Rozmowy o umieraniu

piątek, kwietnia 29, 2016

Trzecia. Nie wiem, czy powinno się mówić w nocy, czy nad ranem. Dla mnie to głęboka noc, ale też świadomość, że za dwie godziny z kawałkiem zacznie świtać. A wtedy na duszy zrobi się lżej.
- Miałaś kiedyś do czynienia ze zmarłą osobą? - pyta Ta-Która-Sypia-Tylko-W-Dzień. Nawet kiedy nie pracuje.
- Nie, właściwie nigdy - odpowiadam. - A dlaczego pytasz?
- Bo Chudzinka umiera, a kiedy jeden z Seniorów odchodzi, my musimy zająć się nim w pierwszej kolejności.
Chudzinka to jeden z tych mieszkańców Błękitnej, którzy dość szybko zapadli mi w pamięć. Same kości, przezroczysta skóra i zdecydowana świadomość własnego stanu. Chudzinka to ten, który na pierwszej mojej zmianie powiedział 'co ja bym bez was zrobił'. A kilka dni później poprosił, żebyśmy pozwolili mu odejść, bo on ma już dość.
Z fotela podnosi się krótkowłosa piguła.
- Chodź, musisz go zobaczyć - mówi, robiąc w moim kierunku charakterystyczny, ponaglający gest dłonią.
- Ale ja wiem, który to Senior - odpowiadam. - Byłam dziś u niego dwa razy.
- Chodź - Krótkowłosa nie odpuszcza.
Jedziemy na pierwsze piętro. Wchodzimy do sypialni Chudzinki i stajemy nad jego łóżkiem. Senior śpi. Oddycha ciężko, ale śpi głęboko. Krótkowłosa produkuje się na temat koloru jego skóry, ostatniej fazy życia i czegoś tam jeszcze, ale średnio jej słucham. Czuję się strasznie niezręcznie. Nie wiem w zasadzie, po co tu przyszłyśmy, bo wywody na temat stanu pacjenta nad jego łóżkiem, kiedy wydaje nam się, że ten nie słyszy, są trochę nie na miejscu. A co, jeśli jednak słyszy?

Chwilę później wychodzimy i wracamy na dół, na swoje miękkie fotele. Rozmowa nocnego teamu zeszła tymczasem na opowieści z krypty. Ta-Która-Sypia-Tylko-W-Dzień pyta, czy jeśli poproszą mnie o pomoc przy zmarłej osobie, będę panikować. W zeszłym tygodniu jedna z nowych strasznie się zestresowała, była bliska omdlenia.
- Nie wiem, okaże się - mówię. - A powiedz mi, co się dokładnie dzieje w przypadku śmierci mieszkańca i jakie są nasze obowiązki, przynajmniej do tego będę przygotowana.
Trzeba wezwać lekarza, potem tylko dopilnować, żeby zmarły był przebrany w czystą bieliznę. W zasadzie to tyle. Tylko tyle i aż tyle.
Ach. I oczy. Zamykanie oczu, które często nie chcą się zamknąć. Jakby odmawiały ostatecznego końca.
I nie martw się, dasz radę. Zmarli zwykle wyglądają jakby spali, możesz nie zauważyć różnicy. Zresztą, po ich odejściu my wciąż do nich mówimy, zupełnie jak teraz. Masz też prawo odmówić tych ostatnich obowiązków, jeśli nie czujesz się na siłach. Od razu mi lepiej, ekhm.

Grubo przed szóstą zaglądam do Chudzinki. Nie śpi, witam się z nim, podnoszę górę łóżka, poprawiam mu poduszki, pytam, czy czegoś potrzebuje. Mówi coś do mnie, nie rozumiem. Proszę o powtórzenie, nachylam się do niego, żeby lepiej słyszeć. Martwię się, że będę go stresować, jeśli znów nie pokapuję, o co mu chodzi.
- ...cup of tea... - słyszę.
Uff.
- Dobrze, zaraz ci zrobię herbatę - odpowiadam.

Siadam na fotelu obok łóżka. Pytam Chudzinkę, czy dobrze spał, choć jest tak diabelsko wcześnie, że dla niego to pewnie dalej noc. Tak sobie, ale nie najgorzej. Pomagam mu trzymać w dłoniach kubek ze słomką. Patrzę na niego, zagaduję. Nie mogę pozbyć się myśli, że kiedy wrócę tu za kilka dni, jego może już nie być. Kiedyś wydawało mi się, że kiedy mówi się o ostatniej fazie, z umierającym w zasadzie nie ma już łączności. A my tu z Chudzinką o pogodzie. I że w Krainie Deszczu to ona strasznie nieprzewidywalna jest.

Jak życie.

Za oknem świta. Powoli przestawiam się na myślenie o wspólnym śniadaniu z Fruzią.

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Dwa światy, które będą się u Ciebie teraz przeplatały - ten w Błękitnej przystani, gdzie śmierć jest stałym gościem i ten w domu - z malenką Fruzią,która dopiero odkrywa uroki życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. I zarówno tu, jak i tam dzieje się życie.

      Usuń
  2. Z moją babcią dzień przed jej śmiercią żartowałyśmy z wyniku wyborów prezydenckich, śpiewałyśmy piosenki, rozmawiałyśmy o sytuacji na Ukrainie. Do końca zachowywałyśmy się "normalnie", choć nikt już nie dawał nadziei...
    Cieszę się (choć w tym kontekście głupio brzmi to słowo), że tak to wyglądało. Było dużo czasu na pożegnanie, które nie było w zasadzie pożegnaniem, tylko... bardzo aktywną obecnością. Taką, która jak się później okazało pozwoliła oswoić się z sytuacją, powiedzieć to czego czasem nie zdążamy powiedzieć... okazać i doświadczyć ciepła, na które też czasem brakuje czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja babcia też chorowała, zanim odeszła. Niezbyt długo, ale na tyle długo, żebyśmy również wszyscy zdążyli - jak to ładnie ujęłaś - aktywnie pobyć przy niej. Miałam wtedy 22 lata i chyba nie do końca docierało do mnie, że ona naprawdę odchodzi. Ale to dobrze, że i my i Wy mieliśmy ten czas. Ja często do niego wracam myślami.

      Usuń
  3. A ja się nie zdążyłam pożegnać z tata... już nie było z nim kontaktu. Nie wiem, czy wiedział, że jestem. A potem... potem wszyscy spali, kiedy i on zasnął, o 4 , ostatni raz. I nie mogę sobie tego darować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że nie zdążyłaś się pożegnać, ale sądzę, że Twoj tato wiedział, jak bardzo go kochasz, a myślę tak dlatego, że pamiętam Twoje posty o nim. Szczególnie jeden zapadł mi w pamięć, ten o złotej rybce. Niesamowite, jak pewne historie, raz tylko zasłyszane lub przeczytane, tak bardzo zapadają w pamięć.

      Usuń
    2. To był sen. Tylko sen. A może aż.

      Usuń
    3. To był sen. Tylko sen. A może aż.

      Usuń