Rodzinne dialogi (3) [edycja dla niesfejsbuczonych]

poniedziałek, sierpnia 01, 2016

Inżynier trzyma Fruzię na kolanach. Po chwili podnosi ją do góry i zaczyna przenosić w powietrzu ruchem wahadłowym z prawej do lewej, z lewej do prawej. Fruzia rechocze na całego, najwyraźniej uwielbia latać. Śmieję się razem z nią i zagaduję:
- Co robisz, Tasmanie?
Na co Inżynier wypala cieniutkim głosem Fruziaka:
- A tak się trochę waham, mamo!


(...)
Siadam na dywanie z talerzem makaronu w dłoni. Opieram się o sofę i zaczynam jeść. W ciągu sekundy mam ich oboje po obu stronach - Fruzię z lewej, Rudolfa z prawej. Nie muszę chyba dodawać, że mała skończyła jeść trzy sekundy wcześniej.

Fruzia twardo stoi przy mnie, trzymając się jedną ręką sofy i opierając się o nią bokiem. Tak bardzo chce, żebym podzieliła się swoim posiłkiem, że prawie wkłada mi głowę do talerza! Śmieję się z niej, ale częstuję ją (oraz sierściucha) strawą, a jakże. Jeszcze mi życie (jej i moje własne) miłe! W tych warunkach oczywiście nie da się normalnie jeść, więc za chwilę kawałek makaronu ląduje na mojej bluzce. Zanim zdążę zareagować, Fruzia błyskawicznie schyla głowę i z rozkosznym "mmmmmmm" zjada makaron wprost z mojej bluzki...

Moje dziecko, Szanowni Państwo.

(...)
- Boże, jaka ona jest piękna! - mówi Inżynier o Fruzi, wpatrując się w nią cielęcym wzrokiem.
- Nooo - przytakuję.
Milkniemy. Słychać tylko rozgrzane do czerwoności procesy myślowe u mnie i u niego.
- Może nie powinniśmy jej tak ciągle powtarzać, że jest taka śliczna, żeby nie była próżna w przyszłości - mówi on.
- Ale niech zna swoją wartość, żeby nie miała kompleksów, chociaż z drugiej strony faktycznie, mówmy jej częściej, że jest mądra i fajna - dorzucam swoje pięć groszy.
Cisza.
- Ale przecież ona jest śliczna! - zachwyca się zakochany ojciec.
- To może wymyślmy coś innego - proponuję.
Myśli więc.
- Jesteś taka kształtna, Fruziu! - decyduje wreszcie.
Kształtna!

(...)
On zabukował bilety na nasz jesienny wypad do Hiszpanii. Cieszymy się jak dzieci. 
- Odświeżę sobie te resztki hiszpańskiego, które zostały mi w głowie - ekscytuję się.
(Czytaj: 3 zdania na krzyż. Z pierwszej lekcji.)
I natychmiast uskuteczniam powtórkę:
- Będę zamawiać ci piwko: Una cerveza por mi marido, por favor - lanszę.
(Po namyśle: lanszę z błędami...)
Jemu natychmiast zaczynają błyszczeć oczy. Najwyraźniej docenia siłę mojej miłości do niego (oraz mych zdolności lingwistycznych), bo postanawia się zrewanżować.
- Ja też ci zamówię - mówi przymilnie.
I wypala "po hiszpańsku":
- Una cerveza for mia stare, por favor!

(...)
Ósma wieczorem. Dzwonię do Mamuśki, bo chwilę temu słyszałam, jak się do mnie dobijała. 
- Dzwoniłaś do mnie - mówię.
- Nie. To ty dzwoniłaś, miałam nieodebrane połączenia, więc tylko ci puściłam sygnał, żebyś weszła na skypa - słyszę.
(Nie przypominam sobie.)
- Nie, ja nie dzwoniłam. Fruzia też nie, bo właśnie zdążyłam ją uśpić.
- Aaa, ja już sama nie wiem - Mamuśka ziewa mi do słuchawki. - Obudziłam się przed chwilą.
Rodzice odsypiają wakacyjne wojaże, więc rozumiem.
- Wiesz co, to może pogadajmy jutro - proponuję.
- Ale może wejdziecie jeszcze na skypa? - prosi przymilnie Rodzicielka.
- Ale Mamuśko, Fruzia właśnie usnęła - tłumaczę. - Pogadajmy jutro.
- To ja jej dziś nie zobaczę? - pyta zawiedziona Babcia. - To może tak za godzinkę jak się obudzi, chociaż na chwilę? - nalega Mama.
Yyy?
- Ja mam właśnie nadzieję, że się nie obudzi - mówię lekko zdziwiona. - Przecież nie będę jej budzić na sesję skypową!
- No ale chyba nie będzie spać cały dzień? - Rodzicielka Moja jest równie zaskoczona.
- Cały dzień? - pytam, dokonując dziwnych kalkulacji w głowie.
I wtedy do mnie dociera.
- Mamuśko, jest ósma godzina, to prawda, ale ÓSMA WIECZOREM! - wybucham śmiechem.
W słuchawce cisza.
- O cholera! - słyszę. - Myślałam, że to już rano!

(...)
Rudolf znowu ucierpiał przez Tasmana, więc łapię małą uciekinierkę, kieruję ją delikatnie ku sierściuchowi i nakazuję:
- Przytul się do niego.
Fruzia radośnie pędzi do Rudego i wtula się w jego sierść. Rudolf patrzy na nią bardzo nieufnie.
- A teraz przeproś go za swoje zachowanie - mówię.
- A! - rzecze dziecię, nadal tuląc do siebie żywą maskotkę.
- Brawo - chwalę za odpowiednią postawę. - To teraz jeszcze obiecaj mu solennie, że już nigdy, ale to nigdy więcej nie będziesz ciągnąć go za jajka...

Sama czasem nie wierzę w to, co trzeba mówić dziecku!

You Might Also Like

13 komentarze

  1. Oj tam oj tam mycw kółko powtarzamy naszym dzeciakom jacy sa wspanuali piekni i w ogóle -synkowi sodowa nie uderzyła przez to więc robimy to dalej ;-) . Rozmowki po hiszpańsku sa extra :-) ach zazdraszczam pohwchalabym i ja uwielbiam Hiszpanię! Mamuska straciła poczucie czasu ale co tam szczęśliwi go nie liczą :-).Biedny Rudolf.... ilez On sie wycierpu z tym Fruziakiem ehc buziaki dla Was i pogladkanu dla Rudego..

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam za literowki:-p o zgrozo mMam nadzieję że rozczytasz :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odczytalam wszystko - nie przejmuj sie literowkami, od razu widac, ze zlapalas chwile oddechu od swojej dwojki:-) :-**

      Usuń
  3. Ale my juz te komentarze wszystkie czytalismy........

    OdpowiedzUsuń
  4. I te wszystkie przypowiesci rowniez.......To zamierzone dzialanie?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halo, edycja dla niesfejsbuczonych! :-)

      Usuń
    2. A teraz sprawdzam, czy nie publikowalam juz jakichs tutaj, bo moze sie zapedzilam...

      Usuń
  5. Hhaahhahaaha jednak chyba tak....Ale ja nie mialam nic zlego na mysli nie chcialam Cie upominac......Zebys zle tego nie zrozumiala......Po prostu tak czekam na twoje posty ,ze chce wciaz cos nowego czytac bo uwielbiam Twoje pisanie.....Tak,ze wszystko ok. Pozdrowienia dla calej rodzinki,a zwlaszcza dla pieska bo mam goldena i wiem,jakie to cuda.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, wcale tego źle nie zrozumiałam :-) To znaczy, że coś z tego już tu było? Bo ja nic nie znalazłam! Chyba ślepa jestem :-) Idę szukać dalej ;-) PS. Nasze cudo właśnie siedzi obok mnie i śmierdzi, bo deszcz pada, a on wynurzał się w krzaczorach! Również pozdrawiam!

      Usuń
  6. Ale przestan i nic nie szukaj.......Nasz tez zawsze smierdzi jak pada deszcz,ale tez jak jest upalnie i codziennie wchodzi do rzeki,zeby sie ochlodzic......Takze z pieskami jest zajecie i sporo pracy,ale sa tak kochane,ze wszystko im wybaczamy......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestałam, ha ha! :-) Głaski dla psiura!

      Usuń
  7. Droga Litermatko!
    Czytam, czytam, czytam... rozgotowałam pierogi, ale dalej czytam... Masz świetne pióro!
    My co prawda ze ślubnym żyjemy sobie w Polsce, ale przynajmniej kawałki naszych serc wyemigrowały do UK. Z różnych powodów Wyspy są nam bardzo bliskie, tym bardziej miło poczytać o życiu tam, choćby pomiędzy wierszami. Masz też pozytywnie kosmiczną rodzinkę :) Najbardziej Ci chyba zazdroszczę relacji Mamuśki z Drugą Mamą, bo chociaż moja Teściowa również zdecydowanie odbiega od stereotypu krzykliwej jędzy, to jakoś z moją mamą nie złapały kontaktu. No i masz psa :) A że ze mnie psiara straszna, to już jestem całkiem rozanielona.
    Zatem pisz, a ja na pewno będę tu częstym gościem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, dziękuję za ciepłe słowa, choć tych pierogów trochę żal, bo uwielbiam!:-)

      Tak, z całą czwórką rodziców ułożyło nam się nadzwyczaj dobrze, między nimi to wręcz wzorcowo, bo my względem swoich własnych rodzicieli to czasem rogi pokazujemy; zresztą oni względem nas również. Ale wspierają nas w naszych najbardziej dzikich pomysłach (patrz: wyjazd do UK, kiedy oboje mieliśmy dobre, cokolwiek to znaczy, prace i tzw. ustabilizowane życie; posiadanie psa; zakładanie biznesu, pomysł na porwanie dziecka z Chin, gdyby nasze plany prokreacyjne się nie powiodły...) Są kosmiczni. Ale to cudownie, że Twoja Teściowa też odbiegająca od dowcipnej normy, najważniejsze, że obie Mamy sa w poprawnych układach (jak wnioskuję), pewnie wielu ludzi marzy o takich zwykłych, bezkonflikotowych relacjach.

      Ja też zaglądam do Ciebie, nurkuję w archiwum i bardzo mi tam dobrze:-)

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń