O Bebi, czyli Fruzia mówi

środa, marca 15, 2017

- Mummy! - krzyczy dziecię, kiedy tylko dotrze do niej, że ten głos, który usłyszała za swoimi plecami podczas zabawy w przedszkolu, to naprawdę głos mamy.
Wolę, kiedy radośnie wyrzuca w powietrze swojskie mama, bo wtedy mam przynajmniej pewność, że to nie dummy schowany w różowym plecaku i czekający na jej wyjście z sali jest powodem tej dzikiej radości.

Grupa rówieśnicza to jednak mocna siła i niech się schowa przy niej jakikolwiek, jeśli taki w ogóle istnieje, rodzicielski autorytet. Nigdy specjalnie nie byliśmy dla Tasmana wystarczającym bodźcem do powtarzania artykułowanych przez nas z precyzją godną pana Jot od fonetyki słów. Fruzia powtarzała, owszem, ale zawsze coś innego.
- Powiedz pies - zachęcaliśmy.
- Baba - odpowiadała zadowolona Fruzia.
- Du-pek, du-pek - powtarzaliśmy, sądząc, że może pies to zbyt wyrafinowane słownictwo dla rozemocjonowanego toddlera.
- Mama - wypalała młoda.
Zaczęliśmy nawet zastanawiać się, czy jej skojarzenia są pierwszymi jaskółkami czyniącymi z niej geniusza lingwistycznego, czy też może przestrogą, że za naście lat słowo dupek nadal będzie kojarzyło jej się z matką.

Aż tu nagle Fruzia postanowiła, że może jednak parę nowych słów nie zaszkodzi. Nie żeby od razu w ekstrema popadać, bez przesady, wszak językowy wyścig (matek) dwuletnich szczurów to nie dla niej. Tasman nadal woli otworzyć szeroko buzię i palcem wskazującym skierowanym do otworu gębowego oznajmić światu, że twarz jej się zdekompletowała wskutek braku dydusia, niż zwyczajnie o smoczka poprosić, ale postępy są wyraźne.
- Piś - wyartykułowała przedwczoraj, kiedy zmierzałam w jej kierunku z nieodłącznym elementem jej toddlerowego wizerunku.
- Please? - zapytałam zaskoczona.
- Piś, mama - rzekło nieśmiało dziecię.
I dodało na zakończenie:
- Ta.
(z ang. - dziękuję)

Ach. Królewskie maniery.

Psa naszych przyjaciół, wabiącego się Bimber, ochrzciła znacznie łatwiejszą wersją psiego imienia.
- Bebi! - krzyczy za nim jak opętana podczas spaceru, od czasu do czasu rzucając komendę swojemu własnemu sierściuchowi i oczekując, że ta dwójka wyglądająca jak Flip i Flap będzie jej słuchać. - Gaga! Bebi!
- Lubisz Bimbra? - pytam ją po kolejnym wybuchu czułości w stronę mniejszego sierściucha.
- Ka - przytakuje Fruzia.

Coraz lepiej wychodzi jej odróżnianie tak od nie, choć wciąż zdarzają jej się wtopy.

- Chcesz marchewkę?
- Ka. Makeke.
(Uuu, myślę sobie. Co za elokwencja!)
- Chcesz jogurt? - pytam retorycznie.
- Nie - słyszę w odpowiedzi, choć mała głowa pokazuje, że tak, natychmiast, oczywiście!
- Ok, skoro nie, to idę włożyć go do lodówki - odwracam się teatralnie.
- Mamaaaa! Kaa! Mamaaaa! - Tasman wpada w rozpacz i z tej rozpaczy po awarii komunikacyjnej rzuca się na podłogę.

I po co było testować własne dziecko, głupia kobieto?

You Might Also Like

11 komentarze

  1. i nic juz nie zatrzyma tego monologu... nic! - pokiwala glowa zlowieszczo kaczka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, no nie strasz, chyba jakieś sposoby istnieją? Nie wiem, ogromna paczka Haribo, albo coś...


      Albo chociaż butelka ogłuszającego trunku dla rodzica. ;-P

      Usuń
  2. Kobieto Twoje dziecko ma ledwie dwa lata skonczone i mówi w dwóch językach na raz, w wyścigu szczurów jesteś w czołówce! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W trzech. Nie zapominaj o chińszczyźnie. (Wypięłam dumnie płaską klatę.)

      Usuń
    2. Tylko podwórkową lacinę niech omija szerokim łukiem, chociaż takie KUDA MAĆ bywa zabawne (pod warunkiem, że nikt obcy nie słyszy) ;)

      Usuń
  3. Kochana! Fruzia jest lingwistycznym geniuszem, pewnie ma to po Mamusi:-D. Moja Gwiazda idzie na łatwiznę pokazuje palcem i mruczy mmmm, mmmm. I z uwielbieniem powtarza ( z włoskim akcentem a co!!) mamma mamma , kiedy mnie zobaczy bądź usłyszy np przez telefon. PS: bardzo bardzo Ci dziękuję za wsparcie pod tym co napisałam poprzednio :******* . Po przemyśleniu gruntownym... będę musiała dać sobie spokój przynajmniej na razie nie dam rady ....kusi mnie egzamin ale to naprawdę muszę być przygotowana na tip top..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nicole, co się odwlecze, to nie uciecze. :-) :-*

      O. Właśnie. To może jednak włoski? ;-) Gdybym miała jedną nadprogramową dobę w tygodniu, którą mogłabym przeznaczyć jedynie na własne dokształacanie, jestem pewna, że uczyłabym się języków. (Chociaż może powinnam się podciągnąć w geografii, bo ostatnio - uwaga, czynię publiczne wyznanie - zdziwiło mnie kilka rzeczy, kiedy spojrzałam na wielką mapę wiszącą w klasie... Tak że ten.)

      Uściski dla Starszaka i dla Gwiazdy z włoskimi korzeniami! :-*

      Usuń
  4. U nas też przez jakiś czas Młody nie odróżniał "tak" od "nie" - i zresztą nadal miewam wrażenie, że odróżnia tylko wtedy, kiedy jest mu to na rękę i kiedy ma na to ochotę ;)

    A Ty masz po prostu dziecko dwujęzyczne - i w tym wypadku nie wiem,czy bardziej Ci gratulować elokwentnego i wyedukowanego Fruziaka, czy współczuć rozszyfrowywania wszelkich łamańców językowych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taki plan, żeby ją zdrowo podhodować w tej dwujęzyczności. Dzięki temu za kilka lat Fruzia będzie mi pomagała przygotowywać zajęcia dla moich kursantów. Jest szansa, że zastąpi mi najlepszy słownik! ;-)

      A Bąbel jest po prostu bardzo pragmatycznym młodym człowiekiem. :-)

      Usuń