O dzieciach naszej córki

piątek, lipca 21, 2017

Nie planowaliśmy tego zakupu, ale ten bobas tak prosząco patrzył mi w oczy, że nie mogłam mu się oprzeć. Siedział w ostatnim rzędzie stoiska, wciśnięty między inne lalki, lekko tylko przykurzony, w błękitnych śpiochach i takiej samej czapeczce. Moje zaprawione w bojach oko matki natychmiast zarejestrowało, że mały ma w gumowej buzi smoczka, a o małe, pulchne nóżki oparta jest butelka na mleko. Natychmiast pomyślałam, że Fruzia, która nie miała szansy zauważyć małego na wysokim stoliku, na pewno marzy o wielodzietnej rodzinie, że przydałby się jej chłopiec, bo przecież dwie córki już ma, i że nie będzie miała nic przeciwko nieoczekiwanej adopcji w ten niedzielny, car bootowy poranek.

To się chyba projekcją w psychologii nazywa.

Ale miałam rację. W chwili, gdy spotkały się spojrzenia tych dwojga, narodziła się kolejna macierzyńska miłość Fruzi.

Szła przez pole targowiska totalnie pochłonięta swoim nowym dzieckiem. Nie zraził jej ani upał, ani tłum ludzi, przez który musieliśmy przemykać do kolejnych stoisk, wciąż ponaglając zaaferowaną i wędrującą w tempie ślimaka Fruzię, ani waga dziecka, które okazało się być w wieku 3 miesiące plus i najwyraźniej nie narzekało na brak apetytu. Zaprawdę powiadam Wam, ciężki ten nasz nowy wnuk, a jednak Fruzia jakby zupełnie tego nie zauważała. Tuliła, karmiła, na przemian wkładała i wyjmowała mu z buzi smoczka, kołysała i coś tłumaczyła. Być może zapewniała o dozgonnej miłości, opowiadała, jak długo na niego czekała albo pokrótce przedstawiała historię naszej rodziny. Opieka społeczna byłaby zachwycona taką adopcyjną mamą.

Trochę obawialiśmy się, jak na powiększenie rodziny zareagują dwie córki Fruzi, a szczególnie Różowa Bobaska, bo Mała jakoś nie wydawała nam się typem zazdrośnicy, ale trzeba przyznać, że dziewczyny spisały się na medal. Od razu zaakceptowały brata i godnie zniosły chwilowy brak czasu mamy Fruzi dla starszych dzieci. Zresztą, jak tylko Fruzia zakończyła ten pierwszy miodowy tydzień z nowym synkiem, równo podzieliła swoją uwagę między wszystkie dzieci.

Jest więc nas... sporo.

Spacery udaje się odbywać w towarzystwie jednego psa, jednego toddlera, jednego małego wózka i jednego leżącego w nim wnuka bądź wnuczki, ale ze spaniem nie jest już tak prosto. Fruzia zasypia we własnym łóżku otoczona gromadką swych dzieci, ale nad ranem tradycyjnie i głośno domaga się transportu do naszej sypialni również ze swoim potomstwem. O takich dzikich porach, wyrwana ze snu i po omacku torując sobie drogę do jej pokoju i z powrotem, to ja ledwie sama mogę trafić w otwór drzwiowy, a co dopiero z toddlerem i trzeba bobasami na rękach. Z czego dwoje z nich naprawdę dużo waży. A kiedy już jakoś uda mi się znaleźć łóżko i ułożyć na nim tę czwórkę, nagle okazuje się, że dla mnie nie ma już miejsca...

Ale serce topnieje, kiedy nie nich patrzymy. Podglądamy ją ukradkiem, kiedy układa swoje dzieci do snu. W tych jej ruchach widzimy samych siebie i przedszkolanki z Różowej. Delikatne poklepywanie po plecach, całowanie w czoło i głaskanie po głowie to my. Sadowienie się pomiędzy dwoma leżącymi bobasami i zakreślanie kółek na ich brzuszkach to moje koleżanki z Chmurki. Tak je pamiętam i tak je widzę każdego popołudnia po lunchu, kiedy odbieram Fruzię z przedszkola. I ta czułość w jej oczach. Jakby naprawdę tuliła żywe, potrzebujące opieki dzieci.

Nie wiem, czy przeniosłaby tą swoją miłość na prawdziwego, wrzeszczącego po nocach brata lub siostrę, ale ilekroć widzimy ją w otoczeniu tych swoich gumowych dzieci, bardzo żałujemy, że nie możemy się przekonać, jak by to było. Teraz. Teraz właśnie.

Jest bardziej niż gotowa na rodzeństwo.

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Aż mi się łezka zakręciła na końcu :) Bedzie cudowną starszą siostrą czy to teraz czy za jakiś (jak najkrótszy) czas. Oby tylko rodzeństwo chciało takiej atencji, bo to niestety różnie bywa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, no właśnie! Albo okaże się, że to ono chce niańczyć Fruzię, a przecież ona i tylko ona może być mamą! Będzie wesoło, to pewne:-)

      Usuń
  2. Będzie super starszą siostrą...oby to Jej zostało kiedy pojawi się nowy Członek rodzinki 😀 .Ale mój Synek (choć dużo starszy od Fruzi) zachowywał się podobnie tylko "ćwiczył" na Gwiazdeczce.Wczesniej zaś wybierał zabawki, ubranka, prał je ze mną, żegnał się z Nią( nienarodzona też) przed przedszkolem, kupił Jej nawet prezent i kiedy wróciliśmy do domu był dumny dając Jej go to było bardzo słodkie i wzruszające dla nas.Teraz też potrafi być miły dla swojej Siostrzyczki choć czasami to różnie z tym bywa 😉.Bo Gwiazda też swoje ma humory nie da sobie dmuchać w kaszę 😉ale wiem że bardzo się kochają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, legenda rodzinna głosi, że o mnie też troszczył się mój maly Wielki Brat... Dopóki nie podrosłam i nie zaczęłam gryźć, skarżyć mamie i tak dalej... :-) Ale tak też musi być, żeby potem było co wspominać i wytykać rodzeństwu. Za słodko być nie może! :-)

      Usuń
  3. Ps: Fruzia to taka mamusia pełna buzia.Moja Gwiazda to samochodziara 😉.Kiedy się spotkają to Fruzia wyszkoli Gwiazde z macierzyństwa a ona Fruzie z samochodów 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas jest: mama miś, dzidziuś miś, mama pies, dzidziuś pies, małpka i kot. Wielka układa je po swojej lewicy i prawicy, sama przykurczając lekko ramionka, bo miejsca w łóżeczku ma wtedy mniej, niż w życiu płodowym. Rano wszyscy też lądują oczywiście na mojej poduszce. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam, że to u nas jest ciasno!

      Swoją drogą to ciekawe... dlaczego nie na poduszcze taty?? Zawsze, zawsze poduszka steranej życiem matki! ;-)

      Usuń
  5. I bardzo Wam życzę rodzeństwa dla Fruzi...
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Juti! Oby dobre życzenia miały moc sprawczą :-)

      Usuń