O frustracjach

wtorek, lipca 05, 2016

Zmywam naczynia. To jedyny domowy obowiązek, który kojarzy mi się z medytacją. Nawet po drodze mi z nim, jeśli tylko mogę pozmywać w spokoju. Niestraszny mi wówczas krajobraz po bibie, szklanki poustawiane piętrowo gdzie tylko się da, wszystkie kubki powyjmowane z szafek, nawet te, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia, duże talerze w garnku po kurczaku, małe w miskach po sosach do tortilli, góra sztućców zajmująca pół zlewu. Spłukując ślady herbaty z ciężkiego kubka z Kłapouchym, myślę. Obracam w głowie sceny z życia. Stawiam przecinki i kropki. Woda leci, a naczynia myją się same.

O ile oczywiście nie ma przy mnie Fruzi.
Co się nawet zdarza.
Tak średnio raz na czterdzieści dziewięć medytacji przy naczyniach.

Być może u niej ze zmywaniem jest odwrotnie. Wielce prawdopodobne, że widok mamy przy zlewie wyzwala w niej jakieś niezidentyfikowane traumy, których może nawet sami jesteśmy winni, a które natychmiast, ale to na-ten-tych-miast muszą zostać ukojone. Jeden kubek, drugi. Jest nieźle, myślę sobie, kątem oka zerkając na bawiącą się w misce z płatkami owsianymi Fruzię. Trzeci kubek. Fruzia patrzy na mnie i kiedy dociera do mnie, że to już, w tej samej sekundzie młodzież zaczyna ryczeć wniebogłosy, podnosząc do góry ręce. I tak nieźle mi poszło.

- Fruziu, ja wiem, że chciałabyś popatrzeć jak zmywam, ale teraz akurat nie da rady.

Fruzia, niestety, jest innego zdania. Łeeeeee, łeeeeee, łeeeeeee. Dramat w jednym, ale za to jakże rozdzierającym akcie. Bo ona chce, a ja taka niewspółpracująca jestem. Medytację trafia szlag, nachylam się do ryczącego furiata, tłumaczę, wycieram nos, próbuję rozproszyć, otwierając na oścież szafkę z - o ironio! - czystymi garnkami i rondlami. Jeszcze gorzej. Fruzia rzuca smoczkiem w piekarnik, pomarańczowy odbija się od niego i ląduje metr dalej. Dziecię uderza w kolejną fazę ryku. Wywracam oczami do góry, bo to nie pierwszy raz, a przecież przed nami jeszcze dwadzieścia osiem tysięcy takich pokazów. Wciąż jesteśmy na poziomie dla początkujących.

Przeczekuję. Odliczam do-ilu-trzeba, w zależności od tego, co gra mi w środku. Czasem brakuje mi liczebników. Mówię albo milczę. Tulę, jak już przestanie rzucać się na wszystkie strony i wyciągnie w moim kierunku ramiona. Patrzę na jej zapłakane oczy, mokre policzki, czerwony nos i moja frustracja gdzieś ulatuje. Szczerze mi jej żal.

Pięć minut później pomarańczowy ląduje na panelach. Wózek, którym Fruzia chciała wjechać do salonu, utknął na progu, a ja nie byłam na tyle gorliwa, żeby w ułamku sekundy uprzedzić to, co następuje dalej. Krzyczy rozżalona. Nie pomaga to, że za chwilę kółka już suną gładko dalej. Nie zdążyłam.

Trochę krócej tym razem. Przestaje płakać, szuka dydka, pakuje go sobie do buzi i daje znać, że już jej przeszło. Siadam obok niej na podłodze, przytulam, tłumaczę po cichu. Fruzia przykleja się do mnie całym ciałem, oplata zmęczone ramiona wokół mojej szyi, głaszczę ją po włosach, kołyszę lekko.
- Dasz mamie buziaczka? - pytam cicho.
Fruzia na chwilę się odkleja, daje mi całusa pomarańczowym smoczkiem, którego wciąż trzyma w buzi, po czym szybko wraca do przerwanej pozycji, opierając głowę na moim ramieniu.
- Mój ty kosmito - mówię.

Kołyszemy się spokojnie.

Nieuchronnie dryfujemy ku kolejnej burzy.

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Ciekawe, bo ja jak zmywać lub myje podłogi to też wszystko przemyśliwuję, planuję, przeżywam dzień jeszcze raz. Fajnie wiedzieć, że nie tylko ja tak robię :) Nasze dzieci zupełnie się od siebie nie różnią. U nas wygląda to dokładnie tak samo, rozpacz, łzy, tulenie i po wszystkim: juś dobzie. Tylko smoczek odszedł w zapomnienie, a tak to czysta Kasia ... i ja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pewnie jeszcze tysiąc innych mam. Każda przy swoich garach lub mopie:-)

      Usuń
    2. Czyli wielcy filozofowie mieli zawsze czyste chaty, musieli

      Usuń
  2. "Nie zdążyłam!" - o to to to!
    I oczami też przewracam. Tak często, że boję się, że tak mi już zostanie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zostanie. W przedszkolu wywróciłam oczami tyle razy, że już powinnam stracić wzrok ;-)

      Usuń