O rzeczach wtórnych

czwartek, października 20, 2016

Znasz to. Z pierwszą ciążą poszło ci łatwo, nawet nie zdążyłaś pomyśleć, że mogłoby pójść inaczej, więc druga też nie miała nastręczać kłopotów innych od tych, na które narzekają wszystkie ciężarne. Albo. O tę pierwszą musieliście zawalczyć, ale skoro się udało, skoro odczarowaliście złą passę, skoro wiara i nadzieja poruszyły góry, to z pewnością organizm zaakceptował, przyjął do wiadomości, kliknął na zgodę i przeniósł cię na drugą stronę rzeki, tę dostępną tylko dla dzieciatych, pełną placów zabaw i nieprzespanych nocy, więc dlaczego teraz miałby odmówić współpracy?
A jednak. Po tym wszystkim, co razem przeszliście, znów jesteście uziemieni. Nie wiadomo dokładnie na jak długo. I czy w ogóle. Niepłodność wtórna. Uwierzysz?

Może tego akurat nie znasz, ale tu jest tak samo. Na pierwszą długą czekaliśmy, ale kiedy już się pojawiła, uwierzyliśmy, że odczarowaliśmy złą passę. Wiara i nadzieja poruszyły góry, cały nasz świat zaakceptował, pokochał, kliknął na znak, że nie mogło być inaczej i przeniósł na drugą stronę rzeki, choć sami nigdy nie chcielibyśmy zapomnieć, z którego brzegu przychodzimy. Pamięć lubi spłaszczać, a my nie lubimy płaskości w żadnym wydaniu. Więc dlaczego teraz miałoby się nie udać, skoro szlaki przetarte, drogi poznane? Nic tylko zarzucać Fruzię na ramię i ruszać w tę podróż po raz drugi.
A jednak. Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, znów jesteśmy uziemieni. W teorii wiemy na jak długo. W praktyce nie wie tego nikt. I czy w ogóle. Czy wstrzelimy się w kolejki, paszporty, czas. Czas Fruzi, czas Drugiego, czas powrotu, czas tu i czas tam. Nieadopcyjność wtórna. Wciąż nie mogę uwierzyć.

Na Drugiego czeka się tylko trochę inaczej. Nie wisi ci nad głową klątwa bezdzietności. Znasz smak macierzyństwa i choć czasem bywa on gorzki, wiesz, że nic nigdy mu nie dorówna. (To w końcu dlatego chcesz więcej.) Nie wpadasz w studnię rozpaczy bez dna, nie pijesz do lustra, choć chwilami robi ci się smutno. Ciężarne i dzieciate znów widzą w tobie kompana do rozmów niekontrolowanych.

Ale przez większość czasu czeka się dokładnie tak samo. Rzeczy wtórne niewiele różnią się od pierwotnych. Może znów kupujesz w aptece testy i dopatrujesz się w nich drugiego i trzeciego dna (zepsuty / przeterminowany / niewystarczająco czuły / fałszywie pozytywny / wredny). Albo, jak ja, wydzwaniasz do adopcyjnych agencji, dopatrując się choćby nuty szczerego zainteresowania w czyimś zwyczajnie uprzejmym głosie, który nie będzie kazał ci czekać. Długo za długo. Do tej nuty można się potem przyczepić i nie puszczać, choć w duchu czujesz, że nic z tego nie będzie. Wyobrażasz sobie. Nakazujesz sobie wiarę i cierpliwość. Tracisz nadzieję i bluźnisz. Wydaje ci się (a może wcale nie?), że znów zadręczasz wszystkich swoją monotematycznością. Masz ochotę o tym pisać i nie chce ci się wcale. Dookoła widzisz rodziny 2+2, 2+3. Naprawdę jedynacy jeszcze istnieją na tej planecie? Przyjmujesz dobre rady, aby cieszyć się tym, co masz, bo mogłaś przecież tego nie mieć. Tak jakbyś ty jedna ze wszystkich ludzi na tym świecie jakimś cudem mogła o tym zapomnieć.

I tęsknisz. Do kogoś, kto istnieje tylko w twojej głowie.

#NiepłodnościNieWidać

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Tak jedynacy istnieją i mają się dobrze 😃

    OdpowiedzUsuń
  2. Wtórne z pierwotnym ma cholernie dużo wspólnego.
    Przekonałam się o tym na własnej skórze.

    Z jednym się tylko nie zgodzę. Z ostatnim zdaniem, Litermatko kochana.
    Wierzę w to, że wszelkie wytęsknione 'ktosie' nie istnieją wyłącznie w naszych głowach. Wierzę, że istnieją naprawdę. Może w formie niesprecyzowanego kłębu energii, zbioru nienamacalnych cząstek czekających na to, by przeistoczyć się w jak najbardziej namacalną energię.
    Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że to, do czego tęsknimy, to wyimaginowana chmura.
    To są jak najbardziej istniejące byty.
    Tak czuję.

    Trzymam za Was kciuki:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację, ja też tak czuję. Ale swój początek one zawsze mają w naszych głowach, chyba dlatego tak napisałam.

    A patrząc na to z humorystycznej strony - wyobrażam sobie miny naszych pracowników socjalnych, którym tłumaczę, że nie możemy czekać z adopcją, bo nasze kłębki energii już tam na nas czekają gotowe do drogi, i my strasznie do nich tęsknimy, więc sami rozumiecie...! ;-)

    My za Was też! :-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Generalnie mimo, że czuć tu taką lekką nutkę zwatpienia, to jestem pewna, że to jeszcze nie koniec :) Nie drzwiami to oknem, wiem że się Was nie pozbędą tak łatwo i na pewno ta mała istotka, która jest w głowie znajdzie do Was drogę :) Nie może być inaczej, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście! Ta nuta zwatpienia to tylko dlatego, że ja naprawdę myślałam, że tym razem nie będzie już kilkuletniego czekania. Ale będzie, czas spojrzeć prawdzie w oczy.

      I powiem więcej - jak nie oknem, to ... kanałem wentylacyjnym? ;-)

      Usuń
  5. Znam to. To myślenie... czy to się powtórzy? Jeszcze raz? Czy ten pierwszy był może zarazem ostatnim? Czy będą jeszcze jedne małe, tłuste stopki, burza włosów, małe rączki na szyi? Czy nie bedzie? U was będą. Tylko musicie zaczekać. Tylko. ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obie wiemy, że jest tylko jedna rzecz gorsza od tego czekania - właśnie ta cholerna niepewność. Bo znów nikt nie da nam gwarancji, że się zdarzy.

      Dzięki, Brytusiu, za tę wiarę. Już raz Ci uwierzyłam, że będziemy mieć dziecko, więc teraz też musisz mieć rację :-) :-*

      Usuń
  6. Okropne to czekanie ..rozumiem w jakimś stopniu mimo bo czekałam na dziecko a starania odsuwaly się w czasie (najpierw oddalił je pierwszy poród przez cc następnie laparotomia ginekologiczna )serce mówi już natychmiast i każdy dzień się dluzy..
    Jeśli ma się już jedno adoptowane dziecko te procedury nie powinny byc szybsze ? w końcu już was znają macie kwalifikacje itp ..
    Na drugie czy kolejne dłużej się czeka ?
    Nie przemawia do nich argument ze dla dzieci mała roznica wieku jest korzystniejsza bo pozwala łatwiej nawiązać więź ?
    Ta data która podali (rozpoczęcie szkoły PRZE Fruzie ) to data która jest data adopcji kolejnej Czy dopiero rozpoczecia procedury ?
    ech mam nadzieje ze jakoś się uda i wkrótce będziecie się cieszyć kolejnym członkiem rodziny ♡
    ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie procedury powinny być krótsze, ale sek w tym, że najpierw musisz uzyskać zielone światło do ich rozpoczęcia... Na drugie czeka się dłużej i dla mnie to jest ok - wciąż pamiętam, jak czekaliśmy na pierwsze upragnione dziecko, więc nigdy nie postawię się w tym samym szeregu, co czekający po raz pierwszy. Ale. No właśnie. Fajnie byloby wiedzieć, że chociaż przygotowanie do drugiej adopcji jest w toku.

      Ostatnia agencja powiedziała, że chwilę przed pójsciem Fruzi do szkoły możemy wysłać do nich wniosek. Tak, żeby młode pojawiło się u nas wtedy, kiedy ona już będzie zaaklimatyzowana w szkole. To daje nam jakieś 4 lata czekania (przy sprzyjających okolicznosciach; a skąd wiadomo, że nic po drodze się nie zmieni?)

      Dzięki, Marta! Wszystkie kciuki i pozytywne fluidy mile widziane! :-*

      Usuń