O Rudolfie, co w niełaskę (znów) popadł

sobota, kwietnia 30, 2016

Przez całą drogę szedł bez smyczy. Nie martwiłam się jednak, że ucieknie, wpadnie pod samochód, przechodząc jak łajza przez ulicę, ani że pierwszą napotkaną osobę, która się do niego uśmiechnie, znokautuje swoją trzydziestoczterokilogramową radością życia. Nie tym razem. Szedł karnie, nie rozglądając się na boki, wpatrzony w moje plecy, pilnując, aby odstęp między nami wynosił przynajmniej pięć metrów. Ja natomiast klęłam jak szewc, nie zważając na obecność Fruzi.

Znów to zrobił. Upolował zdechłego gołębia i postanowił przywlec go do domu.

- Poczekaj, ty mordo zakiszona, będziesz dziś gnił w ogródku, aż zapuścisz tam korzenie! - odgrażałam się, co chwilę odwracając się w kierunku sierściucha. - Nie masz wstępu do domu i nie waż się do nas łasić, bo nie zamierzam cię dotykać przez najbliższy tydzień. Jesteś obrzydliwy!

Rudolf, ma się rozumieć, niewiele sobie z moich wywodów robił. Pokornie, aczkolwiek czujnie, cobym mu przypadkiem trofeum podstępnie nie zwędziła, wlazł do ogródka, olał moje obrażone trzaśnięcie bramką od płotu, od którego sam płot niemal stracił życie, po czym zabrał się do pracy.

Godzinę później ogródek usłany był gołębimi piórami. Nie dociekałam, czy sam ptak został zeżarty czy też pochowany bez piór. Serce chciałoby wierzyć w to ostatnie, choć rozum podpowiada coś zgoła innego.

Rozważałam przez chwilę dezynfekcję psiej mordy Domestosem, ale w ostatniej chwili żal mi się zrobiło tak pięknie wyhodowanych wąsów Rudolfa.

A już trzymałam butelkę w dłoni.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Bleee i to tak przy śniadaniu. To jakieś psie zboczenie chyba, bo w misce może być kawał świeżego mięsa a jak znajdą jakąś stara i śmierdzącą kanapkę która ktoś wyrzucił to zjadają jakby w domu miska była pusta od tygodnia. Mój pies poza nasze podwórko nie wychodzi ale ma pozakopywane takie skarby, że czasem jak coś wyciągnie to podejście na metr grozi skażeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Ja niby wiem, że to ich jakieś dzikie łowieckie instynkty, ale nie zmienia to faktu, że jak o tym pomyślę, to mam ochotę dezynfekować całego Rudolfa, od środka również:-)

      Usuń
  2. Znalezione nie kradzione 😉 A smakuje najlepiej! !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bronisz ich! Ty ich bronisz! Przeszłaś na stronę labradorów! (Poczekam aż Travis znów przyniesie Ci coś do domu;-)))

      Usuń
  3. Mój to kiedyś przyniósł sarnę, a raczej coś co było baaardzo dawno temu sarną. Smród nie do opisania. To była pierwsza noc kiedy biszkopt za karę spał na podwórku. A rano jakie łzy na mordzie... Od tego czasu, czasami tylko zaślini na śmierć małego kreta czy żabę na zasadzie biorę do pyska - z bardzo się jednak rusza - i pluje (i tak z 50 razy). Jest jednak jedna rzecz czego mój labrador nie chciał, nieudane naleśniki mojej siostry. Tu stwierdził, że nawet on nie jest w stanie tego połknąć ;) O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha ha, naleśniki mnie rozbroiły! Nie mogę uwierzyć, że są gorsze niż śmierdząca sarna!:-)

      Usuń