O wychodnym

czwartek, września 29, 2016

Idziemy z Fruzią do Niani, dwa domy od Piątej Chatki. Trochę się spieszę, bo za kilka minut mamy jechać, więc trzymając Fruziaka na ręku otwieram bramkę, przechodzę przez mały ogródek Niani i wreszcie stukam mosiężną kołatką do drzwi. Mała patrzy na mnie uważnie, ale kiedy drzwi się otwierają i w progu staje znajoma osoba, Fruzia uśmiecha się. Szybko podaję sąsiadce torbę z pieluchami i jedzeniem, daję małej buziaka, przenoszę przez próg, zostawiając ją na rękach Niani, ale zanim się odwrócę, Fruzia zaczyna płakać. Szybkie pa-pa, odwracam się i już mnie nie ma.

Słyszę ją, kiedy zamykam za sobą bramkę i kiedy wracam do domu. Ryczy wniebogłosy. Słychać ją nawet w Piątej.
- To ona? - pyta zdziwiony Inżynier.
Oboje nasłuchujemy.
Płacz w pewnym momencie jakby cichnie, więc zaczynam wkładać sandały, ale za chwilę rozlega się ze zdwojoną mocą. Niania wzięła małą do ogrodu na tyłach domu, teraz słyszy ją już całe osiedle.
- O matko - mówię tylko.
Fruzia nie ryczy, ona wyje. Szlocha, piszczy i wydziera się. Słyszymy jak bardzo jest nieszczęśliwa.
- Co robimy? - pyta Inżynier.
- Nie wiem - mówię.
Bo naprawdę nie wiem.

To ma być pierwsze nasze wyjście bez małej, które w żaden sposób nie wiąże się z pracą. Żadnej rozmowy kwalifikacyjnej, szkolenia, piekarni lub czegoś równie mało romantycznego. Mamy jechać do kina, obejrzeć film i zjeść coś dobrego. Tylko we dwoje. Nie zdarzyło nam się to od maja. Ubiegłego roku.

Płacz, o ile to możliwe, jeszcze się nasila. Teraz naprawdę cała okolica słyszy Fruzię.

Debatujemy na gorąco, czy powinniśmy wrócić po małą i tym samym dać jej sygnał, że kiedy mocniej zapłacze, to mama i tata wracają, czy poczekać jeszcze kilka minut, aby sprawdzić, co będzie dalej, a może zamknąć oczy i uszy i po prostu jechać przed siebie.
- Ta dwumiesięczna przerwa najwyraźniej jej nie posłużyła - mówi on.
Nigdy dotąd nie mieliśmy większego problemu z zostawieniem Fruzi z Nianią. Owszem, czasem płaknęła przy rozstaniu, ale szybko się uspokajała, zaabsorbowana zabawkami, czekającymi na nią w domu Niani albo wyjściem na plac zabaw. A tymczasem ostatnio nie potrzebowaliśmy Niani i Fruziak niepostrzeżenie wszedł nam ponownie w fazę mama, postanawiając obwieścić to całemu światu akurat dzisiaj.

Po kilku minutach nieustającego krzyku małej dzwoniącego nam w uszach decydujemy się zostać. I tak nie będziemy się dobrze bawić. Wychodzę przed dom i natychmiast widzę, że Niania postanowiła zrobić to samo. Niesie rozszlochaną Fruzię, już od bramki tłumacząc się, że ona przeprasza, ale tym razem to chyba naprawdę nie da jej się uspokoić małej. Fruzia cała się trzęsie, biedactwo, chlipie i coś próbuje nam powiedzieć, wtula się we mnie natychmiast, kładzie mi głowę na ramieniu i kurczowo się go trzyma. Chwilę później uspokaja się, przechodzi na ręce Inżyniera, uśmiecha się radośnie. Jej małe ciałko jeszcze co jakiś czas zanosi się od resztek płaczu. Odwraca się do Niani, z którą wciąż rozmawiamy w progu mieszkania i ponaglająco macha jej na do widzenia. Umawiamy się na krótkie, regularne sesje opieki nad Fruzią po powrocie z wakacji.

Nasze pierwsze wychodne trwało całe piętnaście minut. I w zasadzie nie było wychodnym, bo... nie zdążyliśmy wyjść z domu.

Żeby nie tracić piątku, pakujemy małą do wózka i wędrujemy w trójkę do pubu, gdzie spędzamy naprawdę fajne popołudnie. Spotykamy sąsiada, który wyraźnie rozbawiony pyta, czy u nas wszystko w porządku, bo wydaje mu się, że jakąś godzinę wcześniej słyszał protestującą Fruzię. Ona z kolei przechodzi samą siebie w wyrażaniu wdzięczności za to, że zabraliśmy ją ze sobą. Nie biega po całym pubie, nie próbuje wejść na stół i nie zabiera smoczków i soczków innym dzieciom. Bawi się swoim bobasem bez rąk i nóg, śmieje się i co jakiś czas zerka na nas zawiadiacko. Zupełnie jakby chciała powiedzieć:

- A w ogóle to ja nie wiem, co wam strzeliło do głowy z tym wychodnym! Czy tak nie jest weselej??

No właśnie. Czyż nie jest?

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Wcale a wcale Wam sie nie dziwie, ze sie wrociliscie. Tez bym nie dala rady dobrze sie bawic majac szloch dziecka z tylu glowy. Na filmy dla dorosłych jeździmy wieczorami i to na zmianę, a jeżeli w ciągu dnia to tylko na bajki ze starszą, a mlodsza jest z tym drugim rodzicem ;) Nawet nie o to chodzi, że nie mamy z kim dziewczyn zostawić, bo mamy ale jakoś się nie składa. O juz wiem! W styczniu (chyba) byliśmy na imprezie z moja siostra w klubie i najgorsze było to, że już od 7 nie moglam spać i gdyby nie to, że miałam sportowa kurtkę, a kozaczki pożyczone od mamy to poszlabym do dziewczyn zaraz jak się obudziłam, ale tak głupio wyglądało to zestawienie, że odpusciłam i czekalam aż reszta się obudzi i pojedziemy autem ;) Co prawda była godzina siódma i to w niedziele rano ale od mojej siostry do rodziców jest kawał drogi i to przez centrum to nie ryzykowalam, żeby się nie znaleźć na faszyn from Raszyn czy tego typu portal ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha ha, ależ Ty mnie potrafisz rozśmieszyć! Padłam przy Raszynie!:-))))))))

    Uff, czyli nie jesteśmy z tych supernadopiekuńczych, stukniętych rodziców!! ;-)

    OdpowiedzUsuń