I o sezonie na jednego

wtorek, lutego 14, 2017

Co roku robię to z rozmysłem. Przez dłuższą chwilę przyglądam się otoczeniu, łapię dobre światło, ustawiam w kadrze dekoracje. Potem głęboki oddech, jedno pstryknięcie i już. Kolejna mentalna fotografia, której przyjrzę się dokładniej za rok.

(...)

W roli dekoracji butelka coli, której w zasadzie nie pijemy. Obok whisky, którą jedynie z Ojcem Dyrektorem, od wielkiego dzwonu, dla towarzystwa. Ojca co prawda z nami nie ma, ale ta wspólna dekada, którą właśnie żegnamy, zasługuje na nie-codzienność.
- Po jednym drinku? - pyta on, bo przecież whisky to tylko z Ojcem Dyrektorem, wiadomo.
- Po jednym - mówię, otulając się szczelniej kołdrą.
Nastrój wytworzony przez domowe piernaty skłania bardziej do myślenia o odespaniu całego tygodnia niż o delektowaniu się gorzkim trunkiem. Jeden zapewne przyspieszy ten proces.

Jedno piwko i wracam do domu, myślałam wtedy, brnąc przez zaśnieżone ulice. Zawsze mogę wrócić najwcześniejszym możliwym pociągiem, gdyby było nudno.
On prowadził, więc nawet o jednym nie pomyślał. I może to dlatego ukruszył w dłoniach szklankę od coli.

Wtedy wróciłam do domu o pierwszej, zaskoczona dokładnie tak samo, jak dziesięć lat później, kiedy o piątej nad ranem zamiast whisky, w butelce zaświeciło jej dno. Serio? Przegadaliśmy tyle godzin?


(...)

Z tamtego dnia pamiętam plataninę emocji. I trzy pytania, wybijające się na podium - czy to już koniec? czy dopiero początek? i co dalej? No doprawdy. Typowa ja. Szukająca znaków, uwielbiająca nowe, a jednocześnie tak kurczowo trzymająca się tego, co jej, co na zawsze, co przyklepane do grobowej deski.
- Zobaczysz, w maju to już będziesz w ciąży - śmiała się Kocurowa dwa dni wcześniej.
Przez łzy się śmiała, bo to jej urodziny były, a ja zadzwoniłam, żeby się pożegnać.

W dzień Świętego Walentego dobiliśmy do progu Cegiełki. Opatrzność czuwała, zsyłając nas na emigrację tego symbolicznego dnia, bo nawet nie przypuszczałam, ile razy przyjdzie mi wpisywać tę datę do przeróżnych urzędowych formularzy.

Rudolf natychmiast ubrudził błotem dywany w Cegle. Zupełnie jak dzisiaj podłogę, kiedy w trójkę wróciliśmy ze spaceru po parku. Fruzia pogroziła mu palcem, kiedy próbował wskoczyć na łóżko w sypialni.

Jest remis. Pięć do pięciu. Połowę wspólnego życia spędziliśmy tam, a połowę tutaj.  Za kilka dni szala zacznie przechylać się na stronę Krainy Deszczu.

(...)

Kiedy rodzi się dziecko, większość ludzi zachowuje się tak, jakby byli zaskoczeni. Jakby przespali tych dziewięć ostatnich miesięcy. Albo kiedy dzwoni ten telefon, wiecie jaki. Ten wyczekany od dnia zero. Niby wiesz, że kiedyś w końcu zadzwoni, niby się wgapiasz w niego tęsknym wzrokiem, ale kiedy wreszcie dzwoni, ty albo nie słyszysz, albo zapominasz zabrać do pracy komórkę. Albo w ogóle nawet nie myślisz o telefonie, bo przecież wyraźnie powiedzieli ci, że teraz to na nic nie licz, teraz to sobie znajdź mieszkanie, bo wygląda na to, że za miesiąc nie będziecie mieli gdzie mieszkać.

Nawet mi przez myśl nie przeszło, że oto nadchodzi dzień świętowania. W błogiej nieświadomości zaplanowałam więc spędzić własne urodziny objadając się czekoladkami i czytając książki do południa. Nie przypuszczałam, że to ostatnie takie urodziny. (Właściwie to nawet dobrze. Gdybym wiedziała, nie byłabym w stanie przełknąć ani jednej czekoladki.)

Zamiast małej, łysej głowy, mam przed sobą bujną czuprynę dwuletniego toddlera. Zamiast siebie 30+, widzę siebie 35+. Niezmiernie mnie to dziwi i bawi. Zaczynam rozumieć Mamuśkę, która twierdzi, że momentami nie wierzy własnej metryce.

(...)

- Wiesz, zawsze mi się wydawało, że jak już coś, to wtedy poczuję się naprawdę dorosła - wyjawiłam Mężowi Memu sekret mego życia.
Podczas opróżniania tej whisky wyjawiłam, co prawdopodobnie wiele tłumaczy.
Inżynier spojrzał na mnie bystro, wyraźnie oczekując bardziej porywającego rozwinięcia akcji.
- Na przykład jak pójdę do pracy. Tyle tylko, że poszłam do pracy dosyć wcześnie, więc tak jakby miałam prawo nie poczuć się dorosła - kontynuowałam. - Potem miałam dorosnąć jak urodzę dziecko. Urodziłam, jestem mamą, a nadal tej dorosłości nie czuję. Więc pomyślałam, że jak zostanę kierowcą! Będę parkować przed koledżem, ostentacyjnie zamykać drzwi własnego wozu, paradować przez cały parking z teczką pełną książek w jednej dłoni, z kluczykami w drugiej... no wiesz, marzenie nastolatka spełnione w czwartej dekadzie życia... - zaczęłam się śmiać.
- No i? - uśmiechnął się on.
- No i dupa - westchnęłam komicznie. - Nie umiem wczuć się rolę. Ciągle zapominam, w którą stronę muszę przekręcić kluczyk, żeby zamknąć drzwi. Nie mówiąc już o tym, że wożę ze sobą tenisówki do jazdy.

Inżynier parsknął śmiechem.
- To chyba dobrze, że wciąż masz piętnaście lat?

(...)

Nie można zrobić dokładnie dwóch takich samych fotografii. Bo nawet Rudy notorycznie zmienia futro. I kanapy, od czasu do czasu.

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Na piękne wspomnienia Cię naszło - ale jak zwykle z humorem o nich opowiadasz :) Ja też się nie potrafię wczuć w tę dorosła rolę - i czasami mam wrażenie, że Bąbel przerasta mnie swoją powagą i dojrzałym podejściem do niektórych spraw ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mając dzieci nie można samemu tak zupełnie spoważnieć, bo niby jak skacząc po wszystkich trampolinach jak piłka żeby na końcu spektakularnie zanurkować w basenie pełnym gąbek? Oczywiście pod pretekstem pilnowania dzieci. Jak, kiedy będąc na basenie pierwsze gdzie idziesz to na wielki piracki statek, z którego bezkarnie można strzelać wodą? Jak, skoro na placu zabaw robisz z własnym dzieckiem zawody kto wyżej się rozchuśta? :) Ja mam nadal sporo w sobie dziecka, nie wiem czy wyglądam na swoje 32 lata (sama nie wierzę że tyle mam), ale nie spowaznialam jeszcze poki co i patrząc na Ciebie widzę że jeszcze długo mi to nie grozi ;) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i świetna puenta lepiej bym tego nie ujęła :)

      Usuń
  3. Bo w każdym z nas jest dziecka ślad.....i niech tak zostanie :-D nie można do końca spoważnieć;-). mam czasem wrażenie, że Dzieciaki są bardziej poważne ode mnie szczególnie Synek bo Gwiazda to wiadomo ;-) buziaki PS: nie doroślej;-) jak się spotkamy będziemy rozrabiać;-)

    OdpowiedzUsuń