Gadki Fruzi

czwartek, kwietnia 07, 2016

Tekst tłumaczony z angielskiego na polski jest zwykle dłuższy od oryginału o jakieś 20-30 %, wiedzieliście o tym? Nasza gramatyka często wymaga większej liczby dłuższych słów na wyrażenie tego, co po angielsku ujęlibyśmy w kilku krótkich.  Taki urok obu narzeczy.

Fruzia chyba zaczęła mówić po angielsku.

- E! - krzyczy z łóżeczka o szóstej rano.
To nie jest zwykłe 'e'. To stanowcze, zdecydowane i zaczepne 'E!' W brzmieniu przypominające trochę twórczość kolesi spod monopolowego - E, ty tam, kopsniesz szluga? - choć u Fruzi jest trochę bardziej eleganckie. W wolnym tłumaczeniu na polski:
- Ej, wy tam, natychmiast proszę przyjść, wyjąć mnie z łóżeczka i przetransportować do waszej sypialni!
Zwykle dajemy jej dwie minuty na ponaglanie nas, choć wiem, że natrząsanie się z własnego dziecka jest naganne i nie wróży dobrze naszej karierze rodzicielskiej.

- A! - krzyczy Fruzia w chwili ekscytacji pomieszanej z dumą, kiedy chwali się przed skypową publiką najnowszymi umiejętnościami.
To znowu krótka samogłoska. Żadnego rozciągania i niepotrzebnych dłużyzn. Tonacja lekko rozkazująca.
Pięć kroków przy chodziku, a potem pit stop i jedna ręka w górze.
- A! - informuje cały swój świat.
Idzie dalej. Trzy kroki, pit stop, druga ręka w powietrzu.
- A!
Co ma oznaczać:
- Patrzcie na mnie! A ty, Babciu Mamuśko, przestań już piszczeć, bo przez ciebie pomylę kroki!

Wieczorem głaszczę ją po policzku i włoskach. Talię mam rozpłaszczoną na barierce łóżeczka, głowę tuż przy główce Fruzi. (Przysięgam, że kiedyś nastąpi jeden z trzech kataklizmów - 1. barierka pęknie, 2. zasnę na niej, 3. wstanę i dostanę wylewu od wiszenia głową w dół.) Malutka zamyka oczy i zaczyna odpływać.
- Mmmm! - mruczy przez sen.
- Mmmm! - odpowiadam w tym samym tonie.
- Mmmm! - słyszę znowu.
- Mmmm! - kontynuuję dialog.
Jeśli nie odpowiem, Fruzia wyśle jeszcze jedną przypominajkę, a potem otworzy oczy i Morfeusz będzie mógł się wypchać. Konwersujemy więc dalej.
- Mmmm! - to ona.
(- Głaszcz dalej, mamo, jeszcze nie śpię!)
- Mmmm! - to ja.
(- No przecież wiem, borsuku!)

I pomyśleć tylko, że kiedyś umiała powiedzieć jedynie ba-ba, a dziś operuje całymi zdaniami. (Wzrusz.)

I to w obcym języku!

You Might Also Like

16 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz z mojego komentarza nie wyszedł tasiemiec :)

      Usuń
  2. Niesamowite te Wasze konwersacje i sposób, w jaki je opisujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Nas wciąż zadziwia fakt, że z takim małym człowiekiem, który potrafi powiedzieć dwa słowa na krzyż, można już tak pogadać:-)

      Usuń
  3. Niezwykle elokwentna jest Twoja Latorośl;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Myślę, że ma to po Rudolfie:-)

      Usuń
  4. A wiesz, że dla odmiany hiszpański zawiera tak mało treści w słowach, że trzeba się sporo nakłapać dziobem, żeby coś powiedzieć? Dlatego oni tak szybko mówią, żeby nie popadać w dłużyzny :)

    Fruzia cudowna!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam to hiszpańskie kłapanie dziobem i aż żałuję, że jedno z nas nie pochodzi z Hiszpanii, mielibyśmy trzeci język dla Fruzi (a dla mnie z pewnością pomieszanie zmysłów...);-)

      (Oraz dodałabym, że się Fruzia zarumieniła pod wpływem komplementu, ale to byłoby kłamstwo. Ona łyka pochlebstwa tak lekko jak Rudolf swoje żarcie:-))

      Usuń
  5. Au, no prawie sobie przypomniałam jak pachnie taki bobas:-) Słodkie talk-talk:-)

    OdpowiedzUsuń