#NiepłodnościNieWidać: O wsparciu

wtorek, sierpnia 16, 2016

Nie trzeba wielkich i wzniosłych słów. Czasem wystarczy pomilczeć. Popłakać wspólnie. Posłuchać. Być.

Maj 2013

Noc. Zdająca się nie mieć końca. Dookoła cisza, a w duszy zawierucha. Moja dłoń zaciśnięta w jego dłoni. Wszystko będzie dobrze, obiecuję. Trzymam się tej obietnicy tak kurczowo, jakby od niej zależeć miało nasze istnienie. Zupełnie jak kiedyś, dawno temu, w poprzednim życiu, kiedy zasypiałam, przełykając łzy, a Mama trzymała moją dłoń i obiecywała to samo. Uwierzyłam jej wtedy, a ona miała rację.

Tak samo dziś wierzę jemu.


(...)

Kiedy wyklinałam Boga i jakikolwiek sens życia, napisała, że nieważne w jaki dokładnie sposób, ale ona wierzy głęboko, że ta historia dobrze się skończy, bo nasze serca pomieszczą każde dziecko, które znajdzie drogę do naszej rodziny.

To zdanie trzyma mnie na powierzchni i nie pozwala utonąć.

(...)

Pociesza na swój sposób. Mówi krótko i konkretnie. Żeby znaleźć najlepszych lekarzy, żeby nie martwić się o pieniądze. I milczy. Słucha jakby z oddali, zwykle nie ma go w kadrze. Ale.

Niedawno napisał jedynego smsa w tym temacie. Że on i Mamuśka będą kochać każde dziecko, które do nas trafi.

Wrzesień 2013

Dzwonię do Mamy, choć przed chwilą wysłałam jej wiadomość, że transferu nie będzie. Nie przeszłoby mi to przez gardło.

Odbiera.

Cisza na łączach. Nie jestem w stanie nic z siebie wydusić. Fuck.

Po chwili obie tylko chlipiemy.

W zasadzie powiedziałyśmy już wszystko. 

Bez słów.

Kwiecień 2011

Rozmawiam z Wielkim Bratem. Ja oczywiście ryczę, on pociesza.

- A jak się nie uda, to adoptujecie, sama mówiłaś, że chcielibyście. Bo bez dzieci to chuj, serio. Ale wy będziecie je mieć. A poza tym, sister - Wielki Brat, kierowca karetki i ratownik medyczny, wpada w filozoficzny nastrój - ty wiesz, na jakie ja się przypadki w robocie napatrzyłem? To wszystko chuj, szkoda życia na zamartwianie się. Jesteście zdrowi i jesteście razem.

Cisza. (Przerywana moim chlipaniem.)


- Ale coś w tym jest, wiesz? Hołota się rozmnaża jak króliki, na melinach zdrowe dzieci się rodzą, chociaż nikt się nimi nie zajmuje, a tu o jedno upragnione trzeba walczyć... Takie życie, ale nie łam się, będzie dobrze!

Sama już nie wiem, czy wciąż płaczę, czy może już się śmieję. W pocieszaniu Wielki nie ma sobie równych!

Kwiecień 2015


Jeszcze jej z nami nie ma, a zewsząd spływają gratulacje. Jej pokój tonie w podarunkach. Mój baby shower trwa już od tygodnia. Mój. Baby. Shower. Mój własny.


Festiwal radości. 

You Might Also Like

14 komentarze

  1. Bez wsparcia nie byłoby odbijania sie od dna i odległość nie ma tu żadnego znaczenia. Najważniejsza jest świadomość, że gdzieś tam jest ktoś kto zawsze odbierze, pocieszy, pomilczy i popłacze razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zgadzam się z Wielkim Bratem, bo bez dzieci to chuj jest :D

      Usuń
    2. A czasem wręcz odległość pomaga - bo pochlipiesz przez telefon w dogodnym dla ciebie czasie, a nie w kółko przy każdym rodzinnym spotkaniu. Ale tylko czasem pomaga ;-)

      Wielki ujął sedno sprawy w kilka prostych słów ;-)

      Usuń
  2. Bo Mamy maja wielka moc i ta nieziemska, nadludzka moca, wiara, wsparciem i miloscia pomagaja uwierzyc, ze niemozliwe nie istnieje. Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie wiadomo, skąd one to biorą. A chciałabym mieć taką samą moc dla Fruzi i reszty potomków.

      Usuń
  3. Duuuużo tego. Tyyyyle treści w tych zwięzłych wypowiedziach. "Ciężar gatunkowy" ogromny. Serce mi wali, jakby chciało wyskoczyć z piersi.
    Czasem klnę na los, dlaczego tyle lat muszę się zmagać z niepłodnością. Czemu tak długo przyszło mi czekać, rozpaczać, mieć nadzieję, upadać i podnosić się po raz setny. Ale czytając Twoją serię myślę... może tak musi być... może to musi tyle trwać, bo takie doświadczenia, w takiej ilości, o takiej intensywności byłyby nie do udźwignięcia, gdyby zebrać je wszystkie, na raz, w jednym czasie, do jednego wora. Muszą być chwile oddechu, wytchnienia, regeneracji, żeby nabrać sił i dalej pchać ten głaz, albo zmienić perspektywę i wybrać inną trasę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Twój Wielki Brat bardzo przypomina mojego:) Skarb!

      Usuń
    2. Wiesz, jak sama omiatam wzrokiem kolejne posty, to myślę to samo - że naraz to wszystko to byłoby za dużo. Ale na szczęście,jak sama słusznie zauważyłaś, w międzyczasie toczy się zwykłe życie (choć z tyłu głowy wciąż jedno) i ono jest taką odskocznią i wytchnieniem. Kto by pomyślał, że sam fakt chodzenia do pracy może tak pomagać!;-)

      Staram się nadawać pozytywne znaczenie temu,co nas spotyka. Staram się, co nie znaczy, że zawsze się udaje (patrz: powyższy post;-)). Trochę pewnie trąca to dopisywaną na użytek własny ideologią Pollyanny albo innej Ani z Zielonego Wzgórza, ale tak się łatwiej żyje, a poza tym pozwala to też złapać trochę dystansu do własnych problemów. Tak ma /miało być. Lubię tak myśleć, patrząc na Fruzię. Rozumiem jednak, że w obliczu prawdziwych nieszczęść niekoniecznie ta filozofia się sprawdza.

      Im dłużej to trwa,tym bliżej szczęśliwego finału jesteście. Powtarzam się, wiem. Ale naprawdę tak myślę.:-*

      Twój Wielki też strzela takimi tekstami? ;-)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Oj strzela;) I też jeździł na karetce:)

      Usuń
  4. Twój Wielki Brat dobrze mówi... Rodzi się tyle dzieci, które nie mają odpowiedniej opieki i warunków, a człowiek pragnie tylko tego jednego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... są też ludzie, którzy niszczą sobie zdrowie na własne życzenie, i ci walczący z nieuleczalnymi chorobami... są ludzie cierpiący głód i tacy, którzy z nadmiaru wszystkiego wyrzucają tony jedzenia... Takie życie. Dobrze prawi Wielki.

      Co oczywiście nie umniejsza wcale cierpienia tych, którzy chcą, nie mogą. Ech... :-*

      Usuń
  5. Co za rodzina! Ups, co za RODZINA! Złotymi zgłoskami ją. Miałabym ochotę wszystkich ich wyściskać.
    Takie wsparcie to rozumiem.
    I szczerze współczuję tym, którym go brakuje. Szczerze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Bo bez tego ich wsparcia byłoby nam bardzo,bardzo trudno.

      Usuń