O potrzebach

czwartek, stycznia 26, 2017

Wchodzę do sali Fruzi. Toddlery siedzą przy stoliku i pałaszują owoce. Snack time. Szukam wzrokiem blond loków, które dopiero po chwili wychylają się zza innej małej głowy.
- Cześć, Fruziu! - mówię radośnie.
Lico młodej rozjaśnia się w szerokim uśmiechu, ale Fruzińska wcale nie zrywa się do dzikiego, stęsknionego biegu. Zamiast tego, macha mi na powitanie, widzę, że pod stołem stuka kozakiem w krzesło sąsiada i spokojnie konsumuje swoją porcję.

Moja głowa w ułamku sekundy trzykrotnie produkuje tę samą myśl.

Ona mnie nie potrzebuje! (duma)

Ona mnie nie potrzebuje! (niebotyczne zdumienie)

Ona-mnie-nie-potrzebuje! (chyba zaraz się rozpłaczę!)

Chwilę później Fruzia kończy jeść, pędzi do mnie i wesoło macha wszystkim na pożegnanie.

Wieczorem, kiedy już całą wieczność próbuję spacyfikować wiercącego się jak owsik toddlera, z ulgą myślę, że ten mały człowiek jednak mnie potrzebuje.

I jeszcze długo będzie.

Tak jak ja wciąż potrzebuję mojej Mamy.

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Jeszce bardzo bardzo długo będzie i nawet w chwilach buntu kiedy pewnie będziesz najgorsza na świecie to i tak będziesz potrzebna :) Ale masz rezolutne dziecię, wiedziałaś że tak jej się będzie podobało?

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że nasze dzieci zawsze będą nas potrzebowały - tylko albo w większym, albo w mniejszym stopniu :) I z każdą ich decyzją w tym zakresie będziemy musiały się - chcąc, nie chcąc - pogodzić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja mojej :-) przyznam się że jestem typową córeczką mamusi ;-) buziaki!

    OdpowiedzUsuń