O sprawdzonym* sposobie na ząbkowanie

piątek, marca 11, 2016

Niedzielny, wczesny wieczór. Inżynier ulokowany na dywanie, zawinięty w kołdrę, pod głową ma dwa wielkie miśki Fruzi, które jeszcze niedawno były śnieżnobiałe, w ręku szklanica z napojem bogów. Ja siedzę na sofie, kończę swój przydział chałupniczego oskrobywania plastikowych detali, zaraz zamierzam dołączyć do Męża na dywanie. Rudolf gdzieś pomiędzy nami, tyłkiem na kołdrze, pyskiem na moich stopach. Oglądamy film. A raczej próbujemy, bo już gdzieś na starcie mała budzi się z płaczem. Całuję, przytulam, lulam, głaszczę po pleckach i włoskach. Układam wygodniej, przykrywam, podaję smoczka, całuję, przytulam, lulam, głaszczę. Mała dalej płacze. Szepczę, szumię, nucę. Całuję, przytulam, lulam, głaszczę. Fruzia wpada w histerię. Dotykam jej czoła, ale nie, nie ma gorączki. Za to policzek taki bordowy, że przebija przez ciemność.

Biorę ją do nas. Inżynier sadza ją sobie na brzuchu i próbuje rozweselić. Ja przynoszę drugą kołdrę, zabawiamy Fruzie, ale średnio nam idzie, mała uśmiecha się, ale za chwilę znów krzyczy tak, że nawet Rudolf patrzy na nas niepewnie. Te zęby nie mają litości. Jeden po drugim, jakby gdzieś im się spieszyło, nie dają malutkiej chwili wytchnienia. Ból przychodzi falami, to widać, Fruzia jest nim umęczona, a my nie wiemy, jak jej pomóc. Gryzaki wyrzuca, żel działa na chwilę. Paracetamol staram się dawkować ostrożnie, choć nie wyobrażam sobie nie mieć go w szufladzie na czarną godzinę. Pozwalamy małej pogapić się w ekran laptopa, układamy ją wygodnie na kołdrach, głaszczemy po małej główce i kiedy wydaje się, że już, już zasnęła... po sekundzie znów budzi się z krzykiem. Płacze tak żałośnie, tak rozpaczliwie i tak prosząco. Nie mam pomysłu na to, co dalej.

- Papier - mówię w końcu. - Jak to nie zadziała, to już nic nie pomoże.

Przynoszę z łazienki rolkę papieru toaletowego. Fruzia początkowo jakby nie zwraca na niego uwagi, ale jej chlipanie powoli się uspokaja. Siada na tyłeczku, patrzy na nas uważnie, jeszcze łka cichutko od czasu do czasu, jeszcze jęknie i chlipnie, ale najwyraźniej przynęta chwyciła. Fruzia bierze papier w łapki i zaczyna drzeć go na małe kawałki. Przyglądamy się temu z nadzieją, że malutka złapie trochę oddechu, że uspokoi się na dłużej niż minutę.

O dwudziestej trzeciej kładę Fruzię do łóżeczka, po kilku westchnieniach zasypia spokojnie. Wracam do salonu, włączam światło i ... nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Cały pokój usłany jest kawałkami papieru toaletowego - maleńkimi i trochę większymi płatkami, kulkami, wstążkami białego puchu. Są na dywanie, na kołdrach, na podłodze, na sofie... Na pysku Rudolfa ułożonego obok pańciunia. Zmieszały się z białymi, plastikowymi detalami, których nie dokończyłam. Mam je na kapciach, na legginsach... o, Mąż Mój zdejmuje papierowe płatki z moich włosów.
- Boże! - mówię tylko, strzepując kołdrę.
Biały puch podnosi się do góry, wiruje pod sam sufit.
- Fajnie, co? - śmieje się Inżynier. - Jak na koloniach.
Mhm. A ściślej mówiąc, jak na zimowisku.
Kładę się obok chłopaków na dywanie, zawijam w kołdrę i białe ścinki, głaszczę Rudolfa.

Powinni produkować specjalną wersję papieru toaletowego dla ząbkujących maluchów. Mógłby być jeszcze lżejszy dla wzmocnienia efektu wirowania i ulegać samozniszczeniu po kilku godzinach.

Fruzia przesypia całą noc. W przeciwieństwie do nas. Co jakąś godzinę budzimy się, bo Rudolf robi straszny rumor  w salonie, dając wyraz swemu niezadowoleniu.

Zostawiłam na sofie rozsypane detale, więc teraz on, biedak, nie może się na niej umościć!

* Sprawdza się tylko wtedy, kiedy zaczynają działać przeciwbóle...

You Might Also Like

13 komentarze

  1. Wrozke Zebuszke juz dawno ktos powinien odstrzelic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale najsampierw wyrwać jej na żywca choć ze trzy zęby. Obcęgami.

      Usuń
    2. Chyba mam w sobie spore pokłady uśpionej agresji, bo wyobrażenie sobie tego obrazka sprawiło mi dziką satysfakcję!;-)

      Usuń
  2. Ale masz sposób, tylko sprzątania po niż sporo ;) U nas pawie toaletowy nie wzbudza takich emocji, a co wzbudza? Pilot i butelka od piwa (ew. puszka) - córka taty zdecydowanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kij ze sprzątaniem - szczęśliwego dziecko to szczęśliwy rodzic. Nie zapominaj, że na podłodze mamy tonę kudłów Rudolfa, więc jesteśmy przyzwyczajeni;-) Ooo, muszę spróbować z puszkami!;-)

      Usuń
  3. U nas chyba by się nie sprawdziło, bo Bąbel na papier toaletowy jakiegoś wielkiego szału nie ma - czasami wrzuci kilka długich wstęg do sedesu i spuści wodę, ale generalnie szybko mu się nudzi ;) Na ząbkowanie u nas pomagał Dentinox i anielska cierpliwość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dentinox też mamy, ale jakoś na krótko pomaga. A z anielską cierpliwością mamy problem, bo w sklepach już nie mają;-)

      Usuń
  4. U nas w zastępstwie dartego na celulozowy puch papieru jego ekscelencja Viburcol. Czopek w dupinkę i spokój jak ta lala.
    Biedna Fruzia, biedna mama Fruzi, biedne wszystkie ząbkująca niebożątka i ich starzy.
    Matka natura to łajza, że tak to wymyśliła. A przecież wszystkie i tak potem wypadną pociągnięte sznurkiem uwiązanym do klamki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, a to mi podpowiedziałaś, dziękuję!, bo czopków dotąd nie stosowaliśmy. Muszę się rozejrzeć, jeśli nie tutaj, w Krainie Deszczu, to na pewno babcie załatwią, co trzeba:-)

      Łajza. Zgadzam się. Matka natura to w ogóle ma kilka nietrafionych pomysłów na swoim koncie...

      Usuń
  5. Biedni jesteście. .. u nas sprawdza sie jeszcze oprócz panadolu, nurofen w czopkach/syropie dziala cuda...podawany oczywiście nie na raz tylko naprzemiennie i jeszcze na okres wzmożonego ataku zebowego średnio ciepłe zmiksowane zupki/obiadki gryzaki zimne choc to akurat sprawdzalo sie u Synka bo Gwiazda za chiny nie chce gryzakow.Matka Natura beznadziejnie to wymyśliła :* trzymajcie die

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie my głównie na paracetamolu i ibuprofenie w syropie. Czopki zaraz będę googlować, dzięki! Gryzaki leżą w lodówce zapomniane, bo Fruzia gryzie oczywiście wszystko inne, a to, co ponoć ma pomagać, wywala na drugi koniec pokoju:-) Buziaki!:-*

      Usuń
  6. Najpierw Witaj. Dopiero przez Bąbla mamę znalazłam Twojego bloga. :) podoba mi się i chętnie zostanę na dłużej :)
    Ząbkowanie u nas jest ostatnio na czasie. Wszystko wychodziło na raz.. Malutka umordowana była niesamowicie. Stosujemy żel, który jest na chwilę, a poza tym Nurofen, albo Ibufen. Też jednak nie za często. U nas oprócz ząbkowania zawsze z tym pojawia się czerwone gardło i kaszel..
    Ale damy radę, w końcu wyjścia nie ma, a dzieci nie będą pamiętać! :) pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, bardzo mi miło, że zajrzałaś i masz ochotę zostać:-) U nas zawsze jest katar w gratisie, ale masz rację - trzeba zacisnąć własne zęby i przetrwać zęby bobasów:-) Pozdrawiam!

      Usuń