O smoczkach

niedziela, marca 06, 2016

Smoczki są cool. A właściwie dydki, dydusie. Tak nazywaliśmy je w Moim Rodzinnym Domu, tak nazywamy je w Piątej Chatce. Fruzia reaguje na słowo dyduś, nie smoczek. I właściwie mogłaby się ze swoimi pomarańczowymi i  niebieskimi przyjaciółmi nie rozstawać, gdyby nie dziwna matka, która toczy z nią jeszcze dziwniejszą wojnę podjazdową, sprawiając, że dydki czasem rozpływają się w powietrzu. Matka nauczyła się jednak doceniać spryt Fruzi, która potrafi bezbłędnie zlokalizować ich położenie w promieniu mili.

Nie marwię się jednak. Babcia Mamuśka rozgrzeszyła mnie ze wszystkich moich obecnych i przyszłych grzechów wychowawczych (oprócz skarpetek i niedawania dziecku gorzkiej czekolady) i oznajmiła, że mam się nie wygłupiać tylko spokojnie dać młodej nacieszyć się dydusiem. Odetchnęłam. Przyszła mi do głowy taka dzika myśl, żeby rozdzielić ich na dobre, ale dopiero po oficjalnym oświadczeniu Mamuśki nabrałam pewności, że czynię słusznie, dając im czas. A jeśli nie, to zawsze będę mogła zwalić winę na Mamę.

Poza tym u nas to rodzinne.

Niekwestionowanym mistrzem w tej dziedzinie chyba na zawsze pozostanie Wielki Brat. Wiarygodne źródła podają, że w wersji mini był on tak zagorzałym zwolennikiem dydkania, że zainicjował nawet społeczną kampanię "Jestem dydkaczem i nie wstydzę się tego." Mini Wielki Brat ostentacyjnie miętolił jeden smoczek w buzi, jeden w dłoni, a trzy inne nosił ze sobą nawleczone na tasiemkę. Mamuśka twierdzi, że przechodził też etap pocierania dydkami policzków, które w pewnym momencie miał już tak powycierane, że zachodziła obawa o ich przedziurawienie. I tak przez dobre trzy lata. Wasza reporterka słyszała również, ale są to niepotwierdzone informacje, że pod wpływem kampanii Wielkiego kilku innych dydkaczy z okolicznych wiosek dokonało coming outu. Pamiętajmy jednak, że to było ponad 35 lat temu. Ludzie byli bardziej tolerancyjni i przyjaźni dydkaczom niż obecnie. Dlatego nasz coming out może dokonać się jedynie tutaj, w sieci. Chronię Fruzię jak mogę przed publicznym ujawnieniem prawdy.

Ja zdecydowanie lepiej wpisałabym się w obecny nurt smoczkowy (można by rzec, że wyprzedziłam swoją epokę), choć miłość moja do dydka była z tych romantycznych. Ten jeden albo żaden. Miałam około 10 miesięcy, kiedy mój przyjaciel dyd dokonał żywota swego. Do dziś nie wiadomo, czy śmierć spowodowana była przyczynami naturalnymi, bo pamiętajcie, że smoczki jednak krótko żyją, czy może trochę mu pomogłam w zejściu z tego padołu łez... Nieważne. Sekcja zwłok wykazała wielką dziurę w dydku i to był koniec.
- Dydy ma! - mówiłam z rozpaczą w głosie. - Dydy pęk!
- Tak jest, kochanie - powtarzała Mamuśka cierpliwie. - Dydusia nie ma, dyduś pękł.
I tak przez całą noc.
- Dydy ma! - przypominało mi się co chwilę. - Dydy pęk!
Jestem pewna, że dla Rodziców to była bardzo długa noc.
Ale miłość zwyciężyła. Miłość jest ponadczasowa. Od tamtego dnia i tamtej nocy nie pokochałam już żadnego innego.

I to pewnie dlatego nie potrafię jeszcze przerwać tego związku on-Fruzia. Coś we mnie pęka za każdym razem, kiedy patrzę, z jaką miłością nasza córka obejmuje swojego smoczka. (Jednego z wielu, ale przecież czasy się zmieniły, więc nie bądźmy tacy drobiazgowi.)

To echo tęsknoty za gwałtownie przerwanym uczuciem.

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Blanka miała taki etap ze zasypiala z 3 smoczkami Jeden miała w buzi i w każdej lapie po sztuce Inaczej nie szło. U nas był monio. Moniasek I dzikie ryki: "dzie mój moniasek?" Miłość grubo ponad dwa lata trwała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli Fruzia jest po prostu jedną z wielu uzależnionych. Od razu mi lepiej:-) PS. Moniasek. Boskie!:-)

      Usuń
  2. U nas jest sto piecdziesiat. Sypia sie zewszad. Zbierane na ulicy, podstepnie wyludzane, kupowane z kieszonkowego. Wszystkie dla plastikowych dzieci :) Co mna wstrzasnelo ostatnio? Otoz przeczytalam na pewnym forum i okazuje sie to akceptowana Praktyka wsrod polskich matek, ze jesli noworodek nie chce ssac smoczka to sie mu go przykleja plastrem do buzi. Ba! Tak podobno robia pielegniarki na porodowkach! Do tej pory pozostaje w stuporze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyyy... Że co???! Tkwię przed monitorem i nie wiem, co napisać, bo w życiu nie przyszłoby mi coś takiego do głowy... Szok.

      Usuń
  3. U nas był jeden, z kauczuku, przyplątał się w darach losu. Grudka lubiła mu czasem pogryźć rączkę ale użycia właściwego nigdy się nie doczekał. Bo przepadł. Zapewne gdzieś w czeluściach kartonu z zabawkami. Akcji ratunkowej nie wszczęto, nikt za nim nie tesknił. No brzydki był.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dziewczyny, nie dałyście mu szansy... Może miał piękne wnętrze?

      Usuń
  4. A ja chciałam na siłę Kasię oduczyć smoczka, ale odpuszczam. Może jeszcze trochę, generalnie używa go tylko do spania (pod warunkiem, że w ciągu dnia nigdzie go nie znajdzie), a jak się przebudzi to zawsze woła "Puch!" i wiadomo o co chodzi ;) Ale sztukę mamy tylko jedną, co już nie raz przeklinałam (ale więcej nie kupiłam i nie kupię), bo jak się w nocy go domagała, a ja nie mogłam znaleźć to mine trafiało coś, nie powiem co ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, widzę, że Ty z tych ryzykantek jesteś... Jeden smoczek w domu! Fruzia wyrzuca swój z łóżeczka, natychmiast domagając sie go z powrotem, więc co wieczór mam przygotowane dwa zapasowe, żeby nie nurkować po ciemku pod łóżeczkiem... Oczywiście czasem musze, jak już wystrzeli wszystkie trzy. Wtedy też mnie trafia. Dokładnie to samo, co Ciebie!:-)

      Usuń
  5. My już ten etap "dydania" mamy za sobą - i poszło całkiem gładko, uwinęliśmy się w ciągu jednej (stosunkowo spokojnej) nocy. Na pewno byłoby znacznie gorzej, gdyby Bąbel po części sam o tym nie zadecydował - na szczęście my musieliśmy tylko go w tej decyzji wspierać i umacniać oraz jeszcze przez jakiś czas unikać pokus (czytaj: działu niemowlęcego w supermarkecie) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo pocieszające, może Fruzia też kiedyś dojdzie do tego wniosku, co Bąbel, że dydol jej niepotrzebny. Byle nastąpiło to przed piątymi urodzinami;-)

      Usuń