O tym, że boli

poniedziałek, grudnia 19, 2016

Bolesna jest ta nauka, chociaż MOJITO ma zdecydowanie więcej cierpliwości do moich drogowych wybryków niż wskazywałby na to jego charakter. Albo tak bardzo mnie kocha, albo ma już dość wożenia mi tyłka do pracy. A przynajmniej miejmy nadzieję, że to drugie nie wyklucza pierwszego.
I tak bardzo, niemal do złudzenia, przypomina mi w tej roli mojego instruktora jazdy sprzed 17 lat. Wysokiego na dwa metry dryblasa, który w każdym samochodzie wygląda jak złożony na pół ludzik z klocków lego. A przecież Mamuśkę i Ojca Dyrektora Dryblas szkolił do egzaminu jeszcze w maluchu.
- Krzaki, nie wjedź w krzaki - mówi Inżynier, usiłując nadać swemu głosowi łagodne brzmienie.
Staram się, no staram się jak mogę, ale, kurwa jasna, że się tak mało przedświątecznie wyrażę, nie dość, że jest ciemno jak w dupie, to jeszcze droga wąska, kręta i boję się, że zamiast w krzaki, zaraz zaparkuje na czyjejś karoserii. 
- No co ty robisz, krzaki! - podnosi wreszcie głos.
Identycznie jak z Dryblasem, kiedy na własnym osiedlu nie wyrobiłam na zakręcie i zatrzymałam Corsę przy na krzewie na skwerku. Z tym, że wtedy było jasno, osiedlowa droga szeroka, a ja zestresowałam się faktem, że wjeżdżam na własne terytorium, na którym zapewne za chwilę znów ujrzę stado kolegów Wielkiego Brata, z zainteresowaniem obserwujących moje poczynania.
Teraz jest inaczej. Mam gdzieś, co sobie pomyślą sąsiedzi, kiedy bardzo nieidealnie wyjeżdżam z parkingu Mikruską ozdobioną z przodu i z tyłu pięknymi eLkami. Sama poprosiłam Inżyniera o te eLki. Niech Kraina Deszczu wie, kogo ma na szosie.
Ale jest też dokładnie tak samo. Ten proces boli, bo naiwnie sądziłam, że postępy przyjdą szybciej, że będą bardziej spektakularne, i że te pierwsze osiedlowe jazdy już o czymś świadczą. A tymczasem świadczą co najwyżej o tym, że na dwójce pięknie wymijam sznur zaparkowanych aut, dobrze wjeżdżam i wyjeżdżam z pustego parkingu oraz dość swobodnie poruszam się po małym rondzie, na którym raz lub dwa razy podczas ćwiczeń mam szansę ujrzeć inny od swojego samochód. W drodze do jednego z moich koledżowych kampusów zmuszona zostałam do spojrzenia prawdzie w oczy. Mimo że dojechałam i wróciłam bez żadnych widowiskowych wtop, to bez Inżyniera siedzącego obok miałabym te wtopy na koncie jak nic. Jeszcze dużo nauki przede mną, zanim odważę się pojechać do pracy sama.

Na przykład ta cholerna trójka, która na mnie burczy. Żaden inny bieg, tylko trójka. Ruszanie pod górę z ręcznego (a niech cię szlag, pagórkowata Kraino Deszczu!). Trzymanie się lewej, a nie środka jezdni. Rozwijanie prędkości, zamiast telepanie się na trójce od punktu A do punktu B, jeśli nie chcę mieć sznura niezadowolonych kierowców za sobą. 
- Będziesz jeździć - mówi on, próbując mnie pocieszyć. - Dobrze ci idzie, musisz tylko dużo ćwiczyć.

Będę jeździć, wiem. Wbrew temu, co wygadywałam wczoraj, rycząc po porannej jeździe do koledżu. Podobno trening czyni mistrza, choć jeszcze dzisiaj naprawdę trudno mi w to uwierzyć. Ale trochę już znam życie, a siebie to nawet całkiem nieźle, więc za rok o tej porze, pięć dni przed Wigilią, zamierzam śmiać się z dzisiejszego wpisu. 

I niech to będzie najlepszym postanowieniem na Nowy Rok.

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Na 100% będziesz jeździć! Bo musisz😀
    A samochód trzeba było z automatyczną skrzynią biegów sobie kupić, problem z biegami by odpadł przynajmniej.
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja nigdy nie miałam problemów z biegami, nawet fakt, że teraz mam je po lewej stronie, zupełnie mi nie przeszkadza. Tylko ta trójka. Ale co tam, nauczę się. Dziś widzę to w lekko jaśniejszych barwach.
      Dzięki, kochana! Cała prawda - będę wreszcie jeździź, bo wreszcie muszę! :-)

      Usuń
  2. Ej ja na egzaminie (nr 5 który zdałam) wjechałam w krzaki, bo taki łuk był ostry, do tego dwa razy mi przed rondem auto zgasło czego nie zauważyłam, wieś spoko nie jest sama :) Juz mi się mniej wtop zdarza ale nadal mi się zdarzają ;) A niedawno mój mąż nie odkręcil mi koła w aucie i z płaczem zadzwonilam do taty żeby po mnie przyjechał na parking bo mi auto tłucze i ja chyba do domu nie dojadę - no wiec spoko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak mi poprawiłaś humor!! Nie żebym cieszyła się z Twoich wtop, ale zawsze to raźniej w tłumie, a mnie się wydawało, że wszyscy wsiadają za kółko i po prostu jadą, a tu taka niespodzanka! ;-) Serio, potrzeba mi takich historii!

      Ludzie, słyszycie?? Dawać mi tu takie opowieści!!

      Usuń
  3. Jak smigalas w Polsce, to zanim sie objerzysz bedziesz kierowca "dobrym" nawet w krainy deszczowcow. Ja co prawda wsiadlam za kierownice po 3 latach bycia pasazerem, i jakos leci. Samochod dwa razy uszkodzilam przez wlasna nieuwage pod wlasnych domem.�� Ehh wstyd sie przyznac. A jak zobaczylam tutejsze pagorki, to nawet o manualnej nie pomyslam. Ze zmiana biegow w biegu nigdy nie mialam problemow ale ruszanie pod gorke na jakimkolwiek skrzyzowaniu pozostalo dla mnie tajemnica do teraz (12 lat posiadam prawko czynne!) No ale u nas ruch znacznie mniejszy takze latwo poszlo. Pozdrawiam serdecznie z jednego z najmniejszych krajow UE, gdzie tez teraz pada, chociaz przez cale lato swieci slonce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, taki deszczyk po słonecznym lecie to żaden deszczyk ;-)

      Wiesz, ja wcale nie śmigałam w Polsce. Prawo jazdy mam od 17 lat, ale gdyby uzbierać dni, kiedy w ciągu tych lat jeździłam, to może uzbierałoby się kilka miesięcy raptem. Więc to jest trochę tak, jakbym zaczynała od początku. Tyle tylko (alleluja!), że nie muszę zdawać egzaminu:-)

      W zasadzie to dobrze, że nie mam doświadczenia za kółkiem w Polsce. Odpada problem z przestawieniem się na jazdę lewostronną.

      No właśnie to ruszanie pod górkę muszę wyćwiczyć, bo pech chciał, że aby dostać się do mojego koledżu, muszę wjechać na takie małe wzgórze. Nie ma rady, muszę to wyćwiczyć.

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  4. Wszystkiego dobrego na Święta! Odpoczywajcie! :)

    OdpowiedzUsuń