i skorzane jak moje, wiec przezorny Junior w czasie kiedy ja zbieralam jego zlobkowe bambetle wrzucil je do mojej torby. Szybko nauczylam sie sprawdzac czy czegos "nie ukradlam" nieswiadomie:))) bo wytlumaczenie Juniorowi roznicy miedzy "moim" a cudzym podobnym lub takim samym bylo na tamtym etapie niemozliwe:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, że to częstsza niż sądziłam przypadłość dziecięca A Junior nadal taki zapobiegliwy, że pilnuje, aby nikt niczego nie zapomniał? ;-)

      Usuń
    2. A cos Ty? Przeszlo mu, czesto sie dziwie, ze jeszcze do domu trafia i sam sie nie zgubil:))) Ale jak koniecznie trzeba to sie chyba potrafi spiac... hmmm... nie wiem.
      Wlasnie mieli przybyc na urodziny Tatka, zapowiedzieli, ze przylatuja do Buffalo w piatek, a potem sie okazalo, ze jednak w sobote:)) Nie dopytywalam kto namieszal, kto zaspal, kto sie poslizgnal... w koncu to juz nie moj cyrk i nie moje malpy:) Chociaz ciagle kocham te malpy, teraz juz dwie:)))

      Usuń
  5. OOoo i ja sie podpinam pod przypominanke Soni:)))

    OdpowiedzUsuń