O tym, że czasem o nich myślę

piątek, lipca 08, 2016

To przebłyski tylko.

Kiedy po dobrym dniu pełnym wrażeń próbuję uśpić rozbawioną Fruzię, a ona przewraca się z boku na bok, wybuchając śmiechem i patrzy na mnie tak, jak tylko ona potrafi, czekając na kolejną porcję łaskotek. I łaskoczę ją, wiedząc, że przedłużam usypianie o kolejne dwadzieścia minut, bo po łaskotkach koniecznie trzeba pocałować ją w szyję raz i dwa. I jeszcze raz. I po trudniejszym dniu też, kiedy jest zmęczona, leży spokojnie przyspawana do smoczka, którego siłą z niej nie wyciągniesz, a jednak wciąż nie śpi. Powieki opadają, żeby za chwilę znów się podnieść, pokontemplować własne zmęczenie i poudawać, że to już za chwilę. Nadal ją głaszczę, a ona nie wie, że tak naprawdę to już mi się nie chce, bo dziś byłam trochę sfrustrowana i jedyne, o czym marzę, to położyć się spać. Ale kiedy się wreszcie położę, to przed zaśnięciem wstanę jeszcze raz, żeby sprawdzić, czy się nie odkryła albo nie powyginała w jakieś dziwne pozycje, od których rano będzie bolało ją ramię.

Patrzę na Fruzię i zimny pot mnie oblewa na myśl, że taki pająk jak ona, na chudych, kołyszących się girkach, w innych okolicznościach i przy innym splocie kosmicznych ścieżek szedłby do okna życia nieświadomy tego, że mamie odechciało się permanentnie. Że życie powaliło ją tak, że się poddała, złożyła broń i głucha na własne przebłyski, ruszyła na ten ostatni spacer ze swoją córką.

Zastygam zmrożona wizją, że w innych okolicznościach, przy innym splocie kosmicznych ścieżek i w zupełnie innym życiu to mogłabym być ja.

Gdyby postawić przede mną takich, co bez skupułów, nie miałabym litości. Gdyby rozstąpiło się wówczas niebo i boski głos zagrzmiał, że kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem, pomimo swoich win bodaj byłabym pierwsza. Taka ze mnie chrześcijanka. Kiedy jednak myślę o tych, którym ścieżki zaplątały się tak bardzo, że nie udało im się znaleźć drogi powrotnej, o tych, którzy niekoniecznie bez sumienia, to niemal czuję przez skórę, jak bolesne muszą być te krótkie chwile lądowania na ziemi, zrozumienia, co właściwie się stało i dlaczego. Obym w żadnym kolejnym wcieleniu nie dowiedziała się, jak to jest żyć ze świadomością, że ktoś inny tuli moje-nie-moje dziecko do snu, ktoś inny je łaskocze, ktoś inny jest zmęczony jego dziecięcymi histeriami, a mimo to wciąż głaszcze je po głowie na spokojny sen. Obym nigdy nie musiała na siłę zagłuszać tych iluminacji graniczących z obłędem.

Więc czasem o nich myślę.

Krótko, to przebłyski tylko, bo nie pretenduję do tytułu pocieszycielki zbłąkanych. Ale czasem jednak myślę.

A potem wracam do swojego życia, dziękując wszechświatowi za to, że tak naprawdę żyć można tylko swoim życiem. Co za ulga.

I cieszę się, że jest jak jest.

O matko, jak ja się cieszę.

Że jest.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Wszystkie matki tak mają, niezależnie od wszystkiego, myślę że każda z nas ma takie przebłyski, ja najczęściej pod wpływem przecztania artykułu, zasłyszenia. Myślę, chce mi się płakać i czuję złość na niesprawiedliwość losu, na wszystko na cały wszechświat, a potem? Potem wracam do mojego życia, do moich dzieci i tylko czasem przytulam je jakby mocniej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też czasami myślę - ale akurat w przypadku Bąblowej MB są to myśli zawsze pozytywne...i na szczęście nigdy nie rzucam w nich kamieniem, bo nie mam ku temu powodu. O tyle dobrze, że sytuacja naszego synka była taka, jaką każdy rodzic adopcyjny może sobie wymarzyć - jeśli w ogóle da się o tym w ten sposób powiedzieć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie umiem, nie mogę sobie tego wyobrazić, że można oddać własne dziecko i żyć dalej normalnie.. :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudny temat ubrany w piękne słowa. Czasami historie są bardzo trudne i brakuje tam tylko pomocnej dłoni by historia życia matki i dziecka mogła zakończyć się szczęśliwie, a czasami serce się kraja gdy dziecku dzieje się krzywda i wtedy nie potrafimy - nie chcemy wybaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak - czasem to kwestia jednej właściwej osoby we właściwym czasie, żeby dana historia mogła potoczyć się inaczej.

      Usuń
  5. Nie umiem wyobrazić sobie jak mozna oddać wlasne dziecko...ale nie mnie oceniać..dzięki Im Wy jesteście szczęśliwi spełnieni i zakochani do.szalenstwa w tej Małej Osobce a Ona w Was...:-)

    OdpowiedzUsuń