O tym, jak zostałam kierowcą

wtorek, stycznia 17, 2017

Wkładam do torebki jedyny koralik, który został mi z bransoletki podarowanej mi przez Mamuśkę po którymś z ich wakacyjnych wypadów. Oko proroka.
- Na szczęście - powiedziała, wręczając mi niebieskie koraliki na gumce.
Nosiłam je wtedy przez całe lato, potem schowałam do torebki jak najcenniejszy skarb. Nieważne, czyje to oko, ważne, że od Mamy.
Torebki zmieniły się w międzyczasie zapewne ze czterdzieści razy; nic dziwnego, że prorokowi została tylko ta jedna źrenica.

Kiedyś nosiłam różaniec, ale nigdzie nie mogę go znaleźć. Też od Mamuśki.

Muszę poprosić ją o nowy talizman. I obrazek świętego Krzysztofa. Koniecznie.

Całą noc nie mogłam spać. Wierciłam się jak owsik, a kiedy już udało mi się przysnąć, dręczyły mnie niespokojne sny. Te z serii - wjeżdżam na rondo z dziką prędkością, nie mogę zahamować, ruch potworny, a ja nie panuję nad kierownicą. Albo - hamuję z piskiem opon na skrzyżowaniu, w ostatniej chwili. To już chyba lepiej w ogóle nie spać.
Rano nie mogę nic przełknąć, żołądek mam zawiązany w supeł, wmuszam w siebie kawałek tosta z masłem. Nie mogę skupić myśli na niczym innym oprócz tego, że za parę godzin mam ruszyć sama z naszej wsi do Kampusu A. Sama.
Sa-ma.
Sa-ma.
SA-MA.
SA-MA.
Samasamasamasamasama.
24 km.
Dwadzieścia cztery. O jakieś dwadzieścia trzy za dużo. Jak to się stało? Dlaczego to już? Przecież dopiero zaczęłam ćwiczyć. Ranyboskie, chyba zaraz zwymiotuję.

Nie pomaga fakt, że Fruzia zaczyna płakać, kiedy tylko w drzwiach staje Niania. Nie lubi tych moich wyjść do pracy. Wiem, że minutę po zamknięciu drzwi uspokoi się i jak gdyby nigdy nic wróci do swoich małych zajęć, ale dziś ten jej płacz przeżywam podwójnie. Potrójnie nawet. Cała się trzęsę. Jeszcze chwila, a ja też zacznę płakać.

Ejże, to tylko jazda samochodem. Ćwiczyłaś. Próba generalna zdana. Dostałaś od niego zielone światło.

A poza tym ... sama to wymyśliłaś, mała!

Chyba zaraz zwymiotuję.

Nie rozumiem ani słowa z tego, co mówi do mnie Niania. Myślami jestem już za kółkiem. W pośpiechu całuję Fruzię w czoło, przytulam i wychodzę, zanim wybuchnę płaczem.

Odpalam silnik. Wyjeżdżam z osiedla. Włączam się do ruchu. Jadę. Trochę się wyluzowuję. Połowa trasy jest dość prosta, dopiero później zaczynają się ronda. Mnóstwo rond. Nie wiem, piętnaście? Siedemnaście? Muszę patrzeć na znaki, nie ma szans, żeby nauczyć się tej drogi na pamięć. Przynajmniej nie na tym etapie. W głowie huczą mi wszystkie wykrzykniki Inżyniera. - Na tym rondzie uważaj, trzymaj się bardzo blisko lewej. - Zmień pas jak najszyciej, ale upewnij się dwa razy, czy nikt cię nie wyprzedza. - All routes, pamiętasz? Pierwszy zjazd z ronda.
- Aaaaaa! - piszczę sama do siebie, kiedy na wąskiej drodze mijam się z wielkimi ciężarówkami.
- Aaaaaa! Co ja tu robię??! - rzucam w przestrzeń.
Przejeżdżając przez miasto rozpoznaję kolejne skrzyżowania i ronda.
- Dobra, teraz drugim zjazdem. Dru-gim. Potem będzie to durne, małe rondko, trzymaj się lewej... Aaaaa! Jest, teraz w lewo... Boże, zaraz będę na miejscu. Nie wierzę.

Nie wierzę. Naprawdę jestem na miejscu, parking w połowie pusty, gaszę silnik. Dojechałam. Opieram dłonie na kierownicy, rozluźniam spięte mięśnie.

W drodze powrotnej jest gorzej. Zaparowały mi szyby mimo włączonej dmuchawy. Leje jak cholera. Jest dwudziesta pierwsza, ciemno, zimno, sunę ulicami miasta trochę po omacku, niemal wiszę na przedniej szybie, mijające mnie samochody oślepiają w tym deszczu i mam momenty, że zwalniam maksymalnie, bo niewiele widzę. Inni kierowcy snują się w tym samym tempie co ja, najwyraźniej to nie jest przypadłość mojej eLki. Dopiero za miastem robi się jakby lepiej. Nadal leje, ale widoczność się poprawia.
- Boże, pozwól mi dojechać do domu! - zaczynam szeptać, ale coraz bardziej chce mi się śmiać.

Zostałam kierowcą. Jeszcze dwa miesiące temu nie postawiłabym na to złamanego grosza.
Przez tyle lat żadna siła, żadne postanowienia noworoczne nie zmusiły mnie do jazdy w ojczyźnie, a tu raptem jedna oferta pracy robi ze mnie (początkującego) kierowcę w ruchu lewostronnym.

Masz jeszcze jakieś ciekawe pomysły na życie, mała?

W domu padam na łóżko i przytulam się do śpiącej z Inżynierem Fruzi. On oddycha z ulgą. Bardzo się martwił. Fruzia wybudza się i sadowi głowę na mojej szyi. Jak ciepło. (I ciężko, ale to nieważne.) Jak dobrze.

Jutro wyjazd do Kampusu B i parkowanie na zatłoczonym parkingu.

Przetrzepuję torebkę. Może znajdę jeszcze jakiś talizman od Mamy.

You Might Also Like

21 komentarze

  1. Gratuluję pierwszej samodzielnej (i udanej) samochodowej wyprawy ! :) Ja nadal cykorzę w temacie prawa jazdy. Trzeba było się za to zabrać w liceum, jak miałam jeszcze w sobie więcej brawury ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekałam na ten post;-)
      Ja robiłam prawko właśnie jak miała 30-stkę na karku i to tylko dlatego, że sąsiadka mnie namówiła. Jazda w czasie kursu nawet mi się podobała. Testy zaliczyłam, jazdę też, trzy razy wyjechałam sama i...więcej nie usiadłam za kierwonicę;-0 To dla mnie za duża odpowedzialność, mam wrażenie że jestem zagrożeniem dla innych kierowców, brawura mnie przeraża. Mija właśnie 8 lat i tkwię w uporze maniaka. A prawdę powiedziawszy auto bardzo ułatwiłoby mi życie.Może po 40-stce coś mi się załączy w mózgu i zacznę szaleć na bezdrożach;-0
      GRATULUJĘ i naprawdę doskonale Cię rozumiem;-)

      Usuń
    2. Bąbelkowa Mamo, ja jestem najlepszym przykładem na to, że można zacząć w każdym wieku, bo właściwie to ja dopiero teraz zaczęłam. Ale nie będę Cie do niczego namawiać - bo i po co? Może nigdy nie będziesz potrzebowała prawa jazdy, a jeśli będziesz, to je pewnie zrobisz. :-)

      Usuń
    3. Tyśka, a ja gdzieś w tej swojej głowie sądziłam, że tylko ja jedna na świecie zrobiłam prawko i nigdy w zasadzie z niego nie korzystałam. Aż któregoś dnia wlazłam na jakieś forum, wrzucając w google hasło "jak oswoić lęk przed prowadzeniem samochodu" i okazało się, że takich jak ja i Ty jest całe mnóstwo! :-) Ubawiłam się wtedy niesamowicie!
      Dzięki! :-*

      Usuń
  2. Ależ normalnie odetchnelam z ulgą na koniec, uff kobieto toż to prawie horror Ale z happy endem 😊
    Wierzyłam w Ciebie od początku kierowco z bombowca!🖒🖒🖒🖒

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieto, happy end to będzie dopiero wtedy, jak zacznę bez strachu jeździć po innych szlakach niż tylko dwie trasy do pracy! :-) Ale horror był, to fakt, myślałam, że żołądek już na dobre przykleił mi się do kregosłupa!

      Usuń
  3. Jesteś Wielka! Zrobiłaś to! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Brytusiu! Rzeczywiście,po pierwszej jeździe czułam się, jakbym właśnie Nobla odebrała. W tym tygodniu już jest trochę swobodniej, choć do pełnego luzu jeszcze daleko :-)

      Usuń
  4. Pięknie! Gratulacje!!! Z czasem będzie coraz łatwiej. Mówię to ja, z 25-letnim doświadczeniem kierowcy. Przez ten czas "spowodowałam" ( nie zgadzam się z tym ) dwa wypadki i otrzymałam 4 mandaty za prędkość, co przy moim sposobie jazdy jest niewielkim osiągnięciem.

    Pozdrawiam Izumi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łuhuuuuu! Czyli CV kierowcy dość bogate :-) 25 lat to piękny wiek :-*

      Usuń
  5. Brawo!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
    Wiedzialam, ze dasz rade, bo kto jak nie TY????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? ;-) W końcu, po tylu postanowieniach noworocznych, wsiadłam i pojechałam. Kto by pomyślał, że to takie "proste"? ;-)

      Usuń
  6. Gratulacje :) Oj, pamiętam te nerwy u siebie w podobnej sytuacji, kolana mi tak latały, że ledwie byłam w stanie wciskać gaz i sprzęgło :)
    Brawo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nawet bałam przez chwilę, że zemdleję za kółkiem, albo serce mi wysiądzie... ;-)

      Usuń
  7. :-))) Gratulacje. Przechodziłam to dwa raz - pierwszy w Polsce, drugi w UK. Ale parkować to ja nie potrafię:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe ja zawsze szukam miejsca żeby stanąć pośrodku gdzie nie ma po bokach aut :) no i modlę się zeby nikt nie stanął obok mnie :D

      Usuń
    2. Oooo! Ja też tak mam! Jeśli mam zajęcia rano, to się modlę, żebym miała przynajmniej dwa miejsca obok siebie wolne. Specjalnie jeżdżę wcześniej, żeby parking nie zdążył się załadować autami! Pieprzu, ile lat jeździsz? Bo to parkowanie to pewnie u mnie będzie wyglądało tak samo nawet za pięć lat :-)

      Usuń
    3. oh, niedługo...30 lat minie w czerwcu:-)

      Usuń
    4. Aaaaaa! Rzeczywiście, Ty też początkująca! :-)

      Usuń
  8. Puk puk! Zajrzyj na Messengera blogowego :)

    OdpowiedzUsuń