O tym, kto tu kogo

wtorek, marca 07, 2017

Nie wiedzą, czy zostaną tu na stałe, czy kiedyś wrócą do swoich krajów. Tak o nich mówią - "mój kraj". Rzadko kiedy przywołują nazwy, jak gdyby nie one były ważne, a to jedynie, że mówią właśnie o swoim kawałku świata. Krainę Deszczu też nieczęsto nazywają po imieniu, nadali jej inny przydomek - "tutaj". Wszyscy wiedzą jednak, dlaczego i po co "tutaj" są. Wyjechali, bo w kraju ciężko, bo chcieli doświadczyć nowego, bo mąż, bo żona, bo. Czasem boję się pytać, więc nie pytam, a zahaczając w rozmowie o religię, uważnie dobieram słowa. Pracują, uczą się, chcą kontynuować przerwane studia, wrócić do zawodu wykonywanego w ich kraju. Prawnicy, księgowe, fryzjerki, au pair, studenci, pełnoetatowe mamy. Nie siedzą bezczynnie, licząc na mannę płynącą z nieba. Wychowują dzieci, chodzą na nocne zmiany, w czasie których myją podłogi, zmieniają pościel w hotelowych pokojach lub stoją przy taśmie, w nielicznych przerwach od żmudnej pracy powtarzając angielskie słówka. Dopytują, ile lat uczyłam się angielskiego i co robiłam, zanim stanęłam "tutaj" po drugiej stronie biurka. Kiedy wspominam Błękitną, potakują głowami z pełnym zrozumieniem.

Są marzeniem i koszmarem każdego nauczyciela. Wiedzą dużo i chcą wiedzieć jeszcze więcej. Zapytają o każdy przyimek, wyciągną każde przykurzone w mojej głowie słowo. Sprawiają, że czasem klnę w duchu, bo stojąc tak przed nimi, przed piętnastoma parami oczu, zaczynam wątpić, czy banalne obsessed, wyciągnięte przez El, to rzeczywiście z 'with', czy może z 'by'. El uczył kiedyś angielskiego w szkole podstawowej w swoim kraju. Teraz ja mam nauczyć jego. Chwilami czuję się dokładnie tak jak oni, kiedy podchodzą do tablicy interaktywnej. Znają odpowiedź, ale w obliczu ogromu białej ściany zaczynają zastanawiać się, czy to rzeczywiście dobre rozwiązanie. Potem, kiedy zamykają się za nimi drzwi, natychmiast łapię za słownik. 'With' i 'by'. Rzeczywiście.

Ożywiają się, kiedy pytam o ich książki, ich filmy, ich kulturę i system edukacji. Śmieją się, kiedy próbuję wymówić słowo w ich języku. I kiedy mówią mi nazwę owocu, o którego istnieniu nie miałam pojęcia.

Nawet nie wiedzą (a może jednak?), że ja wciąż uczę się razem z nimi.

Dwoje z nich wie, jak naprawdę wygląda wojna.

Fejsbukowi prorocy, którzy nigdy nie opuścili własnego ogródka na dłużej niż trwają zakupy w pobliskim supermarkecie, powinni otrzymywać imienne zaproszenia na takie lekcje.

Otwarte lekcje otwierające umysł.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Mocne, zwłaszcza to zakończenie mnie walnęło jak obuchem w łeb. No cóż, taka prawda...Dzisiaj miałam okazję rozmawiać przez dwie godziny z eks-żołnierzem, który jeździł na misje w Kosowie, a potem przez kilkanaście miesięcy potrzebował terapii i omal nie wylądował w psychiatryku. Tak często martwimy się pierdołami i roztrąsamy jakieś mało istotne kwestie - a gdzieś tam ludzie umierają w imię chorej ideologii, religii czy czegokolwiek innego, dla czego wcale nie warto ponosić takiej ofiary...

    OdpowiedzUsuń
  2. O kilku dni waham się nad komentarzem. Nie wiem jak ując to co chcę powiedzieć, więc póki co nadal podumam, może coś w końcu wydumam, żeby wyszło logicznie i nie litaniowo ;) Łatwiej by mi było móc przeprowadzić taka rozmowę na żywo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mocna puenta...myślę,że to lekcje na całe życie...o tym co naprawdę jest ważne a co/kogo powinniśmy docenić.I to,że mamy naprawdę bardzo dużo wbrew pozorom.Ps:Litermatko otworzylas tym poprzednim bardzo zakurzone i dawno nie otwierane drzwi we mnie ...i przyznam, że cały czas myślę co i jak i czy się nadaje.Buziaki :-):*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nicole - nadajesz się! No pewnie, że się nadajesz! Myśl o tym tylko w kategoriach "jak to zorganizować?" :-) :-) Służę pomocą, radą, słowem otuchy, co Ci akurat w tym temacie potrzebne!!! :-**

      Usuń
  4. Trafiłaś w sedno. Uczę w tym roku grupkę repatriantów z Ukrainy. Zanim nauczyłam się odpowiednio dobierać tematy wypowiedzi, kilka razy byłam świadkiem łez bólu. Na pozór niewinny tekst o wspomnieniach potrafił przywołać obrazy, których nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby widzieć... Dobrze, że próbują żyć na nowo. Dobrze, że możemy dołożyć do tego choć malutką cegiełkę...

    OdpowiedzUsuń