#NiepłodnościNieWidać: O blokadzie

środa, sierpnia 10, 2016

Jedna znajoma poradziła mi egzotyczne wczasy pod palmami. Zupełnie jakby tropikalne upały zwiększały ruch, ekhm, w interesie. Inna, żeby odpuścić, przestać myśleć, a wtedy 'samo zaskoczy'. Nelly Rokita uznała, że zwykła kolacja przy świecach powinna wystarczyć. Przecież niepłodność to tylko problem psychiczny.

Lipiec 2011

Wokół niepłodnych roi się od samozwańczych ekspertów w dziedzinie medycyny prokreacyjnej.

- To na pewno blokada psychiczna.
- Oczyść głowę.
- Nie myśl, wyluzuj!

Dżizas. Jeszcze raz usłyszę o tej blokadzie, a zacznę strzelać!

Staram się być wyrozumiała. Tłumaczę więc sobie, że ludzie nie znają i nie rozumieją naszego problemu. Że niektórzy nie potrafią powiedzieć nic więcej ponad wyświechtaną frazę, bo zwyczajnie nie potrafią odnaleźć się w takiej historii. Tłumaczę sobie, że często chcą dobrze, poklepując lekko po plecach i każąc odpuścić, nie mając pojęcia, że przywołują o zawrót głowy albo chęć ucieczki. Niektórym po prostu brak wrażliwości, empatii, a jeszcze inni – od tych uciekamy jak najdalej – marszczą zabawnie czoło, sądząc zapewne, że wymyślam, że nie ma czegoś takiego jak niepłodność.

A niechże tak myślą. Ale dlaczego usiłują wmówić nam, że za bardzo chcemy? Że, omójboże, o niczym innym nie potrafimy myśleć, że jesteśmy zablokowani, a brak ciąży to tak naprawdę wina naszej psychiki, a nie jakiejś tam endometriozy? Nie polemizuję z tym, że przy problemie niepłodności psychika cierpi. Jeśli kiedykolwiek uznamy, że nie dajemy sobie rady z obciążeniem psychicznym, skorzystamy z profesjonalnej pomocy. Na chwilę obecną dajemy  radę. Bo psychika zwykle cierpi w efekcie choroby, najczęściej nie jest jej przyczyną! A nawet gdyby była, to czy naprawdę ktokolwiek ma prawo dodatkowo obarczać nas pseudopsychologicznymi diagnozami, potwierdzającymi, że nawet z własną psychiką nie potrafimy się dogadać, skoro nie ma nic prostszego od powołania na świat potomstwa, a my jednak mamy z tym problem? 

I - co najważniejsze – czy ktoś właściwie prosił tu o radę?

Jesteśmy otwarci, nie mamy problemu z mówieniem o niepłodności tym, którym chcemy o tym powiedzieć, choć czasem płacimy za to cenę. Wyluzuj. Oczyść głowę. Kurrrrwaaaa! 

I jeszcze ten stres.
- Za dużo pracujecie.

A więc to nasza wina. Pracujemy i bardzo chcemy mieć dziecko. A powinniśmy leżeć na kanapie i nie chcieć. To tak się w dzisiejszych czasach zachodzi w ciążę.

Więc jutro składam wymówienie. O. Pojutrze jedziemy na wczasy. Będziemy oczyszczać głowy i luzować się w spa.

Za te pieniądze z mojej ostatniej pensji.

Grudzień 2011

Gabinet lekarski. Kolejny.

Doktor Blondi przez dłuższą chwilę przypatruje się w ciszy temu, co widzi na ekranie monitora usg.
- Kochana, ty się nadajesz do in vitro - mówi w końcu.

Na koniec wizyty wypisuje mi receptę na clostilbegyt. Podaje mi ją, patrzy w oczy i rzuca:
- I nie daj sobie wmówić, że za bardzo chcesz. Walcz.

Jeszcze chwila, a wybuchnęłabym płaczem.
Nareszcie ktoś zrozumiał.

You Might Also Like

15 komentarze

  1. Każde jedno słowo... KAŻDE... jakbyś mi z głowy wyjęła. Mam odczyn alergiczny na wszystkie "wyluzuj", "za bardzo chcesz" i "nie stresuj się".
    Ale jest też we mnie dużo rezygnacji. Byłam kiedyś u lekarza, dumnie posługującego się tytułem dr hab n med. Zalecił mi metodę, która sprawdza się w 8 przypadkach na 10 (wśród jego pięci znajomych;p). Otóż mamy wyjechać na 8 (słownie OSIEM, nie mniej!) tygodni w egzotyczną głuszę (GŁUSZĘ, bo w miejskim zgiełku za sużo rzeczy rozprasza od seksu!). Ręce mi opadły i uznałam, że edukowanie otoczenia to walka z wiatrakami, jeśli nawet wykształcony lekarz takie farmazony plecie, grrrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omojboze!!! Mysle, ze w moim przypadku glusza jeszcze podnioslaby mi poziom stresu;-) Lekarze, niestety, bywaja niedouczeni. Ja tez kiedys trafilam na egzemplarz, ktory polecal sie luzowac, a nawet nie potrafil dokladnie omowic wynikow badan moich hormonow! Wiecej do niego nie wrocilam.

      Wiesz, my wszystkie chyba moglybysmy podpisywac sie wzajemnie pod swoimi postami. Wiekszosc z nas przezywa takie historie podobnie. (Ale nie wszystkie! Znam naprawde twarde sztuki, w sensie pozytywnym,ktore biora nieplodnosc na klate bez jednej lzy. To sie nazywa hart ducha!)

      Usuń
    2. Chylę czoła! Czapki z głów! Nikogo takiego nie spotkałam jeszcze (szkoda, bo mogłabym brać przykład), ale jeśli takie osoby istnieją to jestem pod wielkim wrażeniem! Wielkim!

      A z tą głuszą też Cię rozumiem całkowicie. Na studiach wyjechałam, pechowym zrządzeniem losu na jakiś czas do zapadłej dziury (rzeczonej głuszy;p). Po trzech tygodniach, gdy (już w wielkim mieście) na peronie wysypał się na mnie tłum spieszących się ludzi, w końcu odetchnęłam pełną piersią;)

      Usuń
  2. Taak... Też mam wrażenie, że ten post jest o mnie. Za dużo pracujemy, za dużo myślimy, za dużo "nie wyjeżdżamy". Mnie kiedyś jedna pani ginekolog powiedziała, że gadam bzdury, bo nie jestem niepłodna, tylko głupio planuję. Na pewno za to mądrze planują szesnastolatki, zachodzące w ciążę w dyskotekowym kiblu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w glowie sie to nie miesci, zeby ginekolog takie rzeczy opowiadal! Najwyrazniej ta kampania jest przeznaczona rowniez dla niektorych z nich...

      Usuń
  3. We mnie się wszystko gotuje jak słyszę, że to blokada psychiczna, że za bardzo chcemy itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Az wszystko chce w czlowieku krzyczec, prawda?

      Usuń
  4. Ja też nie mogłam już słuchać tego typu tekstów. Bo tak naprawdę moje osobiste "chcenie" akurat nie miało tu nic do rzeczy : to moje jajniki albo chciały ze mną współpracować - albo nie chciały; albo produkowały okazałe jajka - albo nie produkowały; albo pojawiała się na nich kolejna torbiel (będąca lub nie będąca zmianą nowotworową) - albo się nie pojawiała. I jakoś nawet tym sławetnym "wyluzowaniem" nie byłam ich w stanie w żaden sposób przekierować na inny tryb.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie. A najgorszy w tym wszystkim jest ton niektorych radzacych - brzmi to troche jak "zobacz, jaki ja jestem wyluzowany, trojka dzieci na koncie!". Oj, niektorym do glowy nie wpadlo, jakie mieli w tej kwestii szczescie, a nie zdolnosci do luzowania sie!

      Usuń
  5. Nie wiem co napisać, także taktownie pomilczę i sobie przemyślę to co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To wszystko co opisalas dziala jak jest sie zdrowym tzn nie ma sie problemow ginekologicznych.Moja znajoma zwolenniczka terazniejszej polskiej wladzy I zagorzala katoliczka do tego wszystkiego radzila mi jeszcze testy owulacyjne..... tiaa one moze skutkuja u zdrowych kobiet ale przy mojej chorobie kiedy sa baardzo nieregularne miesiaczki..to o kant obic...Dlatego szlag mnie trafia kiedy slysze takie teksty zeby wyluzowac wyjechac...jasne! To niczego nie zmieni ! Trzeba sie leczyc I byc pod lekarska kontrola przyjmowac leki (jak bylo w moim przypadku)...masakra! Juz sluchac tego nie da sie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego dobrze, ze sie o tym coraz czesciej mowi. Skoro problem taki powszechny, to i spoleczenstwo powinno wiecej o nim wiedziec. Moze wtedy wielu ludzi po prostu ugryzie sie w jezyk w odpowiednim momencie:-)

      Usuń
  7. Jakoś znajomo brzmi, choć u nas dominowało: "nie chciej" od pewnej znajomej. Fakt, u niej podziałało, nie chciała, a dostała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, jakie to w gruncie rzeczy proste - wystarczy nie chcieć! A my, głupie, chciałyśmy! ;-)

      Usuń