O tym, że z czekaniem nam do twarzy

czwartek, marca 03, 2016

Pizza Hut, wczesny wieczór

Najbardziej komercyjne miejsce świata. Już nie pamiętam, kiedy i jak stało się naszym punktem do przeżywania i przeżuwania. Tam świętujemy dobre wieści i trawimy wraz z pizzą to, co boli. Bywaliśmy tam przed Erą Fruzi, bywaliśmy razem z nią, kiedy jeszcze nie potrafiła siedzieć. Dziwiliśmy się pędzącemu czasowi, kiedy po raz pierwszy mogliśmy posadzić ją w wysokim krzesełku obok naszego stolika. Śmialiśmy się, kiedy równo z nami zaczęła wsuwać warzywa z sałatki, pieczywo czosnkowe, a potem kawałki wypchanych serem obrzeży pizzy.

- Nie martw się - mówi on między jednym a drugim kęsem naszej Cheesy Bites. - Przecież nas znasz.
Znam. To prawda. Tyle o nas wiem, ile nas życie sprawdziło.
- Jesteśmy konsekwentni, krok po kroku poukładamy to wszystko - dodaje. - Jeszcze będziemy mieli dzieci, zobaczysz.
Wiem.
Wiem już, co stało się misją naszego życia.
Długie i mozolne kompletowanie rodziny.

Piąta Chatka, kilka godzin wcześniej

Przyjechała na ostatnią wizytę. Na ostatnią naprawdę. I na tej naprawdę ostatniej wizycie postanowiła strzelić nam gola. A ja, głupia, myślałam, że do jednej bramki gramy.

W sumie więcej milczała, sondując, co ja na to. Że jednak nie, że dopiero za dwa lata możemy podjąć rozmowy. (Podjąć je. Za dwa lata.) (Cisza.) Coś o potrzebach dziecka i dużej liczbie adoptersów. (Cisza.) Och. I jeszcze o różnicy wieku, bo bez niej to wiadomo. (Cisza.)

Pytam powoli, ważąc słowa, bo czuję, że grunt znów usuwa mi się spod nóg. Pytam o starsze od Fruzi dzieci, jesteśmy otwarci, pytam wciąż teoretycznie, szukam rozwiązań i dobrych dla wszystkich scenariuszy, przecież nie zamierzam bić się z nikim o noworodka, ale napotykam na mur milczenia, sceptycznych min i uważnego badania mojej reakcji. Na ręku mam Fruzię i tylko dzięki niej wciąż jeszcze stoję w pionie.
Deja vu. Wtedy było dokładnie tak samo. Obawiam się jednak, że tym razem za kilka dni nie zadzwoni telefon i nie obróci tego złego wrażenia w pył. To tak, jakbym rozmawiała z kimś innym niż miesiąc temu. Całkowicie innym. Z kompletnie nowym pakietem zasad i ustaleń.

To upokarzające. Tak prosić się o dziecko. Ej, no weź, jedno już masz. Chyba nie myślałaś, że możesz sobie zrobić drugie ot, tak? Nie myślałaś, prawda?

Cholera, zapomniałam. Nie wiem, jak to się stało, ale ja naprawdę zapomniałam! Że przecież nie możemy w zaciszu własnego domu, w tajemnicy, żeby nie zapeszyć, może nawet chichocząc lekko, zdecydować, że pora powiększyć rodzinę. Nie, na pewno nie my. My musimy z całym zastępem ludzi, którzy przetestują nas wzdłuż i wszerz. Jeszcze raz. I jeszcze jeden. Jak, do cholery,  mogłam zapomnieć?!

Żeby chociaż jedno dobre słowo, takie łagodzące, przecież was znamy i to świetnie, że chcecie dalej z nami działać, może w którymś momencie będziemy mogli okazać się bardziej elastyczni, na Boga i Karmę, przecież chodzi o dzieci czekające na dom!
Żeby chociaż to.
Cisza.
W Krainie Deszczu taka cisza jest złowroga.
I nagle słyszę samą siebie:

- Nie poddamy się tak łatwo.

Jeszcze nie wiem, o co dokładnie mi chodzi. Chyba po prostu chcę, żeby wiedziała, że jeśli naprawdę będzie trzeba, poczekamy. I że nawet jeśli po drodze zmienią się przepisy, regulacje, a Kraina Deszczu nie tylko wystąpi z Unii, ale jeszcze wypisze się z planety Ziemia, to ja i on nie poddamy się tak łatwo. Chcę, żeby wiedziała, że ja i on włazimy oknem tam, gdzie nie da się przez drzwi. Tylko czy przypadkiem ona nie powinna już tego o nas wiedzieć?

Strażniczka patrzy na mnie i przysięgam, że jest zła. Za żadne skarby świata nie okaże tego, ale przecież widzę. Jest na mnie zła.
Przecież nie zamknęła nam przed nosem tych cholernych drzwi.
Ona je tylko lekko przymknęła na jakiś czas.

Zachowałam się impertynecko jak na tę szerokość geograficzną.
Przez chwilę żałuję, że nie jesteśmy w Ameryce Południowej. Albo we Włoszech. Niech już będzie, w Polandii też nie byłoby źle. Przydałaby się jakaś bardziej emocjonująca wymiana myśli.
Tutaj to jak policzek.
To jak groźba i rękawica rzucone pod nogi.
Z dziką satysfakcją myślę, że może choć na chwilę wstrząsnęłam jej poukładanym światem.

(Długa cisza. Patrzymy na siebie, jednocześnie unikając swoich spojrzeń.)

Wreszcie zmieniamy temat. Żegnamy się z uśmiechem. Choć jestem pewna, że obie mamy niesmak po tej wizycie. Po tej ostatniej wizycie.

Idę umyć zęby.

Pizza Hut, tego samego wieczoru

Przeżute, przegryzione, przetrawione. Żartujemy z Fruzi, która małą łapką daje znać, że buzia już wolna, pora na kolejny kęs, więc proszę się tam nie obijać!
- Późne rodzicielstwo ma sporo plusów - mówi Inżynier tonem, który tak dobrze znam. Słodko-gorzkim. - A znając nas, będziemy zbliżać się do sześćdziesiątki, kiedy dołączy do nas ostatnie dziecko, więc przynajmniej długo będziemy czuć się młodo.

I tego się trzymamy.
Zawsze musimy się czegoś trzymać.

Piąta Chatka, tydzień później

Tak sobie teraz myślę, Drugi Potomku, że może tak miało być. Będziesz dorastał z myślą, że na Ciebie też musieliśmy poczekać, że Ciebie też musieliśmy wymantrować i wywalczyć. 

Może ta świadomość będzie Ci kiedyś potrzebna.

You Might Also Like

10 komentarze

  1. To ile Wy chcecie mieć tych dzieci? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzi na to, ze jakas piatke;-)

      Usuń
  2. Czytając miałam wrażenie, jakbym znalazła się w jakimś cholernym thrillerze. No poważnie! Nie wiem już sama, czy to ja przewrażliwiona jestem,czy to Ty tak potrafisz napięcie zbudować. W każdym razie nadal mam ciary po opisie tych wszystkich Waszych spojrzeń i wymiany pseudo-uprzejmości. Osobiście też chyba wolałabym jakąś bardziej ożywioną dyskusję i przerzucanie się argumentami, nawet tymi cięższego kalibru ...

    Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - w okolicach sześćdziesiątki Wasze rodzicielstwo na pewno będzie już w pełni świadome i ukształtowane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. I wtedy dopiero będę mogła wymądrzać się w piaskownicy!!:-)

      Usuń
  3. Ehh musicie mieć wielkie pokłady cierpliwości, co trochę dziwne przy małym dwunożnym i większym czworonożnym dziecku ;) Nie wiem dlaczego życie jest tak cholernie niesprawiedliwe ale wiem, że macie dość siły żeby przejść cały proces jeszcze raz i jeszcze milion razy jeżeli będzie trzeba :) A po 60 to Wasze dzieci będą Wam wnuki zostawiać na weekend, żeby same mogły gdzieś wyskoczyć i patrz, znowu nastanie era bajek. Chyba do końca życia z nich nie wyrastamy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta cholerna cierpliwość, najgorsza z cnót!;-) Jak tak dalej pójdzie, to istnieje ryzyko, że nasze ostatnie dziecko będzie rówieśnikiem bobasa Fruzi... ;-)

      Usuń
    2. Ojtam, ojtam! A moze gdzies czekaja na was czworaczki? Mysle, ze dobra energia splywajaca od Czytelnikow tez swoja moc sprawcza posiada!

      Usuń
    3. To pewne, Czytelnicy mają moc!
      A czworaczki to byłoby coś. Mogłabym szybko założyć z funduszy unijnych przedszkole na potrzeby własne...:-)

      Usuń
  4. Hej Litermatko. Kilka tygodni temu przezylismy z mezem podobne spotkanie z social worker. Staramy sie o adopcje w UK naszego pierwszego dziecka i nasz proces trwa juz ponad 8 miesiecy. Mielismy juz wyznaczona date panelu na maj, a kilka dni temu po zmianie social worker osrodek postanowil wstrzymac nasza aplikacje o 6 miesiecy, bo rzekomo nasz angielski nie jest wystarczajaco dobry, zeby wychowac angielskie dziecko (poprzednia social worker dala nam bardzo pozytywna opinie i sami wiemy, ze nasz angielski jest wystarczajacy). Poczulam sie tak samo, jak wtedy, gdy od lekarza dowiedzielismy sie, ze nie mozemy miec biologicznych dzieci. Walczymy dalej, byc moze zmienimy agencje, bo z obecna juz stracilismy 8 miesiecy, a tak naprawde mamy ukonczony tylko stage 1.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, strasznie mi przykro! Aż mi się słabo zrobiło, kiedy przeczytałam, jak Was potraktowano, domyślam się, jaki to musiał byc dla Was szok! Nie cierpię takiego traktowania ludzi - jeden mówi, że jest ok, przychodzi ktoś inny i niweczy wszystko... Dobrze, że się nie poddajecie, przecież agencja już raz uznała, że jest ok, skoro mieliście datę panelu, walczcie dalej - to jedyne, co mi przychodzi do głowy! Gdybyś chciała pogadać mailowo, jestem pod litermatka81@gmail.com Daj znać, jak zrobicie kolejny krok naprzód, będę Wam kibicować!!

      Usuń