O tym, że czasem bywa ciężko

piątek, września 16, 2016

Rozkładam na dywanie papierowe ręczniki. Błyskawicznie nasiąkają rozlaną herbatą. Podnoszę z podłogi kubek i słomkę, stawiam na nocnej szafce. Zbieram ręczniki i rozkładam nowe, lekko dociskając je do podłoża. Wrzucam je potem do foliowego worka razem z zużytą pieluchą.
- Okropną masz pracę - mówi cicho Seniorka.
Siedzi na krześle sanitarnym, tuż obok łóżka. W koszuli nocnej i wełnianych skarpetach, chociaż w pokoju powietrze ciężkie i lepkie. Przygląda się temu, co robię.
- Nic strasznego - próbuję nadać własnemu głosowi lekkie brzmienie. - To samo robię w domu, mam małe dziecko. Samo życie - puszczam do niej oko.

To jedna z tych nocy, kiedy nie stać mnie na naturalny uśmiech. Zamiast niego jest ten wypracowany, wyćwiczony, który dolepiam do twarzy tuż przed przekroczeniem kolejnego progu kolejnej sypialni. Dwadzieścia osiem. Razy trzy. Plus wszystkie dodatkowe wezwania. (- Wiesz, że żużywam około stu par rękawiczek jednej nocy? - zapytałam kiedyś znienacka Inżyniera.) Zapadam się w sobie, tracę poczucie sensu, z trudem usiłuję przypomnieć sobie, dlaczego właściwie to robię. Po co.
Wiem, że to nie tylko zmęczenie. Ono też, trochę większe niż zwykle, ale nie tylko. Nauczyłam się zasypiać na mikrosekundy zawsze wtedy, kiedy akurat nie muszę nic. Na stojąco przy łóżkach Seniorów, kiedy ktoś inny wypełnia dokumentację. Na siedząco na podłodze, kiedy to ja piszę w kajetach. Wiecznie te same formułki, ta sama składnia, te same idiotyczne tabelki, do których jedynie my zaglądamy. I tylko daty się zmieniają. Zamykam więc oczy i przez chwilę odpoczywam.

Ale tylko przez chwilę, bo to jedna z tych długich nocy, kiedy już nie chodzi tylko o sen. Mam dość.

Siadam na fotelu naprzeciwko Seniorki. Milczymy. Mój wzrok pada na ślubną fotografię w sepii wiszącą na ścianie. On wyprostowany jak struna, w ciemnym garniturze, ona w lejącej sukni, z długim do ziemi welonem. Wyglądają na bardzo młodych. Patrzę na zdjęcie, próbując zrozumieć, co jest z nim nie tak. Dopiero po chwili dociera do mnie, że to ich twarze. Nigdy nie widziałam ślubnej fotografii sprzed tylu lat, na której młoda para wyglądałaby tak promiennie.
- Piękne - mówię do Seniorki, wciąż wpatrzona w portret.
Starsza pani uśmiecha się leciutko, jakby z rozmarzeniem.
- Mieliśmy wtedy po 22 lata - mówi po chwili ciszy.
Poznali się cztery lata wcześniej, przeżyli wspólnie ponad pięćdziesiąt. On odszedł dwadzieścia lat temu, ona samotnie dobija do dziewięćdziesiątki. Sprowadzili na świat czworo dzieci.
- Kochałam go do szaleństwa.
I loved him to bits.
Jej głos jest miękki. Tak miękki, że prawie wtapiam się w fotel.

Nie da się zamknąć życia w kilku zdaniach, ale sposób, w jaki ona o nim mówi, sprawia, że niemal widzę całe to jej życie, ten kalejdoskop zdarzeń tak podobnych do tego, co w wielu innych historiach i w innych wcieleniach. Bo w gruncie rzeczy wszyscy mamy podobnie, przeżywamy wzloty i upadki, kochamy, nienawidzimy, cierpimy, psujemy i naprawiamy.  Chciałabym wierzyć, że odchodząc, każdy myśli o kimś, o kim mógłby powiedzieć, że kochał go do szaleństwa.

Seniorka daje znać, że toaleta skończona. Pomagam jej wstać, umyć się, wrócić do łóżka. Starsza pani jest w pełni mobilna, ale nie wolno nam zostawiać jej samej. Niedawno upadła, czego efektem jest podskórny wylew na pół twarzy i guz wielkości pięści małego dziecka na czole. Kiedy Seniorka siada na łóżku, kucam naprzeciwko niej i pytam, czy jeszcze czegoś potrzebuje. Widzę, że jest smutna.
- Nie, kochanie, idź już, bo wiem, że masz pracowitą noc. Czasem czuje się tu taka samotna, ale ty nic nie możesz na to poradzić.
Po czym łapie mnie za rękę i mówi, że dziękuje mi za tę niewdzięczną pracę.

Wychodzę, bo muszę, mój pager już od dłuższej chwili dzwoni jak oszalały, choć wolałabym zostać w tym pokoju, przy Seniorce, która może przez tę jedną noc czułaby się choć trochę mniej samotna.

Za progiem znów dopada mnie rzeczywistość. Wciąż jestem zmęczona, bardziej niż zwykle i jeszcze bardziej zniechęcona polityką Błękitnej. Odliczam tygodnie do urlopu i miesiące do końca tego rozdziału. Jeszcze chwila, jeszcze moment.

I tylko ten jeden uścisk dłoni starszej pani pomaga mi przetrwać resztę nocy.

You Might Also Like

13 komentarze

  1. Faktycznie musiała go bardzo kochać, mimo uplywu lat, czwórki dzieci to ona po jego śmierci czuje się samotna. Piękna milość i niewdzięczny los. Przy pierwszym razie kiedy czytałam plakalam jak bóbr, a w pracy jestem więc musiałam się ewakuować do łazienki.
    PS. Zdjęcie Rudolfa przednie - właśnie je zobaczyłam, cudo :)
    PS. II Szykujesz ewakuacje na czas kiedy Fruziak będzie szła do żłobka? Zaczniesz pracować na normalna dzienną zmianę?
    PS. III Zabierz mnie na urlop!!!! Od mojego minęło już tyle czasu, że zapomniałam jak to jest mieć wolne.... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że Rudolf uroczo wygląda? Obiecałam sobie, że będę zerkać na tę fotę za każdym razym, kiedy gadzina mnie wkurzy! (Czyli dość często;-))

      Tak, ewakauacja nastąpi w nowym roku. Fruzia startuje ze żłobkiem w kwietniu, ale wiem, ile ostatnio zajęło mi znalezienie pracy, więc już się rozglądam, nawet jeśli nowa praca miałaby przyspieszyć żłobkowanie. W zeszłym roku nie byłyśmy gotowe na rozstanie, teraz wiem, że kiedy Fruzia skończy 2 latka, obie będziemy.

      :-)))) Właśnie dlatego wybraliśmy październik na wyjazd:-) (No dobra, miał być wrzesień, ale był problem z urlopami. Może Cię zmieszczę w podręczny...:-)

      Usuń
    2. Matkobosko, ile literówek zrobiłam!

      Usuń
    3. Literówek nie zauważyłam - pewnie dlatego, że sama ich robię duuużo :) W podręczny mówisz? To chyba muszę Chodakowską przez 24h na dobę uprawiać to może się uelastycznię na tyle, że się schowam? :D

      Usuń
  2. Podziwiam Cie za to samozaparcie w pracy....A starosc jest paskudna....heh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samozaparcie to w sumie dobre określenie... ;-)

      Usuń
  3. Jest w Tobie taka wrażliwość, TAKA wrażliwość, że niesamowicie mnie rozczulasz. Wiesz?
    Mają tam szczęście, że Cię mają pod ręką.
    Nawet jeśli zmęczoną, zniechęconą, poganianą.
    Żadne bowiem zmęczenie i frustracja nie zmyją z Ciebie umiejętności współ-odczuwania. Czucia.
    Jak mawiał profesor Dmuchawiec;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem właśnie wydaje mi się, że muszę odkładać wszelką wrażliwość na bok, żeby zdążyć ze wszystkim, a przy tym pomyśleć o sobie i nie obalić się ze zmęczenia. Innym razem z kolei wydaje mi się, że trochę właśnie trzeba tej wrażliwości zachować, żeby to zaganianie nie odbiło się na Seniorach. Tak czy owak, czucie się przydaje;-)

      Choć czasem dręczy jakiś tam wyrzut, że tu było za szybko, a tam byle jak. Dzięki! :-*

      Usuń
  4. Bylam. Przeczytalam. Nie dam rady nic istotnego napisac. Wszystko juz powiedzialas.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem pełna podziwu dla Ciebie. Nie wiem, czy sama dałabym radę - choćby ze względów czysto fizycznych i ograniczeń mojego organizmu, który absolutnie nie potrafi funkcjonować w godzinach nocnych i zamienić sobie nocy z dniem. Wielki szacunek za to, co robisz - w takich miejscach pracuje się chyba wyłącznie z powołania i z wielkiej empatii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... albo jak ja, z chęci zostania z dzieckiem w domu:-) Prawdą jest natomiast, że ten rodzaj pracy do momentu pójścia Fruzi do żłobka wybrałam celowo, bo czułam, że ze wszystkiego, w czym mogłam wybierać w takich okolicznościach przyrody, ta praca jest najbliższa mojej osobowości. Wiesz, ja jestem tam na chwilę, przyszłam i za chwilę sobie pójdę. Ale pracują ze mną dziewczyny siedzące w opiece nad seniorami po 5-10 lat. I wciąż robią to z sercem, a to jest naprawdę ciężki kawałek chleba. Im należy się podziw, nie mnie, poważnie.

      (Choć powiedziałam ostatnio do Męża Mego po wyjątkowo ciężkim ciągu nocy, że przynajmniej czegoś się o sobie dowiedziałam. Jestem twardsza niż mi się wydawało. Dobrze czasem dostać taką lekcję od życia.)

      Usuń
  6. Powiem ci, że ja tę pracę traktuję jak prawdziwe powołanie. Wiem, że to głupio brzmi, ale tak to czuję, to tu się spełniam i taką pracę chcę wykonywać. W Polsce pracowalam w takim domu, ale byłam tam derektorem. I absolutnie nie czułam się na swoim miejscu.Teraz czuję, że robię to co chcę. Dziwne, nie?

    Toterama

    OdpowiedzUsuń