O tym, co się nie zmienia

środa, lipca 27, 2016

Wchodzę do Błękitnej. Robię dwa kroki w kierunku recepcji, kiedy z końca korytarza dobiega mnie znajomy, drżący, ale pełen mocy głos:
- Brandy! Brandy!

Za pierwszym razem wydawało mi się, że słyszę wołanie o Brendę. Późnym wieczorem i nocą Seniorów dręczą koszmary i często wzywają do siebie swoich bliskich, tych żyjących i tych, którzy już odeszli. Imiona odbijają się od ścian, a człowiek, idąc korytarzem o drugiej, trzeciej nad ranem ma wrażenie, że dusze tych wszystkich ludzi otaczają go ze wszystkich stron. Tylko mocna kawa pozwala otrząsnąć się z tej dziwnej, astralnej lepkości.

- Brenda? - zapytałam wtedy koleżankę.
- Nie - zaśmiała się tamta. - Brandy. Czas na jej brandy.

Nie mogłam uwierzyć, że ktokolwiek z Seniorów tak po prostu dostaje w Błękitnej brandy na kolację, więc uznałam, że to taki placówkowy żargon. Szybko okazało się, że nie ma w tym słowie drugiego ukrytego dna. Brandy to brandy i już.

- To ile ona tego wypija? - pytam bezgłośnie nad głową Seniorki, której właśnie pomagamy włożyć koszulę nocną.
- Małą szklankę - pokazuje na migi koleżanka.
Parskam śmiechem. Nic dziwnego, że Seniorka wygląda jak wygląda. Jak na dobrej bani.
- Ale to legalne? Lekarz o tym wie? - dopytuję.
Wie rodzina, lekarz i wszyscy dookoła. Nie ma przeciwwskazań. Seniorka nie jest chora, nie jest ubezwłasnowolniona i rezyduje na parterze, na którym dotąd zdarzyło mi się pracować raz. Mówią, że parter jest jak hotel, a opiekunki jak obsługa hotelowa. Nasz klient, nasz pan. To ich dom, za który płacą ciężkie pieniądze, więc jeśli ktoś wymyśli sobie szklankę brandy do kolacji, a lekarz nie widzi zdrowotnych przeszkód, brandy wjeżdża do pokoju na tacy.
- Nie dziw się - tłumaczy mi potem piguła. - Ona całe życie piła, a na starość nikt nie zmienia swoich przyzwyczajeń ot tak, tylko dlatego, że się starzeje.

W kolejnym pokoju kolejna Seniorka przygląda mi się uważnie.
- A ty jesteś tu nowa? Bo wydajesz się znajoma, ale nie widuję cię tutaj.
- To dlatego, że pracuję u góry, a ty przez dzień lub dwa tam leżałaś, prawda? - wyjaśniam.
- Aaa, rzeczywiście - przypomina sobie leciwa dama. - A skoro jesteś na piętrze, to musisz znać mojego szwagra!
Po krótkiej wymianie informacji już łączę damę z jednym z moich leżących Seniorów.
- Jesteście ze sobą w dobrych układach? - pytam na zasadzie small talku.
- Dobrych?? - prycha groźnie Seniorka. - Nigdy w życiu! To jest zły, okropnie zły człowiek!
I rozpoczyna litanię na temat wad i niegodziwego życia szwagra.
- Każdy popełnia w życiu błędy - wtrącam trochę bez sensu, bo Seniorka najwyraźniej nie oczekuje mojego udziału w rozmowie. Jest tak pogrążona w swoim monologu, że nie zauważa, że nasza praca dobiegła końca i stoimy z Robertem w drzwiach, gotowi do dalszego obchodu.
- ... ja ci powiem, co on jeszcze kiedyś wywinął...
 Robert patrzy na mnie i przewraca oczami.
- Żałuję, że zapytałaś.
- Ja też - mruczę i gaszę światło.
Kiedy wreszcie udaje nam się na dobre wyjść, Robert wzdycha komicznie.
- Nie znam jej szwagra i nie wiem, ile prawdy jest w tym, co ona o nim mówi, ale wiem jedno - współczuję wszystkim, którzy przez wiele lat musieli jej słuchać - mówi i puszcza do mnie oko.

A mnie przypomina się to, co często mówi Mamuśka o ludziach.
- Im człowiek starszy, tym bardziej zaostrzają się jego wady i słabości. Pamiętaj, dorośli ludzie raczej się nie zmieniają. A jeśli już, to najczęściej, niestety, na gorsze.

Chyba ma rację. Bo demencja i choroby umysłowe późnego wieku to jedno, z tym się nie dyskutuje. One z anioła potrafią zrobić diabła. Ale charakter to zupełnie inna historia.

Potwierdza to Sophia.
- Popatrz na Żartownisię. Nie widzi, nie porusza się sama, a wciąż dowcipkuje i od rana tryska dobrym humorem. Przecież nie nauczyła się tego wczoraj.
Opowiada mi też o jednej z mieszkanek, całkowicie sprawnej umysłowo, która wykrzyczała jej kiedyś, że ma wracać do swojego kraju. Sophia pochodzi z Holandii.
- Nietolerancji człowiek też nie nabywa na starość - mówi.
Mamuśka miała rację.
- A co jej na to odpowiedziałaś? - pytam z ciekawości.
- Powiedziałam jej prawdę - Sophia uśmiecha się szeroko. - Wytłumaczyłam jej, że jeśli wszystkich imigrantów wyśle do swoich ojczyzn, to w Błękitnej nie zostanie nikt, kto zmieniłby jej pieluchę. Natychmiast zamilkła.

Więc to tak będzie wyglądało, jeśli los ześle mnie kiedyś do jednej z tych błękitnopodobnych placówek w roli mieszkanki. Będę zaostrzoną wersją siebie, przeklinającą i irytującą dla otoczenia. Z każdego kąta mojego pokoju będą wypadały kartki i karteczki, na których w chwilach olśnienia będę spisywać anegdotki z personelem w roli głównej, grożąc opiekunom, że kiedyś wreszcie napiszę o nich książkę. Nocami będę zawodzić z tęsknoty do moich bliskich, a imię Fruzi będzie odbijało się od bladych ścian i straszyło zmęczone pielęgniarki. Wieczorami zaś, tuż przed kolacją, mój chropowaty, zniszczony i drżący głos będzie niósł się korytarzami placówki:

- Czekola-a-a-a-da! Czekola-a-a-a-da! Gdzie jest moja czekola-a-a-a-da??!

You Might Also Like

8 komentarze

  1. A na scianach zdjecia Rudolfa! :-)

    My z Bebe to chyba bedziemy krzyczec: Przyniesc nam tu natychmiast Malibu!!! Z palemka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paleeeemkaaa! Miała być paleeemkaaa!

      Co za nieprzemyślany obyczaj, że tylko mieszkańcy mogą pić. Chętnie bym się z Seniorkami napiła takiego brandy albo malibu. Na nocnej zmianie to powinien być taki gratisowy dodatek do pensji, jak kawa.

      Usuń
  2. W takim domu gdzie przystojny i młody pielęgniarz poda mi Whisky z lodem lub cola i lodem to mogę na starość się znaleźć :) No i czekolada do przegrzania przy łóżku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie lepiej ten pielęgniarz zamiast czekolady? :-)

      Usuń
    2. Pewnie lepiej ale chyba nie znalazła bym chętnego :D

      Usuń
    3. Eee, kto wie, niektórzy lubią dużo starsze ;-)

      Usuń
  3. "Będę zaostrzoną wersją siebie, przeklinającą i irytującą dla otoczenia." - kurczę, ja już taka jestem ! Więc chyba nic gorszego mnie (i osób, które będą musiały to tolerować) już nie spotka ;)

    OdpowiedzUsuń