O tym, że nie po drodze mi z polityką

środa, maja 11, 2016

Nie powinnam Wam opowiadać o Seniorach, bo to wbrew polityce Błękitnej Przystani. Zamierzam jednak nagminnie łamać tę zasadę, przepuszczając opowieści przez sito mojej własnej etyki. Wielka to szkoda, bo mało będzie niecenzuralnych słów, za które między innymi tak bardzo uwielbiam mieszkańców Błękitnej, ale jeśli macie bogatą wyobraźnię - albo chociaż fajnego dziadka lub babcię, którzy lubią zakląć - to będziecie w stanie zwizualizować sobie, jak niekiedy potrafi rozmawiać obecne pokolenie 90+.

Złamałam też inną zasadę Przystani. Tę, która mówi o 'nie faworyzowaniu'. Co prawda nikogo jak dotąd nie faworyzowałam (bo niby czym? herbatą podaną w ładniejszym, takim samym jak sto innych, kubku? a może lepiej rozprostowanym prześcieradłem?), ale ulubieńców swoich mam, wyznaję to z ciężkim sercem. Dokładnie tak samo, jak kilku Lucasów uwielbiałam ciut więcej niż innych. A mimo to żaden nie skarżył się, że ma gorzej założoną pieluchę niż reszta bejbików.

BloodyHell skradł moje serce barytonem z chrypką, kiedy wygłasza swoje słynne Bloody Przemówienia.
- Bloody hell! - trąbi, kiedy wybudzamy go w nocy, przekładając na drugi bok.
- Bloody cold! - krzywi się pod wpływem kontaktu skóra-nawilżona chusteczka.
- Bloody holiday! - rzucił kiedyś ironicznie, kiedy powiedziałyśmy mu, że jedna z opiekunek jest na urlopie.
Całe moje nocne wyczerpanie znika pod wpływem rozmów z BloodyHell.
- Jesteś Niemką? - zapytał mnie dziś nad ranem.
- Nie, Polką. A czemu pytasz? Czy mój akcent jest aż tak charakterystyczny? - zapytałam.
- Bloody yes! - usłyszałam w odpowiedzi i otrzymałam najbardziej zawiadiacki uśmiech świata.

Donżuan znalazł na mnie  inny sposób. Szanowny Senior ledwie potrafi ruszyć ręką, prawie w ogóle nie rozumiem, co próbuje nam powiedzieć, ale na widok dziewczyny potrafi wydobyć z siebie coś, co przypomina gwizd sztubaka na widok laski z długimi nogami. A wczorajszej nocy Donżuan przeszedł samego siebie.
- Napijesz się soku? - zaproponowałam.
Donżuan skwapliwie skorzystał z zaproszenia, podniosłam więc kubek do wysokości jego brody, wetknęłam mu słomkę do ust i czekam. Senior upił maleńki łyczek, po czym natychmiast zaczął się krztusić. W ciągu sekundy zrobił sie purpurowy na twarzy, nie pomagało klepanie po plecach, zaczęłam więc gorączkowo rozglądać się za dzwonkiem alarmowym. Jak zwykle w takich sytuacjach nie mogłam go zlokalizować, pewnie zaplątał się gdzieś w pościeli, a poza tym szybko doszłam do wniosku, że skuteczniejsze będzie narobienie rabanu. Wybiegłam na korytarz i wrzasnęłam, że potrzebuję pomocy.
Kiedy do pokoju Donżuana dobiegła piguła, ten już dochodził do siebie. Odzyskiwał kolory, a ja normalne tętno.
- Ale napędziłeś mi strachu! - pogłaskałam Seniora po dłoni dwie minuty później.
Jak na komendę, Donżuan wybuchnął chrypkowatym, rzężącym śmiechem. Oczy na nowo zaszły mu łzami, modliłam się, żeby znów nie zaczął się dławić. Cały był przy tym rozchachany.

Wyraźnie się ze mnie nabijał!

- Ty małpiszonie! - zaczęłam się śmiać razem z nim.
W odpowiedzi lico Seniora jeszcze bardziej pojaśniało, a kiedy Donżuan odzyskał panowanie nad zmęczonym życiem ciałem, uśmiechnął się do mnie raz jeszcze, po czym...

Wytknął na mnie język!

Najwyraźniej polityka szacunku i zasad dobrego wychowania w Błękitnej nie obowiązuje samych Seniorów...;-)

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Czyli Twoi Seniorzy są trochę jak dzieci- niesforni i uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ulubieńcami są sami mężczyźni. Czy Inżynier Pifko jest tego świadomy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd! Od początku wciskam mu, że to żeńska placówka! Pssst!

      Usuń