Adopcja w UK (11): Kontakt z rodziną biologiczną

wtorek, czerwca 21, 2016

Moją pierwszą reakcją było oburzenie.
- Ty sobie to wyobrażasz? - pytałam retorycznie Inżyniera, relacjonując mu świeżo zdobyte informacje na długo przed rozpoczęciem procesu adopcyjnego. - Adoptujesz dziecko, często wyrwane z patologicznego środowiska, stajecie się rodziną, próbujesz stworzyć mu stabilny i spokojny dom, a tu co jakiś czas w ten coraz bardziej poukładany świat wkracza wam rodzina biologiczna! Po co? Jakim prawem?
Oboje uznaliśmy to za mocno niesmaczny żart systemu.

Potem jednak zagłębiłam się w temat. Przeszliśmy szkolenia. Wyprano nam mózgi;) I już wiem, dlaczego i jaki w tym sens, choć wciąż nie ze wszystkim się zgadzam.

W UK istnieją różne formy postadopcyjnego kontaktu z rodziną biologiczną. O ile oczywiście kontakt ma na celu dobro dziecka.

a) Kontakt listowny (Letterbox contact, Indirect contact) 

Listy wymieniane są najczęściej raz lub dwa razy w roku za pośrednictwem agencji, która dla dobra wszystkich sprawdza treść zawartych w niej informacji. Listy mogą wędrować do i od rodziców biologicznych, rodzeństwa, dziadków itp. Nie powinny zawierać żadnych informacji mogących ułatwić identyfikację rodziny adopcyjnej. Pisze się w nich o rozwoju dziecka, jego osiągnięciach i zainteresowaniach na danym etapie życia. Zwykle ta forma kontaktu uzgadniana jest z agencją, a strony podpisują swego rodzaju zobowiązanie do podtrzymywania korespondencji.

b) Kontakt bezpośredni (Direct contact) 

Spotkania twarzą w twarz z członkami rodziny biologicznej (głównie z rodzeństwem i dziadkami, najrzadziej z rodzicami), zwykle raz w roku, w obecności opiekuna socjalnego, w uzgodnionym wcześniej neutralnym miejscu. Kontakt bezpośredni może być zasądzony odgórnie przed wydaniem orzeczenia o adopcji i strony muszą się do niego stosować, choć są to naprawdę wyjątkowe sytuacje.

c) Kontakt telefoniczny (Telephone contact, Indirect contact)

Najrzadziej występująca forma kontaktu, ponieważ bardzo trudno utrzymać tu kontrolę nad treścią rozmów i przekazywanych informacji.

d) Zdarza się, że jeśli nie ma przeciwwskazań (związanych np. z bezpieczeństwem dziecka i rodziny adopcyjnej) rodzicom adopcyjnym i biologicznym proponuje się jednorazowe spotkanie lub rozmowę telefoniczną. Dla adoptersów jest to czasem jedyna okazja, aby uzyskać odpowiedzi na pytania dotyczące tego okresu życia dziecka, o którym niewiele wiedzą, a które ich zdaniem mogą okazać się znaczące dla nich lub potomka. Dla rodziny biologicznej, która świadoma jest własnych ograniczeń i niejako godzi się z faktem, że ich dziecko będzie wychowywało się bez nich, jest to dobry moment do "uspokojenia" własnego sumienia. Widzą, do kogo trafia dziecko i mają szansę raz jeszcze oficjalnie zapewnić o tym, że swoją decyzją, aby nie walczyć za wszelką cenę o prawa rodzicielskie, chcą dla niego jak najlepiej. (To nie są historie z palca wyssane. To się dzieje naprawdę!) Takie spotkania są oczywiście okupione stresem obu stron, ale akurat te pary, od których dane mi było usłyszeć relacje z takiego widzenia, jednogłośnie twierdziły, że warto było. Ten jeden raz.

Jakie są plusy kontaktu z rodziną biologiczną dziecka?


Po pierwsze, dziecko podtrzymuje (wątłą najczęściej) nitkę łączącą je z korzeniami. Być może kilkuletniemu maluchowi nie jest to potrzebne na tu i teraz, ale w przyszłości pomoże mu zbudować sensowną tożsamość i poczucie, że wie, skąd się wywodzi i jaka jest jego historia. Dzięki temu samo będzie mogło zdecydować, co chce z tym zrobić - brnąć w przeszłość, czy stwierdzić, że poznało ją wystarczająco dobrze i to mu wystarczy do dalszego, świadomego życia.

Po drugie, obala mity, bajki i fantazje na temat rodziny biologicznej, które mają szansę powstać w głowie dziecka lub zbuntowanego nastolatka. W trudnym okresie dojrzewania młodego człowieka mogą nachodzić wizje, że gdyby jednak został z rodziną biologiczną..., że może to wszystko, co opowiadają mu rodzice adopcyjni, to jednak historie z palca wyssane... Szczególnie kontakt bezpośredni w takich przypadkach rozwiewa wątpliwości i (czasem brutalnie i boleśnie) pozbawia złudzeń.

Po trzecie, tam, gdzie to wskazane, taki kontakt daje szansę rodzinie biologicznej (np. dziadkom, którzy ze względu na wiek nie mogli adoptować wnuka) na utrzymanie więzi z dzieckiem. Nie wszystkie historie adopcyjne są czarno-białe, nie każdy rodzic biologiczny tracący prawda rodzicielskie jest zły. Scenariusze adopcyjne bywają tak zagmatwane i pełne szarości, że trudno pokusić się o jednoznaczne oceny. Ponadto, regularny kontakt z rodzeństwem pomaga budować człowiekowi własną tożsamość, a co istotne, może zaowocować cenną relacją w dorosłym życiu.

Minusy są bardziej oczywiste dla osób niezaangażowanych w adopcję.

Rodzice adopcyjni mogą odbierać kontakt z rodziną biologiczną jako najazd na ich prywatność oraz włażenie z butami w życie ICH dziecka. Jeśli adoptersi zgadzają się na proponowaną formę kontaktu dla świętego spokoju, żeby przypadkiem nie stracić dziecka, jestem pewna, że niechęć i frustracja tym spowodowane będą tylko narastać. Ważne jest więc, żeby jasno komunikować, jak się czujecie z tym, co wchodzi w skład waszego nowego życia z dzieckiem i przegadać wszystkie wątpliwe kwestie. Kiedy jeszcze przed Erą Fruzi byliśmy zainteresowani jedną małą dziewczynką i prowadzono z nami bardzo wstępne rozmowy na jej temat, wyraźnie zaznaczyliśmy, że kiepsko wyobrażamy sobie proponowany kontakt bezpośredni z jej biologicznym ojcem. Agencja zgodziła się z nami i temat miał być poddany rozmowom podczas panelu.

Rodzina biologiczna może wykorzystywać spotkania (listy raczej nie, jako że ich treść jest monitorowana, zanim trafią do waszych rąk) do prób przekonywania dziecka, że zostało ono niesłusznie odebrane kochającej mamie / tacie. Tutaj powinna wkroczyć agencja, ponieważ spotkania odbywają się w obecności osób trzecich.

Kontakt z rodziną, z którą nie ma praktycznie żadnej więzi, a dodatkowo dziecko ma pewne wspomnienia z przeszłości, może wprowadzać w jego życie niepotrzebny stres, zamieszanie, chaos. Nawet zwykła kartka od biologicznych rodziców potrafi wywołać kilkudniowy / kilkutygodniowy zamęt u młodego człowieka. Trzeba więc być czujnym.

Po otrzymaniu orzeczenia adopcyjnego to wy, legalni rodzice waszego dziecka, podejmujecie decyzje, czy wasze dziecko jest gotowe na umówione spotkanie z przeszłością, odczytanie listu, czy napisanie własnego! To w końcu WY jesteście rodzicami. Wyjątkiem są sytuacje, gdzie kontakt bezpośredni narzucony jest wam sądownie, ale zakładam, że i tutaj nikt nie może zmusić was do zaciągnięcia siłą dziecka na takie spotkanie, jeśli wyraźnie źle to na nie wpływa. Poza takimi przypadkami, możecie podtrzymywać kontakt listowny bez wiedzy dziecka, jeśli czujecie, że to niekoniecznie najlepszy moment na przypominanie przeszłości, możecie też z niego zrezygnować w każdej chwili, jeśli uznacie, że to nie działa. W końcu, jeżeli dziecko jest starsze, możecie zdecydować wspólnie z nim, czy chcecie podtrzymywać ten temat. Zastanówcie się jednak, czy naprawdę chodzi wam o potomka, czy może o was samych. Pamiętajcie, że pewnego dnia wasze dziecko może zadać wam pytanie, dlaczego przerwaliście kontakt. Sami musicie być przekonani co do słuszności waszej decyzji, aby na takie pytanie udzielić wiarygodnej odpowiedzi.

Warto również zdać sobie sprawę z tego, że każdy przypadek adopcyjny jest inny. Jeśli w domu rodzinnym dziecka panowała przemoc, a dzieciństwo malucha wiąże się z traumą, nikt nie będzie proponował spotkań z ojcem - oprawcą. Bywa jednak, że niektóre scenariusze są bardzo śliskie i - moim zdaniem - niektóre formy proponowanego przez agencje kontaktu są kompletnie chybione i pozbawione sensu. Myślę, że wówczas należy zaufać własnym instynktom i działać w zgodzie z sobą i własną intuicją. Czasem to najlepsze, co można podarować swojemu dziecku.

Źródła: (klik)(klik)

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Bardzo trudna kwestia, nie potrafię jednoznacznie określić co bym zrobiła ani nawet wyrazić jakiegoś zdania bo co znajdę argument na nie to zaraz jest taki na tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, a to dlatego, że to nie są czarno-białe kwestie, dlatego dopiero kiedy człowiek staje twarzą w twarz z danym dylematem, może coś więcej na jego temat powiedzieć. Wszystko wydaje się proste i łatwe (patrz: moje zdanie na ten temat z samego początku posta) dopóki nie zaczniemy zgłębiać tematu i naprawdę mieć na uwadze dobro dziecka. A niektóre historie są naprawdę poplatane.

      Usuń
  2. Dobry wieczór! Podczytuję od jakiegoś czasu i pierwszy raz się odzywam. Dla mnie (mam kilku znajomych, którzy adoptowali dzieci, sama nie) na przykładzie jednej z rodzin (adoptowane dziecko jest już dorosłe) także w Polsce jest galimatias. Tam konkretnie jest kwestia: adoptowane dziecko ma rodzeństwo (ma czy nie ma? rodzice biologiczni oddali chyba 8-me dziecko do adopcji) i ewidentnie adoptowane dziecko ma "bogatych" rodziców w porównaniu z rodzeństwem, które zostało u biologicznych (różnica w tzw. statusie społecznym jest duża). Co z tym zrobić? Poznawać ich? Jak o tym rozmawiać? Ja nie wiem. Jestem ciekawa czy ktoś robił badania na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć. Nie czuję się w sumie na tyle kompetentna, żeby odpowiadać na takie dylematy, ale tak sobie myślę, że skoro dziecko jest dorosłe, to ma już moc świadomego decydowania o sobie, więc to on/a powinien/powinna zdecydować, czy chce poznać biologiczną rodzinę, czy nie. Robi się trudniej, jeśli dotąd nikt z nim nie rozmawiał na temat ewentualnego rodzeństwa. Ja wychodzę z założenia, że rozmawiać należy (ale to tylko moje zdanie!), bo czasem niewypowiedziane frustracje / niezadane pytania potrafią walnąć człowieka między oczy w najmniej spodziewanym momencie. Jak o tym rozmawiać? Uczciwie. Spokojnie. Z wyczuciem. Znam kogoś, kto przez 40 lat nie czuł potrzeby szukania biologicznych korzeni, bo jak sam twierdził, dorastał ze świadomością, że jest adoptowany i uważał, że rodzice adopcyjni to jego jedyna rodzina, koniec, kropka. Po 40 latach poczuł, że nie zazna spokoju, dopóki nie pozna korzeni. Poznał. I w sumie ani go to ziębi, ani grzeje. Ale ma spokój wewnętrzny, że wie, widział, rozmawiał. Każdy przypadek jest inny, ale myślę, że wspólnym dla nich wszystkich mianownikiem jest rozmowa.

      Usuń