O predyspozycjach

niedziela, kwietnia 17, 2016

Shadow shift. Mówią mi, że nocą będzie inaczej, spokojniej, ale muszę też zobaczyć, jak to wygląda w świetle dziennym. Kolejny obchód z zakresu bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Trzydzieścioro drzwi, czterdzieści pudełek alarmowych, sto gaśnic i milion zaułków później jestem pewna, że gdyby pod moją wodzą przeprowadzać ewakuację, spłonęlibyśmy co do jednego.

Przez kilka godzin wędruję krok w krok za Sarą i Blondynką, przyglądając się temu, co robią. A wciąż coś robią. Karmią, myją, zmieniają pieluchy, pomagają się ubrać, zabawiają rozmową, towarzyszą, piszą raporty i obsługują sprzęt, który dla mnie wciąż wygląda jak najnowszy wynalazek NASA. Jesteśmy na piętrze, to w zasadzie oddział leżący, rehabilitacyjno-paliatywny. Mobilni lub częściowo mobilni seniorzy mieszkają na parterze. Ci z góry czasem wracają do domu, częściej jednak to ich ostatni dom. Błękitna Przystań przed ich ostatnią podróżą.

Patrzę na pomarszczone, zmęczone życiem ciała. Chude, powyginane pod dziwnym kątem nogi i ręce, przezroczysta skóra, spod której przebija siateczka żył. Znamiona, otarcia, jakieś ranki. Siwe włosy, czasem puste, nieobecne spojrzenie. Jakby tutaj było już tylko ich ciało. Niektórzy rozpoznają opiekunki, współpracują, rozmawiają, żartują. Patrzą na mnie pytająco, więc uśmiecham się, przedstawiam i mówię, dlaczego będę tu stać i gapić się. Taki jest plan - stój i patrz. Po godzinie mam dość, nie potrafię tak, chciałabym już pomóc, ale jeszcze za wiele nie mogę. Podaję chusteczki, poprawiam prześcieradła, czytam raporty, oglądam zdjęcia. Otwieramy okna, bo poranek jest piękny, błękitne niebo i dużo słońca. Mamy spacerują z wózkami po skwerku, jakiś ojciec niesie małego bobasa na ręku. Tam początek życia, tu koniec.

Zdjęć jest mnóstwo. Na ścianach, w małych gablotkach, na szafkach. Z obchodów setnych urodzin i ze ślubów. Z dziećmi, wnukami, całą rodziną. Czarno-białe i kolorowe fotografie z ostatnich kilkudziesięciu lat. Patrzę i wydaje mi się, że ta kobieta w białej sukni i welonie to nie może być Mary, którą właśnie Sara i Blondynka przekładają na lewy bok. To pewnie jej córka. Dopiero po chwili widzę, że jednak nie. To ona. Ta młoda, pełna życia kobieta ze zdjęcia to ta sama Mary, która teraz nie jest w stanie sama przekręcić się na drugi bok. Uderza mnie to za każdym razem, kiedy wchodzę do kolejnego pokoju. Pod koniec zmiany przestaje. Oswajam kontrast pomiędzy tym, co na fotografiach, a tym, co przed oczami. Brzęczy mi w głowie myśl, że za każdą pomarszczoną twarzą stoi historia, której nawet tysiąc zdjęć nie jest w stanie oddać. I że w Różowej brałam aktywny udział w początkach, a w Błękitnej będę towarzyszyć w zakończeniach.

- Ja bym nie mogła wykonywać takiej pracy - zapewnia mnie Niania, kiedy wracam do domu i opowiadam jej o swoim dniu.
Na jej twarzy pojawia się grymas zniesmaczenia.
- Starzy ludzie i pieluchy, nie, to nie dla mnie.
Wybucham śmiechem. Niewątpliwym urokiem Niani jest to, że jak czasem coś powie, to nie ma co zbierać. Rozbraja nas ta jej nieprzewidywalna szczerość.
- Ale to przecież nie ogranicza się tylko do pieluch - mówię. - To tylko jeden z aspektów tej pracy.
- Nie, mimo wszystko ja bym nie umiała - Niania zabawnie kręci nosem, śmiejąc się razem ze mną.

Żartujemy z Inżynierem, że najwyraźniej do zmiany pieluchy trzeba mieć jakieś niesamowite predyspozycje i zdolności, niemal jak do lotów w kosmos. A nie mówiłam? NASA.

Mamy ograniczoną wyobraźnię. Przy tym wszystkim co wiemy, co osiągnęliśmy i co stworzyliśmy, wciąż odsuwamy do siebie myśl, że być może nam też ktoś kiedyś będzie zmieniać pieluchę.

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Moja bratowa pracowała w tak zwanym domu spokojnej starości - i nie jednokrotnie było jej ciężko, zwłaszcza wtedy, gdy któryś z jej podopiecznych odchodził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że to musi być trudne, bo przecież w pracy spędzamy sporą część naszego czasu i siłą rzeczy przywiązujemy się do ludzi.

      Usuń
  2. Przeczytałam i wiesz, nie jestem pewna czy miałabym tyle siły żeby pracować w takim miejscu. Siły, cierpliwości i spokoju, bo pewnie tego tacy ludzie potrzebują. Pięknie napisałaś o tej kobiecie ze zdjęcia - kontrast jest porażający, każdy człowiek ma jakąs historię, a my swoją cały czas możemy pisać. Czy w tym ośrodku rodziny odwiedzają swoich bliskich? Spędzają z nimi czas, czy tylko personel się nimi zajmuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co opowiadały mi inne opiekunki, z wizytami bywa różnie. Są rodziny, które regularnie odwiedzają swoich bliskich, zabierają na spacery, interesują się, mają dobry kontakt z personelem, co sprawia, że mieszkaniec takiej Przystani również dobrze się w niej czuje. Ale są też ludzie, którzy uważają, że skoro rodzic cierpi na demencję i kontakt z nim jest utrudniony, to regularny przelew na konto placówki wystarczy... Strasznie to smutne. W takich sytuacjach zwykle myślę, że życie bywa przewrotne i kiedyś może odpłacić człowiekowi tym samym...

      Usuń
  3. To dobrze, gdy ludzie zdają sobie sprawę z tego, że mogliby się nie sprawdzić w tak specyficznej pracy. Miejsce, w którym codziennie balansuje się pomiędzy życiem a śmiercią, nie jest dobrym polem do sprawdzania własnych możliwości. Tam muszą być ludzie świadomi, którzy mimo własnych odczuć, emocji i refleksji, będą umieli zachować profesjonalizm i być podporą dla swoich podopiecznych... Swoją drogą, zawsze mnie to zastanawia, czy po pewnym czasie śmierć może spowszednieć...? Czy można zakonserwować się przed czyimś cierpieniem, bólem, żalem i smutkiem...? Zdaję sobie sprawę, że dystans jest tu niezbędny, ale czy można się tak zupełnie wyłączyć i po prostu robić swoje...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, zgadzam się z Tobą, każdy ma jakieś predyspozycje zawodowe i niech każdy robi w życiu to, w czym jest dobry i w czym się sprawdzi; odnoszę się raczej do tego, w jaki sposób wiele osób myśli o tej pracy - że to tylko pieluchy. Nawet bliska mi osoba tak stwierdziła. Kiedy pracowałam w przedszkolu w sali bobasów, też odnosiłam wrażenie, że niektórzy nie widzą w tym nic poza faktem, że codziennie muszę zmieniać tym bobasom pieluchy. Zastanawiam się tylko, czy w momencie oddawania własnego dziecka do żłobka ci sami ludzie w ten sam sposób patrzą na pracę opiekunek? Nie. Myślą przede wszystkim o tym, żeby te opiekunki zapewniły dziecku rozwój i bezpieczeństwo. Nikt nie myśli wtedy o pieluchach. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi:-) O to, że często upraszczamy pracę innych, deprecjonujemy ją, skupiając się nie na tym, co trzeba. I mnie samej zapewne też się to w życiu zdarzało.

      Nie będę się wymądrzać i kategorycznie stwierdzać, że jest tak czy tak, ale na chwilę obecną wątpię, czy śmierć może spowszednieć. Z pewnością można ją oswoić, ale oswojenie nie oznacza obojętności. Mój brat jest ratownikiem i wiele rzeczy przyjmuje jako naturalną kolej życia, ale są sytuacje, które wybijają go z pracowego rytmu na długo. To chyba oznacza, że nie, nie da rady się zakonserwować.

      Usuń
    2. Obecnie poszukuję nowej pracy właśnie jako opiekunka dziecięca. :)
      Dziennie przeglądam dziesiątki ogłoszeń, jestem po kilku rozmowach telefonicznych, w zeszłym tygodniu byłam na pierwszym spotkaniu, jutro jadę na kolejne, i zdążyłam zaobserwować, że rodzice dzielą się na dwie grupy. Jedna z nich próbuje za wszelką cenę umocnić kandydatkę w przekonaniu, że opieka nad ich dzieckiem to najlepsze co ją w życiu mogło spotkać. ;) Że to zajęcie łatwe, lekkie i przyjemne - w końcu będzie spędzała czas z wiecznie uśmiechniętym bobasem na beztroskiej zabawie i długich spacerach, dokładnie tak jak to wygląda w słodkopierdzących reklamach pampersów i kaszek. :) Ale żeby nie było tak, że fundują niani przyjemności i jeszcze za to płacą, ma ona za zadanie podczas drzemki dziecka uprać, uprasować, posprzątać i ugotować. :) Ja na tym etapie dziękuję za dalszą rozmowę, bo już wiem jak taka sielanka ścina z nóg. ;)

      Usuń
  4. Jeśli masz to wszystko zrobić w czasie drzemki malucha, to te maluchy muszą naprawdę duuuużo spać! ;-) Ha, mnie najbardziej rozbraja fakt, że ktoś, kto jest rodzicem, może drugiej osobie wciskać takie kity!

    Powodzenia! Praca z dzieciakami jest czasem wykańczająca, ale jednocześnie daje dużo radości i satysfakcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby przesądna nie jestem, ale przezornie nie podziękuję. ;)

      Usuń
  5. Zaczęłam czytać od początku twojego bloga, podążając za jakimś linkiem z innego bloga. Jak mi coś wpadnie w oko, to tak mam, że wracam do początków i czytam. Tematyka ciekawa, też jestem matką, moje dzieci są już dorosłe, ale doskonale pamiętam do dzisiaj wszystkie te uczucia i emocje i to, że też chciałam zapach moich dzieci zamknąć w słoiczku :).
    Aż doszłam do momentu gdzie przeczytałam, że podjęłaś pracę w domu opieki. Ja od kwietnia tego roku pracuję w podobnym domu w Anglii jako carer :). Nigdy wcześniej nie pracowałam w ten sposób, wprawdzie w ogólnie pojętej pomocy społecznej w Polsce przepracowałam ponad 20 lat, w tym w domu opieki 7, ale w zupełnie innym charakterze, miałam tam wprawdzie codzienny kontakt z mieszkańcami, ale nie sprawowałam bezpośrednio opieki. Miałam jednak pojęcie na czym ta praca polega i wiedziałam, że to jest praca dla mnie! Tak jak powiedziałaś, zmienianie pieluch to tylko bardzo niewielki i w sumie nie najważniejszy element tej pracy. Teraz po kilku miesiącach, widzę, że miałam rację. Czuję się tu spełniona, lubię swoją pracę, lubię być kim jestem, niemal z dumą paraduję z pracy i do pracy w służbowym fartuszku. Lubię pracować z ludźmi, pomagać ludziom, a szczególnie z ludźmi starszymi. Chyba nie umiałabym pracować z dziećmi. Każdy ma swoją drogę. Dzięki temu, że są osoby takie jak my, możemy spać spokojnie. Ktoś się kiedyś nami, jakby coś zaopiekuje. (a do przedszkola to raczej już nikt z nas nie trafi :))

    Toterama

    OdpowiedzUsuń
  6. Oooo, więc jest tu jakaś carerka! Jak fajnie, że tu trafiłaś:-) I bardzo się cieszę, że czujesz się spełniona w swojej pracy, jest dokładnie tak jak piszesz - każdy ma swoją drogę. To ogromny sukces wiedzieć, że podążasz swoją ścieżką, nie każdy potrafi ją odnaleźć, a nawet jeśli ją znajdzie, nie zawsze potrafi ją docenić. Przybijam Ci wirtualną piątkę i ściskam koleżankę po fachu! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ściskam wzajemnie! Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, jak natrafiłam na ciebie. Już cię polubiłam na FB, więc odezwę się na priv :)

      Toterama

      Usuń