O naturze

sobota, kwietnia 02, 2016

Przed Pałacem Buckingham tłum. Stoimy na światłach, a potem suniemy powoli za sznurem eleganckich aut. Zastanawiam się, czy to nagłe umiłowanie do monarchii wywołane zostało przez jakieś nadzwyczajne okoliczności, które z właściwym nam urokiem przegapiliśmy lub właśnie przegapiamy, czy też to zwykły piątowy poranek w sercu Londynu, a my tak bardzo daliśmy się pochłonąć małomiasteczkowemu życiu, że każde inne, choćby lekko tylko od niego oderwane, wyda nam się zupełnie nieadekwatne do kaloszy, które nosimy częściej niż półbuty. Zapomniałam już, jaki rytm nadaje codzienności gwar przeciętnego miasta. Rytmy metropolii to już dla mnie czysta abstrakcja. Nie potrafię osadzić w wyobraźni wizji samej siebie jedną ręką pchającej wózek, drugą prowadzącej Rudolfa na spacer. W takich warunkach nawet statyczny ludzki tłum zebrany przed Pałacem wydaje się dokądś pędzić. My też zwykle stoimy w tłumie, z aparatem na szyi i mapą w dłoni. Nigdy wcześniej nie podziwiałam Pałacu z tylnego siedzenia samochodu, pespektywa faktycznie się zmienia. Przyglądam się tej ludzkiej masie złożonej z setek, może tysięcy unikatowych jednostek i przychodzi mi do głowy myśl, że to jest niemożliwe do ogarnięcia. On, jak to często bywa, myśli dokładnie o tym samym, bo po chwili ciszy mówi:
- Przecież to jest praktycznie nierealne, żeby każdego przefiltrować i zapobiec zamachom.
W takich miejscach przypadek wydaje się mieć bardziej namacalne kształty niż przeznaczenie. W takim tłumie wystarczy jeden wyprany umysł, żebyśmy później z rozczarowaniem w głosie jednoznacznie dokonywali oceny człowieczeństwa lub jego braku.
- Człowiek z natury jest zły - mówimy wtedy.
Wbrew temu, w co usilnie chcemy wierzyć, wbrew temu, co próbowano wpoić nam w rodzinnych domach.

A zaraz potem pytamy samych siebie, czy to jest to, co chcemy wpoić jej. I czy słusznie.

W konsulacie tłum. Rodzice wymieniają porozumiewawcze uśmiechy z innymi rodzicami, niedzieciaci wpatrują się znudzonym wzrokiem w tablicę, na której co kilka minut zmieniają się numerki. Fruzia szaleje. W kąciku dla dzieci usiłuje zdobyć smoczka innej dziewczynki, ciągnie za włosy starszego od siebie chłopca i próbuje wstać, chwytając w garść bluzę ledwo stojącego o własnych nogach bobasa. To ten moment, kiedy nasze linie przecinają się prostopadle. Nie wolno, Fruziu. Tak nie można. Masz swojego dydusia. Zaraz przewrócisz chłopca, nie wolno tak.

Przy okienku numer sześć ostatnie instrukcje.
- Teraz proszę dokonać opłaty w okienku numer jeden. Paszport wyślemy 20 maja - mówi obsługujący nas chłopak.
Bach. Leżymy.
- Ale jak to? - pytam zdezorientowana.
Odrobiłam swoje zadanie domowe.
- Na stronie konsulatu jest mowa o 6 tygodniach - zaczynam niepewnie, choć w głowie już układam sobie skargę i zażalenie przeplatane soczystą wiązanką w dwóch narzeczach.
Urzędnik podnosi na nas wzrok i nachyla się do mikrofonu. Dopiero teraz widzę, jak bardzo jest zmęczony. To, co początkowo wzięłam za lekceważące wywracanie oczami, najwyraźniej było próbą przywrócenia im świeżości spojrzenia.
- Tak, to prawda - mówi do nas spokojnie. - Ale musicie państwo mi uwierzyć, że w tej chwili, kiedy istnieje ryzyko wystąpienia Krainy Deszczu z Unii, zeszła na nas lawina wniosków o paszporty. A nas jest tylko jedenaście osób personelu. Przykro mi bardzo, siedem tygodni to najszybszy termin jaki możemy zaoferować.
Robi mi się trochę głupio w środku pod wpływem jego tonu.
- W takim razie proszę nie wysyłać paszportu - mówi Inżynier. - Odbierzemy go osobiście.

21 maja lecimy. Wyjątkowo - nie z Londynu.

W domu cisza. Fruzia śpi, zmęczona trudami podróży. Siedzimy opatuleni w kołdry, dodatkowo dzielimy się jednym kocem i napojem bogów. Błądzimy w poszukiwaniu czegoś do posłuchania. On co jakiś czas podrzuca mi tragikomiczne wypowiedzi tych z jedynie słusznej partii. Nieoficjalne śledztwo w sprawie testów broni elektromagnetycznej to mój numer jeden. Odpadam. I natychmiast uaktualniam dane. W człowieku drzemią pokłady zła i głupoty. U niektórych jedynie trochę mniej.

(I naprawdę to właśnie jej powiem? Że w niej i w nas też?)

A potem wpatrujemy się w ekran jak urzeczeni. Zjawiskowa, eteryczna i jakby z innego świata Janet Devlin. Poruszająca najczulsze struny ludzkiej duszy. Przywołująca na myśl Alicję z Krainy Czarów w tych swoich dziewczęcych sukienkach i fryzurach.
- Człowiek, który wydobywa z siebie coś takiego, nie może być z natury zły.

Skoro tak potrafi rozmawiać. Tak myśli i mówiTak pisze. Tak tworzy. Tak wychowuje.

Jeśli kiedyś zapyta, a ja akurat nie będę wiedziała, co odpowiedzieć, odpalę ten zły i zepsuty do cna Internet i pokażę jej, czym zajmują się inni ludzie. Zabiorę ją do wszystkich Dziadków. Opowiem o Wielkiej Orkietrze Świątecznej Pomocy. O wszystkich tych, których spotkaliśmy i wciąż spotykamy na swojej drodze.

Może sama dojdzie do jakichś konstruktywnych wniosków.

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Myślę, że człowieka nie da się tak jednoznacznie określić. Z natury to my mamy w sobie zarówno pierwiastek dobra, jak i zła. Poza tym pierwiastki mądrości i głupoty, szorstkości i czułości, poczucia humoru i ponuractwa, takie które otwierają nas na innych ludzi i te które każą się zamknąć na otoczenie... To czego akurat doświadczamy ze strony innych, to który pierwiastek w danej chwili wyjdzie na prowadzenie też zależy przecież od wielu czynników.
    Życzę Fruzi, żeby doświadczyła w życiu więcej dobra, niż zła. Może zamiast wpajać którąkolwiek z tych opcji, warto budować w niej otwartość na drugiego, fascynację człowiekiem, która pozwoli zobaczyć całe jego bogactwo?
    Twierdzenie, że z natury jesteśmy źli budzi mój sprzeciw, równie mocno, jak zakładanie że urodziliśmy się do tworzenia dobra (co i mi wpajano;p). Przekazywanie, którejkolwiek z tych opcji jakoś nas chyba zubaża. Mi najbliżej chyba do stwierdzenia, że ta nasza natura jest po prostu nie zbadana. Warto ją zgłębiać, analizować, ale już nie szufladkować, za to pozostawić miejsce dla pierwiastka tajemnicy i zaskoczenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej się z Tobą zgadzam, tyle że trudno ochronić samego siebie przed takim myśleniem w chwilach, które uświadamiają ci, ile w tej ludzkiej naturze jednak jest tego złego pierwiastka. A mówiąc o złu, mam na myśli szeroką paletę naszych negatywnych cech, a przede wszystkim rozbuchany egoizm i ignorancję. Tak po ludzku, zwyczajnie czasem trafia mnie szlag, kiedy słyszę i widzę, co się dzieje wokół. I nie chodzi mi tylko o kwestie ekstremalnie ważne - wojny, dyskryminację, przemoc - ale te codzienne, w mniejszej skali, z którymi stykamy się w pracy i na ulicy. Nie masz tak czasem (na szczęście u mnie to stan przejściowy, bo jednak z lekkim wahaniem wciąż skłaniam się ku idealistom), że wydajesz osąd na całej ludzkości? Nie chcę szufladkować i bardzo się przed tym bronię, chodzi mi jedynie o to, że czasem bardzo trudno utrzymać w sobie poziom tej ufności i wiary w drugiego człowieka, choć i tak zdecydowanie łatwiej z pozycji człowieka siedzącego wygodnie na kanapie, we własnym domu, w teoretycznie bezpiecznym kraju. Dlatego potem podwójnie doceniam te momenty, kiedy dostrzegam, ile jest jednak tego dobrego pierwiastka wokół nas - patrz: Fruzia:-) Wszystkim wciąż opowiadam, ile dobra spotkało nas w życiu od innych ludzi. Co nie przeszkadza mi czasem wątpić globalnie.

      W jedno na pewno nie przestanę wierzyć - w to, że warto, mimo wszystko, czynić to dobro, jakkolwiek górnolotnie to zabrzmiało. I to akurat na pewno będziemy chcieli wpoić Fruzi.

      Usuń
  2. Mam tak, oczywiście, że mam:) Szlag mnie trafia, ciskam piorunami i cała moja otwartość dla odmienności i słabości ludzkiego charakteru idzie gdzieś w siną dal... Dziś akurat wiosna u mnie w głowie, więc ta wyważona, otwarta strona mojej osobowości bierze górę ☺️ Ale nie raz tracę cierpliwość dla głupoty i tego szeroko pojętego zła, którego pierwiastek i we mnie siedzi przecież, więc i dla siebie cierpliwość też czasem tracę;)
    Nie zmienia to jednak faktu, że mam coś w sobie, od zawsze, co każe mi szukać zrozumienia dla wszystkich i wszystkiego. Nie raz zaprowadziło mnie to moje zrozumienie w ślepy zaułek, bo nie każdy człowiek, w nie każdej sytuacji na nie "zasługuje", no ale tak już mam.
    Mój idealizm jeszcze całkiem niedawno mocno pielęgnowałam. Teraz ustępuje on często pola smutnemu realizmowi. Ale podobnie jak Ty wierzysz, że warto czynić dobro (dla mnie to nie brzmi górnolotnie, a przyzwoicie po prostu 😊) nadal jestem przekonana, że warto postępować w zgodzie ze swoimi ideałami, choćby realia otaczającego nas świata daleko od tych naszych ideałów odbiegały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego właśnie nam trzeba więcej - zrozumienia dla siebie nawzajem. Więc trzymaj tę wiosnę i ten idealizm, nie gub go, bo jeśli ja go niechcący kiedyś zgubię, będę potrzebować takich jak Ty, żeby naprowadzili mnie na właściwie ścieżki:-*

      Usuń
  3. Wzruszonam. Do szpiku.
    Dziękuję.

    Jeśli człowiek jest zły to i Fruzia, będąc człowiekiem, jest zła.

    Wolę arytmetykę dodatnią.
    Wy jesteście dobrzy.
    Fruzia jest dobra.
    Człowiek jest dobry.

    Trzymajmy się jasnej strony ulicy i pielęgnujmy tą jasność w Potomkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dzisiaj obie zrobiłyśmy sobie dzeń wzruszeń. Cmok!

      Nieeee, Fruzie, Grudki i inne Rudolfy to stworzenia wyjątkowe, których wartość nie podlega niczyim wahaniom nastrojów;-)

      Masz rację, zostańmy po jasnej stronie mocy.

      Usuń
  4. Zerknij w wiadomości na facebooku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że dałeś tutaj znać, bo wiadomość wylądowała w osobnym folderze i jak znam siebie, jeszcze długo bym jej nie znalazła;-)

      Usuń
  5. Ja myślę, że nikt nie rodzi się z gruntu zły. Przecież najsampierw jesteśmy czystą kartką, która zamalowywana kolejno przez różne doświadczenia, po latach zaczyna dawać pewien obraz. Czasem w pozytywnym klimacie, mieniący się różnorodnością kolorów, niekiedy jedynie poprzecinany burościami, a czasem zdarza się szaro-czarny i ponury negatyw...

    Lata będą mijały, Fruzia będzie dorastała, każdego dnia będziecie poznawali ją coraz lepiej i intuicyjnie będziecie ją uczyć otaczającego świata, a póki co cieszcie się tym, że jest jeszcze tego wszystkie nieświadoma, taka niewinna, jak również tym, że czeka Was rodzinny wypoczynek w Polsce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda, rodzimy się jak czysta kartka, a jednak niektórzy, pomimo względnie dobrych życiowych doświadczeń (bo któż nie ma tych kiepskich? abstrahuję teraz od prawdziwego hardcoru) mają jakby wrodzone predyspozycje do czynienia paskudztwa. Ale oczywiście wiem, o jaki przekaz Ci chodzi i zgadzam się z Tobą, trzymajmy się pozytywów.

      (Choć bedę też upierać się przy jednym - od czasu do czasu nie zawadzi spojrzeć na ten świat z perspektywy realisty, a nie jedynie przez zamazane szkła optymizmu. Chyba dzięki temu można przyjrzeć się też samemu sobie, a w kontekście dzieci - ochronić je przed szokiem i uwrażliwić na krzywdę innych.)

      Wypoczynek... jest dopiero (już?) na trzecim miejscu mojej listy. 1. Zacząć pracę i nie stracić jej po pierwszej nocce, na której złapią mnie chrapiącą pod łóżkiem jakiegoś seniora; 2. Zobaczyć na własne oczy paszport Fruzi; 3. Lecieć (15 miesiącach od ostatniej wizyty). Ach!

      Usuń