Fruzia - odsłona dziewiętnasta

poniedziałek, września 12, 2016

(Wrócił! Wrócił laptop!)

Sprytna jest. Udając, że skupia się jedynie na łobuzowaniu, uważnie rejestruje wszystko, co się wokół niej dzieje, aby w razie czego wytoczyć własne działa.
- Wiesz, nie potrafię być stanowcza w kwestii tych smoczków - wyznałam któregoś dnia Mężowi Memu. - Pomyślałam więc, że może poczekamy aż Fruzia pogubi wszystkie dydki, kolejnego nie kupimy i tym sposobem sprawa sama się rozwiąże.
Tego dnia Tasman pozbyła się na spacerze kolejnego ze swych przyjaciół i z bogatej kolekcji zostały już tylko dwa smoczki.
- W tym tempie za miesiąc Fruzia powinna być naturalnie odsmoczkowana - przekonywałam Inżyniera.
Mąż Mój z powątpiewaniem przyjął moją teorię, aczkolwiek w tych sprawach zwykle zdaje się na mnie, więc tematu nie podjął. W przeciwieństwie do córki naszej, która wieczorem pojawiła się w kuchni w towarzystwie trzech dydków.
- A skąd ty masz trzeciego? - wykrzyknęłam zdumiona, otrzepując pomarańczowego przyjaciela z kurzu.
Fruzia uśmiechnęła się triumfalnie.
Sądząc po bałaganie, który zostawiła w pokoju, wygrzebała go gdzieś z dna pudła z zabawkami, których ostatnio nie obdarza większym zainteresowaniem.
- Mądra Fruzia - Inżynier przybił piątkę swej małej, charakterologicznie upartej kopii.
Oszacowałam w głowie prawdopodobną liczbę smoczków, które tkwią gdzieś ukryte po kątach Piątej Chatki. Wygląda na to, że opatentowane przeze mnie naturalne odsmoczkowanie nastąpi u nas na progu podstawówki.

Naśladowanie wszystkiego, co robimy, weszło w fazę zastanów-się-rodzicu-dwa-razy-zanim-coś-uczynisz. Teraz już nie tylko zmywa sobie makijaż z powietrza, ale też robi pedicure, smaruje się kremem z filtrem, usiłuje przechadzać się w naszych kapciach albo wkładać je na łapy sierściuchowi. Jego samego przywołuje na spacerze histerycznym Gaga! Gaga! Wygląda komicznie, kiedy tak wydziera się na środku pola, stojąc pośród nieskoszonych traw siegających jej kolan, poklepując się po udzie i tłumacząc Rudolfowi tonem nieznoszacym sprzeciwu, że natychmiast powinien do niej przybiec, skoro pani woła. (Tylko czekać mojego kurwa, Rudolfie, chodźże tu, łachmyto jedna!) Kiedy przytulam ją zapłakaną i uspokajam, głaszcząc po plecach, automatycznie zaczyna robić to samo - wisi na moim ramieniu, jedną ręką obejmuje mnie za szyję, a drugą delikatnie poklepuje po łopatce, wciąż przy tym chlipiąc. Zupełnie jakby próbowała mi powiedzieć - no już dobrze, mamo, już dobrze. Z telefonem przy uchu wygląda tak, jakby się z nim urodziła. Spaceruje tak po pokoju, a ja zastanawiam się, czy patrzę właśnie na odbicie swoje czy może Inżyniera. Dobrze, że żadne z nas nie pali. Oszczędzamy sobie widoku Fruzi strzepującej niewidzialny popiół do całkiem prawdziwej popielniczki.

A ten jej belferski palec!
- Nie wolno! - mówimy, wywijając młynki palcem wskazującym.
- Nenelele - mówi Fruzia, radośnie odgrażając się Rudolfowi.
Wystarczy pokazać jej gniazdko elektryczne w "Księdze Dźwięków", a mały palec natychmiast zaczyna wirować w powietrzu.
Musimy bardziej świadomie korzystać z gestykulacji, bo jeśli Fruzia zacznie praktykować takie metody w przedszkolu, personel Różowej uzna je za kolejne dziwactwo naszej kultury.

Szybko pojęła, że NIE to w gruncie rzeczy bardzo przydatne słowo, więc na wszelki wypadek (nad)używa go w większości sytuacji.
- Chcesz zupy? - pytam.
- Ne - Fruzia stanowczo kręci głową, po czym wyciąga mi z dłoni łyżkę i pakuje ją sobie do buzi.
- Wody? - pokazuję jej kubek niekapek.
- Ne - mówi Tasman i wkurza się, że odkładam kubek na blat w kuchni.
No przecież wyraźnie mówiła, że chce! Że chce się z niego napić i spać z nim. Mówiła wyraźnie!

Wciąż mówi nam cześć. Uzmysłowiłam sobie, że to jedno z najczęściej używanych przez nas słów. Cześć kiedy się budzi. Cześć kiedy idzie spać. Kiedy jedziemy do pracy, wracamy z niej, albo kiedy wychodzimy z łazienki, do której mała zaczyna się dobijać dwie sekundy po zamknięciu przez nas drzwi od środka.
- Sze - mówi więc i ona, machając dłonią albo wyciągając ją do góry w geście luzackiego pozdrowienia.
- Sze - wita robotników za siatką, którym właśnie wybiła pora lunchu. Pospiesznie zwijam ją z ich widoku, doskonale wiedząc, że jedno sze prowadzi do drugiego i ani się obejrzę, a Fruzia będzie miała nowych znajomych, a ja zagwozdkę. Nigdy nie rozumiałam języka budowy.

Sama w kuchni robi większy bałagan niż nas dwoje. A odkąd w przypływie natchnienia przeniosłam ją do salonu (różową kuchnię, nie Fruzię), czasem mam problem z określeniem swojego położenia w Piątej. Slalomem omijam plastikowe noże, tosty walające się na dywaniku (zapewne czerstwe i masłem do dołu), kubki po soku z powietrza i pogniecione butelki po ketchupie. Zastawę Fruzia musi mieć bogatą, bo jakoś nigdy nie widziałam jej zmywającej naczynia. Zresztą, zlew pokrył się kurzem, a kran urwała. Pamięta za to nad wyraz często, żeby włączyć ledowe oświetlenie nad tym syfem.

Z Rudolfem zazwyczaj trzyma sztamę. Razem wyżerają płatki kukurydziane z miseczki - on czeka na pozwolenie, ona ładuje mu płatek po płatku do pyska. Po dwóch łyżeczkach jogurtu wyrywa mi kubek z ręki i leci do sierściucha, żeby ten dokończył dzieła. (Jeśli nie wyliże pojemnika zbyt dokładnie, Fruzia po nim poprawia.) Denerwuje się, kiedy zbyt długo zwlekam z przyprowadzeniem szczekającego furiata z ogródka.
- Ma-ma-ma-ma! - krzyczy. - Gaga!
On pomaga jej w modowych stylizacjach. Getry na małej głowie i ponczo z różowego kocyka, w którym on, korzystając z jej wskazówek, wyżarł i wydrapał otwór akurat w rozmiarze Fruziowego łebka, to ostatni krzyk mody. Albo pampers na szczycie, a na rękach pasiaste skarpety z dziurami. I gotowe. Można iść na spacer.

Choć czasem on ma dość tej miłości, tego jej przytulania i tarmoszenia, więc chowa się w sypialni pod łóżkiem, ale niechże tylko Fruzia przyniesie piłkę i zaprosi go do zabawy, a wszelkie urazy znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dzięki temu dziecię na każdego psa reaguje entuzjastycznie i nie przeszkadzają jej inne sierściuchy oplatające ją całą mokrymi jęzorami w trakcie spaceru po parku. Ani kozy i osły wystawiające swe pyski przez siatkę w oczekiwaniu na marchewkę. (A to z kolei wpływa na poszerzenie międzygatunkowych zdolności komunikacyjnych u miejskiej matki, dotąd uważającej zwierzęta farmerskie za zagrażające jej cennemu życiu. Nie wiem właściwie, dla której z nas była ta wycieczka.)

- Wy jakoś inaczej teraz wychowujecie dzieci, tak bardziej na luzie - rzekła razu pewnego Mamuśka, patrząc jak Fruzia pochłania najpierw wodnego loda, a następnie ogórka pokrojonego w słupki.
- Czy ja wiem... ? - zamyśliłam się. - Ja wcale nie jestem taka wyluzowana.
Przypomniałam sobie te wszystkie nocne schizy, że Fruzia zaginęła nam w pościeli, ten niepokój, czy nie jest głodna, czy gorączka spadnie i czy nie daję jej zbyt wiele herbatników, bo cukier to samo zło.
- Wiesz, ja nie dawałam wam ogórków zielonych, bo przecież wątroba nie da rady, lodów też nie, bo zaraz gardło będzie chore, czapeczka zawsze była na głowie, a skarpetki na nogach - wyjaśniła Mama.
(Dobrze, że nie odwrotnie.)
- Eee tam - machnęłam ręką w powietrzu. - Za dwadzieścia parę lat Fruzia może będzie mamą i wtedy to mnie włos się zjeży na głowie, jak popatrzę, co wyprawia ze swoim dzieckiem. W gruncie rzeczy nasze wychowywanie Fruzi niczym nie różni się od waszego wychowywania nas.

Klucz do szczęśliwego dzieciństwa pozostaje przecież ten sam.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Mam wrażenie, że sendo słowa "nie" nie jest w tym wieku do końca zgłębione. U nas wszystko wskazuje na to, że najsurowsza jest ochronka, bo Grudka używa nie tylko w wersji niemieckiej. A najczęściej we frazie "Nein, danke!" ;) Chcesz ciasteczko? Nein, danke! Pomóc ci włożyć buty? Nein, danke! Przytulić się? Nein, danke!

    p.s. Cieszę się, żeśmy wszyscy wrócili, łącznie z Twoim laptopem.
    p.s.s. Twój cykl o niepłodności - bardzo mocny. Do dziś nie wiem jak skomentować. Ale dziękuję. Bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech się dziewczyny uczą w każdym możliwym języku. Toż to jedno z najpożyteczniejszych słów, choć czasem tak trudne do wyartykułowania. A Grudka... ach, jakaż uprzejma, nawet kiedy odmawia!:-)

      P.s.s. :-*

      Usuń
  2. Laptop z naprawy wita Fruziowym postem, więc czegóż chcieć więcej? (np. zdjęć :)
    U Was smoczki, a u mnie cały czas problem obrzyzania paznokci - do krwi niekiedy. Już nawet zakladałam małemu Potworowi rękawiczki (zimowe w środku lata!!), wtedy dopiero się śmiała, tak jej się podobało... ehh.
    Rośnie Wam ten Fruziak, rośnie. To naśladowanie jest rozkoszne co? :)
    Jak się już rozgada to nie zatrzymacie słowotoku ;) A te słowne perełki zapisuj i trzymaj, bo to szybko ucieka :)
    Kasień zaczyna tworzyć proste zdania, takie dwu - trzy wyrazowe, ale nadal komunikuje się z nami pjedynczymi wyrazami. Chyba, że śpiewa piosenki - wczoraj w pociągu: sto lat, żyje nam, sto lat, żyje nam dziny (urodziny)!!!, będzie bawa, będzie działo, nocy mało no i przeróżne disco polo ;) Na szczęście zna jeszcze kołysankę aaa kotki dwa i uciekaj myszko do dziury, więc nie samą biesiadą człowiek żyje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia powiadasz... Ja to się nawet boję myśleć o bałaganie, który zapanował w laptopie i aparacie!

      Ja też z gatunku obgryzaczy. Mamuśka twierdzi, że niemal od urodzenia. I nic nigdy nie pomagało, do tej pory to mój problem.

      Kasiny repertuar rozbrajający. Wnioskuję, że po rodzicach takie upodobania muzyczne ;-)

      Usuń
  3. Nie no boska jest:-D oj jakby sie dobraly z Gwiazdeczka byloby hulaj dusza piekla nie ma! Moja zaczepia wzrokiem tzn ( stanie i sie patrzy jak ktos jest pochloniety rozmowa to stoi do skutku ) na ludzi a jak czasem zaproponuja cos do jedzenia jest wniebowzieta, dobrze ze pytaja czy moga jej dac. Obled .Je wszystko jak odkurzacz i z ziemi i z podlogi jak cos spadnie nawet jedli cos Synrk nie dokonczy zostanie wrecz wchloniete przez Gwiazdeczke .Wy tez chyba nie macie problemu z jedzeniem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jedzenie tak, od każdego i wszędzie! Najwyżej wypluje, ale posmakować musi. Teoretycznie powinnam mieć w domu czysto, mając dwa samopracujące odkurzacze w postaci Fruzi i Rudego, ale jakimś cudem tak nie jest;-)

      Usuń