Druga Fruzi Pielgrzymka do Ojczyzny (z dygresjami matki)

środa, stycznia 11, 2017

Kiedy wśród burz i zawieruch usypiam w sobie wewnętrznego kronikarza zdarzeń, usiłując złapać uciekający grunt pod nogami, szybko zaczynam czuć, że żyję bez kropki nad i. Nie pamiętam, gubię chronologię, potykam się o dni i godziny. I brakuje mi. Ewidentnie brakuje mi przekładania naszej rzeczywistości na słowa.

(...)

Przetrwaliśmy dzięki samoprzylepnym emotikonom, którymi Fruzia upstrzyła siebie, pół Blaszaka i kawałek ucha Rudolfa od czasu do czasu wystawiającego z bagażnika ciężki łeb na oparcia naszych siedzeń. Emotikonek było, zdaje się, kilogram. Trzydzieści deko zużyłyśmy jeszcze w domu, co zainspirowało mnie do schowania reszty na podróż, pozostałe Fruzia wyciągała, przyklejała, odklejała, przeklejała... Z ulgą myślałam, że zanim dotrzemy do Deutschlandu, nie będę musiała już na nie patrzeć, a tymczasem trzy tygodnie później wciąż je skądś wyjmuję. Znalazca płaczącej rozpaczliwie granatowej emotikony w toalecie którejś ze stacji Unii niech wie, że tu byłam. Fruzia.

(...)

Sprawiedliwie obdarowała Dziadków i chrzestnych radością. U jednych Dziadków zawzięcie odkurzała różowym odkurzaczem, u drugich prała rękawiczki i smoczki w miniaturowej pralce o wiadomym kolorze, od czasu do czasu wymownie dając nam do zrozumienia, że zjadła już cały słodki proszek do prania i wypadałoby napełnić szufladę. Z Wielką Szwagierką, od niedawna nazywaną Siasią, szalała na rowerku biegowym tak długo, aż zaliczyła upadek godny Golloba na wirażu, za to u Wielkiego Brata z dumą prezentowała plecak podarowany na okoliczność rozpoczęcia edukacji żłobkowej oraz okupowała stworzony specjalnie z myślą o niej bufet. Szwedzki stół na wysokości pół metra od podłogi składał się ze szklanic wypełnionych paluszkami, dużej miski maślanego popcornu, jeszcze większej miski chrupków i ogromnej michy chipsów, którą to Mamuśka, zagorzała przeciwniczka 'tego syfu', natychmiast skonfiskowała. Nie szkodzi. Fruzia i tak nie odstępowała stołu przez bitą godzinę, przez co nabrałam podejrzeń, że jeszcze moment, a Fruzia zacznie strzelać. Tym popcornem.

(...)

Nie dla niej całodniowe Polaków rozmowy przy stole w lokalu. Tym bardziej, jeśli w sąsiedniej sali odbywa się inna polska impreza. Nie udało nam się odnaleźć solenizanta wśród dzieci i rodziny wyglądającej na dobre 35+, ale podobno była to osiemnastka. Fruzia wbiła do sali balowej, rozejrzała się i w amoku frustracji spowodowanej faktem, iż parkiet jest pusty, tak przytuliła plączącą się po nim dziewczynkę, że ta nie odważyła się już więcej do Tasmana podejść. Zniesmaczona brakiem potańcówy Fruzia musiała zadowolić się jednoosobowym show na własnej imprezie bożonarodzeniowej.

(...)

- A jej nie jest tak zimno bez szalika? - zapytała niespokojnie Kocur.
Przechodziłyśmy z Fruziakiem i Kluskiem z naszych Rodzinnych Drapaczów Chmur do trzeciego. Dwadzieścia? Dobrze, może trzydzieści metrów. (Los tak to wszystko genialnie urządził, że w dzieciństwie mogłam zaglądać w Kocurowe okna z pokoju Wielkiego Brata, a teraz będę ją podglądać z salonu. Mój Rodzinny Drapacz Chmur, do którego - uwaga, uwaga! - jeszcze wrócimy całą rodziną, stoi dokładnie pomiędzy Rodzinnym a Obecnym Drapaczem Chmur Kocura. Małe przetasowanie, a ile uchronionych od zakurzenia wspomnień.) Kurtka, czapka - wszystko na miejscu. Oprócz jednego.
Zaczęłam się śmiać, bo przerabiałyśmy tę rozmowę dzień wcześniej.
Kocur zadziornie uniosła do góry głowę, po czym mnie samą zaczęła owijać szalikiem.
- Obsmaruję cię na forum dla szalonych Matek Polek - pogroziłam jej.
- Możesz mnie obsmarowywać, gdzie tylko chcesz - nie straciła rezonu Kot. - Ty to ty, ale dziecko masz ciepło ubierać, bo mróz jest.

Po powrocie zrobiłam w szafie osobne miejsce na bardzo ciepłą garderobę, którą opatrzyłam etykietką do-użytku-w-obecności-Kocura. Zakładam, że kiedy zjedziemy do Rodzinnego Town na kolejny, kilkuletni etap w życiu, może być nam bardzo potrzebna.
(- Bez sensu! To znaczy z sensem, że tu wrócicie, ale dlaczego tylko na chwilę? Gdzie wam będzie lepiej? Zostaniecie tu na zawsze! - zarządziła radośnie Kocur, kiedy wyjawiliśmy jej nasz kolejny plan na życie. Po czym zrobiła smutną minę i oznajmiła, że ona nie wierzy w ten nasz powrót. 
Ona, of all people!)

(...)

Kocur ma najładniejszą choinkę świata. Wedle Kocurowego Małżona to ''masakra, nie choinka'', o czym nie omieszkał nas poinformować Klusek na progu Kocurowej chaty, ale ja ją uwielbiam. Szkoda, że Liz i Kocur się nie znają *. Mogłyby razem urządzać wnętrza. Najlepiej dla nas.

(...)

Już dawno temu ustaliłyśmy z Kotem, że Fruzia i Klusek będą kumplami. Nie będziemy ich swatać. O słuszności tej decyzji przekonałyśmy się podczas Drugiej Pielgrzymki.
- Ciociu, a Fruzia to nie wie, że to są moje zabawki i powinna mnie najpierw zapytać, czy może się nimi bawić? - zapytał zaniepokojony Klusek.
- Nie wie, kochanie, bo jest jeszcze za mała - odpowiedziałam, czując, że trochę zaczynam kłamać.
Kto ją tam wie, co ona wie, a czego nie. Toż to Tasman, a te loki zupełnie o niczym nie świadczą.

Ale jeśli mają zostać kumplami, to się dogadają bez naszej ingerencji. Gdyby się w sobie zakochali, wszyscy bylibyśmy w kłopotach.

(...)

Za chwilę na świat wyjrzy Klusek II. Szlag mnie trafia, że zobaczę go dopiero w czerwcu.

(...)

Rozgadała się. Nie żeby zaraz po polsku albo w innym rozpoznawalnym narzeczu, ale - o ile to w ogóle możliwe - jest jeszcze głośniejsza i jeszcze bardziej wyrazista. Mama, tata, Gaga, baba, dziadzia to wciąż zestaw pierwszej pomocy linwistycznej. Siasia w chwilach radosnego grzebania w kosmetyczce matki chrzestnej, z której wyciągała i roznosiła po całym domu tampony. Zachwycone łaaaa wymawiane na wydechu z buzią wciągniętą w ciup, kiedy ta sama przybrana matka dokonywała pierwszego prawdziwego manicuru na miniaturowych i ostrych jak brzytwa paznokciach. Pomalowała dziewięć. Na dziesiąty nie starczyło Fruzi cierpliwości.

(...)

Jak przystało na prawdziwą kobietę, wróciła z wojaży z nowymi butami, bodziakami i mnóstwem spinek. Matka z nowymi butami na wysokich szpilach, dwoma zimowymi płaszczami i zaległą prasą.

Ojciec wrócił z Newsweekiem.

(...)

Siły starczyło jej na tydzień. Ósmego dnia, co daje jednodniowy postęp w stosunku do Pierwszej Pielgrzymki, Fruzi zaczęły puszczać nerwy, co szczególnie niekorzystnie odbiło się na relacji z kuzynkami, jednak w sylwestrowy wieczór dziecię postanowiło wymienić baterie. Wybrała Duracell, choć uprzedzała lojalnie, że nikt za lokowanie produktu mi nie zapłaci. Mamuśka twierdzi, że bawiła się fantastycznie, dzięki czemu i oni mieli wystrzałowego i historycznego Sylwestra (wszystkie wnuczęta zgromadzone pod opiekuńczymi skrzydłami Mamuśki i Ojca Dyrektora), ale tylko Gwiazda odważyła się wyznać, że pod koniec już wymiękali. Nic dziwnego. Fruzia padła jak rażona piorunem o 2.20 am.
- Ona jest niemożliwa - powtarzała następnego dnia Mama. - Jeśli nie śpi, to wciąż się rusza.

My też się ruszaliśmy. To dopiero było wychodne. Pierwsze od dwudziestu miesięcy. W sali, w której ponad siedem lat temu rozpoczynaliśmy życie pod wspólnym nazwiskiem. Z fajerwerkami, szampanem, tańcami. Rozmowami przy fajce i atmosferze Rancza. I z przytupem. Na wielu płaszczyznach.

(...)

Z Gwiazdą rozumiem się w pół słowa. Wiem, kiedy tylko udaje, że śpi, wiem, że rozumie więcej niż się wszystkim wydaje. Powstrzymujemy śmiech w tych samych momentach, zawstydzamy się tak samo, choć w momentach krytycznych potrafimy wypalić tak, że zaskakujemy same siebie. Mogę z nią porozmawiać jak z dorosłą, choć wiem też, że do dorosłości jeszcze jej daleko. Czuję jednak, że to nie tylko bardzo podobne postrzeganie świata, ale też wspólnota dziecięcych doświadczeń.

Kiedyś z nią o tym porozmawiam.

(...)

W drodze powrotnej głowa pękała mi od nadmiaru historii i ludzkich dylematów. Wydaje ci się, że dobrze kogoś znasz, aż przychodzi dzień, kiedy zaczynasz zastanawiać się, czy aby na pewno. I co tak naprawdę siedzi w drugim człowieku.

Każdy z nas w jakimś punkcie swojego życia zostaje zraniony. Jedni lekko, draśnięci zaledwie, nie ma o czym mówić. Inni poważniej, choć da się z tym żyć. Pechowcy dostają tak, że trudno potem nieść taki bagaż. Choć przecież skala porównawcza nie istnieje.

Ale nawet tym pierwszym zwykłe draśnięcie może odbić się czkawką.

(...)

Tęsknię za nimi.

* jeszcze

You Might Also Like

18 komentarze

  1. My też od 6 lat poszliśmy razem ze znajomymi na salę na sylwestra ale w takim kameralnym gronie i świetnie się bawiliśmy :) Dziewczyny zostały z moimi rodzicami i siostrami i ponoć tez się dobrze bawiły ale tylko do 22.00, o której to godzinie padła cała czwórka i przespała w ciągu do rana - oprócz najmniejszej Julki.
    Podziwiam, że Fruzia tak ładnie zniosła drogę, to tyle kilometrów wow! Dla mnie niekiedy dojazd 22 km to tragedia.
    Eee jak to wrócić jak dopiero co zaczynasz międzynarodową karierę w szkolnictwie? Znaczy fajnie by było bo może byłaby okazja spotkać się na prawdę ale ze serio niedługo czy na emeryturę? ;)
    Pozdrawiamy znad oparów antybiotyku niestety ale inaczej juz się nie dało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo. Czyli za 5-6 lat. Tyle nam wyszło, biorąc pod uwagę kolejną adopcję:-) Zdążę jeszcze się "nakarierować międzynarodowo" ;-)

      Uuuu, antybiotyk... brzmi poważnie! Kurujcie się, dziewczyny! :-*

      Usuń
    2. Kasia to twardy zawodnik - da rade. Ale meczy się bardzo, kaszel nie daje spokojnie spać ani jej ani mnie, do tego goraczka i dwie wyrzynajace się piątki na dodatek :/

      Usuń
    3. Zęby! Prawie zapomniałam, że nas też to czeka! Trzymajcie się, wiem, jak to jest. Może już jutro zaświeci dla Was słońce? :-*

      Usuń
  2. Ledwie o Was pomyślałam, że dawno (i kto to mówi) Was nie było... Po czym wchodzę na bloggera, patrzę, a tu... niespodzianka:) Jak dobrze!!!

    Podobają mi się Wasze zdobycze z Polandii! Szczególnie te Inżyniera;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Inżynier to wie, jak się ustawić! Zawsze ma najlepiej! ;-)

      Dobrze widzieć, że Ty też wróciłaś :-*

      Usuń
  3. No to mieliście wypad pełen wrażeń :) Wnioskuję, że udany - i cieszę się bardzo z tego powodu. Oby takie miłe okazje do wizyt w PL zdarzały się jak najczęściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże Narodzenie mogłoby być dwa razy w roku, prawda? :-*

      Usuń
  4. Cos knujecie! Jakies podskoki po mapach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaczy dziób się nie myli :) Ale tylko po mapach Polski :)

      Usuń
  5. Urzekłaś mnie ciekawym stylem językowym. Gratuluję.
    Zasyłam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pogratulować Wszystkim cierpliwości w czasie drogi do domu!.Jak mniemam wyjazd był bardzo udany pod względem i rodzinnym i towarzyskim😀. Usmialam się na zdobycz Inżyniera biedny tylko Newsweek 😉😀 kobiety Go zdominowały 😉.A z Kocurem to ja trzymam sztamę a propo szalika Fruzinka😀 i jeśli mogę zapytać Klusek 2 jest Chłopcem?. Całuję Was Wszystkich noworoczne życząc żeby ten Nowy Rok był dla Was wyjątkowy pod każdym względem 😚😚😚😚😚

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ Kochana, u nas siły są równo rozłożone - wszak Rudolf jest chłopcem :-) (Który, nawiasem mówiąc, nawet Newsweeka nie dostał).

      Tak, Klusek II to chłopiec, nie ma co do tego wątpliwości. Wygląda na to, że my powinniśmy mieć drugą dziewczynkę, żebyśmy się mogły z Kocurem wymieniać zestawem od czasu do czasu :-)

      Kochana, Wam również wszystkiego co najwpanialsze w Nowym Roku życzymy! :-*** :-**

      Usuń
  7. Ps: odkrylam Was na Facebooku 😉 i nie omieszkalam wtrącić swoje trzy grosze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam! Zostałaś przyłapana! :-*

      Usuń
  8. Pozdro dla Panny Fruzi! Dzielna jest! Tyle kilosów! Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzielna jest, to prawda. Ale nieprędko powtórzymy taki wypad samochodem, to jednak okropnie męcząca dla wszystkich wyprawa... Spełnienia marzeń w tym Nowym! :-*

      Usuń