#NiepłodnościNieWidać: O gorzkiej matematyce

sobota, sierpnia 20, 2016

Sierpień 2013

Liczę na palcach wszystkie ciąże i (>) wszystkie dzieci, które pojawiły się wśród znajomych i bliskich od początku naszych starań. Pierwsza piątka, dziesiątka, piętnastka... Rany boskie.

Kiedyś Matka Przełożona zapytała mnie, czy dobrze czuję się w bejbikowej sali i czy może nie chciałabym pracować ze starszakami. Szczerze zdziwiona odpowiedziałam, że nie, bejbikownia to moje  miejsce. Dopiero po chwili zorientowałam się, dlaczego pyta. Nie ona jedna zresztą. A ja nie mam problemu z pracą wśród Lucasów, nawet jeśli wracam do nich chwilę po nieudanym transferze. Jak zaczynają ryczeć wszystkie naraz i mam ochotę uciekać, wiem przynajmniej na co się piszę. Nie boli mnie patrzenie na dzieci przyjaciół. Kochanie ich.

Tylko ten moment, kiedy dowiadujesz się, że kolejna para dwa miesiące temu zdecydowała się na dziecko, a dziś informuje cię o ciąży, jest jak wielki, podświetlony baner, przypominający o tym, czego nie mamy. To boli. Nie fakt, że oni będą mieli dziecko, ale to, że my swojego mieć nie możemy, choć dla wszystkich wokół wydaje się to najprostszą rzeczą na świecie. Którą na dodatek - o szyderczy losie! - można zaplanować.

Za-pla-no-wać!

Teraz to wiem. Można się cieszyć i rozpaczać jednocześnie.
Z tego samego powodu.

Liczę tych, którzy zostali na planecie bezdzietnych. Mogę policzyć na palcach jednej dłoni. Ale i oni już za chwilę nas opuszczą. Już się ustabilizowali, mówią o dzieciach. Zostaniemy sami.

Choć i tak akurat w tej jednej, jedynej kwestii nigdy nie byliśmy z tej samej bajki.

Próbuję doliczyć się prawdopodobnej liczby bezowocnych cykli od rozpoczęcia starań. Ale jak to policzyć, skoro po drodze blokady, sztuczne menopauzy... Gubię się w okolicach trzeciej dziesiątki.

Co za żałosna praktyka.
Żałosna ja.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Oj, jak ja to dobrze znam i rozumiem!!! Też nie mam problemu, żeby się cieszyć szczęściem przyjaciół. Tak jak napisałaś, boli nasza bezradność, a nie ich radość. U mnie ten ból potęguje się wtedy, kiedyś w otoczeniu pojawiają się nieplanowane i niechciane ciąże. Jestem już w wieku 30+, więc takich niespodzianek zdarza się coraz mniej, ale jednak. Bliska koleżanka ma dwoje uroczych dzieciaków, oboje "z zaskoczenia". Kiedy zadzwoniła do mnie z informacją o drugiej ciąży, płakała. A ja wyłam razem z nią, tyle że z poczucia cholernej niesprawiedliwości losu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak, też pamiętam taką jedną, która wnerwiła mnie okrutnie. Bo oni trochę narzekali, że teraz to to, czy tamto się zmieni, choć ostatecznie się cieszyli. A ja za to ich marudzenie miałam ochotę w kosmos ich wystrzelić:-) Potem mi przeszło. Potem zresztą wiele emocji uleciało, kiedy zrozumiałam, że nie muszę ich tłumić, tylko otwarcie przegadać je w domu. Mąż Mój wszystko rozumiał w lot, to dawało wsparcie.

      Usuń
  2. Przychodzi taki moment, że ze znajomymi chodzimy na 18, pozniej wesela, rodzą się dzieci i nagle robimy się dorośli nie wiadomo kiedy :) Ot życie :)
    Nigdy nawet przez moment nie miałaś chęci rzucić tej pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, w myślach rzucałam ją bardzo często, ale nie dlatego, że sama nie mogłam urodzić dziecka. Po prostu chwilami myślałam, że oszaleję. A jednocześnie uwielbiałam moje bejbiki. Trochę jak w wielodzietnym rodzicielstwie ;-)

      Usuń
  3. Bardzo Cię rozumiem! Nie mogę przejść obojętnie (w sercu) obok tego, że a) ktoś po prostu ot tak zachodzi w ciążę b) planuje np. jaki mają mieć znak Zodiaku czy kiedy się urodzić (bo zimą bez sensu, na spacer ciężko wyjść...).
    No, nie umiem, no!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybkie zachodzenie w ciążę jeszcze uznawałam za normalne (to raczej nas uznawałam za odstających w tej kwestii), ale tych dywagacji nad znakiem zodiaku czy wstrzeleniem się w grafik planów nie mogłam zdzierżyć. Albo oznajmiania po pierwszym cyklu starań, że coś musi być nie tak, skoro się nie udało! Z drugiej strony mam świadomość, że to mogłabym ja tak mówić, gdyby nie to, że nam naprawdę bardzo długo sie nie udawało. Jesteśmy przewrażliwieni w pewnych kwestiach, to skutek uboczny tej całej małpy niepłodności.

      Usuń