O gramatycznych (nie)porozumieniach

środa, marca 09, 2016

Siadam na miękkiej sofie przy recepcji. Naprzeciwko mnie, przy małym, okrągłym stoliku siedzi dwoje sanitariuszy, rozprawiają o czymś półgłosem. Obok nich łóżko na kółkach. Po chwili oboje wstają, uśmiechają się do mnie, mężczyzna łapie za uchwyty przy łóżku, kobieta wciska guzik przy drzwiach, próbując zwolnić blokadę. Szarpie się z nimi i w końcu zaczyna się śmiać, coś do mnie mówi, jakby usprawiedliwiając przed świadkami sceny swoją niemoc.
- Przyciśnij guzik i jednocześnie popchnij drzwi - podpowiada jej kolega.
Drzwi otwarte. Kobieta jeszcze raz wysyła mi usprawiedliwiające spojrzenie.
- Mnie wciąż się to zdarza - mówię jej na pocieszenie.
Nie kłamię. Czuję chwilowe pokrewieństwo dusz z tą nieznajomą kobietą.

Mam jeszcze kwadrans do spotkania, więc rozsiadam się wygodnie i powoli skanuję wzrokiem otoczenie. Jest przytulnie. Dywany, krzesła i dwie sofy obite miękkim materiałem, akwarium, zdjęcia i jakieś ulotki na korkowej tablicy, lustro, a u jego dołu złożony z ozdobnych liter napis H-O-M-E. Za moimi plecami korytarz, trochę dalej wyglądający jak szpitalny, po którym wciąż wędruje ktoś z personelu. Kiedy tak się rozglądam, łapię spojrzenia przechodzących, niejako zmuszam ich do uśmiechu. Bezgłośne hiya i hello. Odwzajemniam uśmiechy. Zastanawiam się, czy niebawem będziemy rozmawiać o planach na weekend oraz komu przeziębiło się dziecko. I jak to miejsce wygląda wieczorem i nocą.

To jeden z tych dobrych dni, czuję to.
Mogłabym tu pracować, myślę spokojnie.

***
Od początku szkoły średniej wiedziałam, co chcę studiować. I czego nie chcę robić po tych studiach. Kiedy zostałam nauczycielką, zorientowałam się, że to całkiem fajne zajęcie.

Najlepiej pracowało mi się z dorosłymi, ustaliłam więc sama z sobą, że tu leży moje powołanie. Może być młodzież, byle nie przedszkolaki. Lubię dzieci, ale chyba nie w takiej liczbie naraz. Różowa Chmurka uzmysłowiła mi, że naraz też jest dobrze. (Czasem.)

W końcu ugryzłam się w język. Przestraszyłam się, że jak tak dalej pójdzie, wyląduję na budowie i nie będę już musiała dręczyć moich skórek i paznokci, bo od tego cementu same poodpadają.

Ludzki mózg chyba rzeczywiście jest upośledzony gramatycznie i nie rozumie zdań przeczących. Może zamiast dywagować nad tym, czego naprawdę nie chciałabym w życiu robić, powinnam zacząć przekonywać mój umysł, że nigdy-w-życiu-nie-chciałabym-być-bogatą-żoną-bogatego-właściciela-sieci-polskich-piekarni-w-Krainie-Deszczu-i-matką-trojga-dzieci. Albo wreszcie zrobić to poprawnie, wysyłając mu czytelną informację, że tak-naprawdę-chciałabym-być-bogatą-żoną-bogatego-właściciela-sieci-polskich-piekarni-w-Krainie-Deszczu-oraz-matką-piątki-dzieci-adoptowanych-przed-pięćdziesiątką.

A tymczasem przypomniało mi się, że kiedyś przekonywałam Inżyniera, jak bardzo nie wyobrażam sobie pracy na nocną zmianę. Choć aż tak bardzo to nie musiałam go przekonywać. Wiadomo, że to ja potrafię zasnąć w środku najlepszej imprezy, bo właśnie wybiła północ. Prawie jak u Kopciuszka.

***
- To może najpierw powiedz mi, proszę, co wiesz o naszej firmie? - pyta rekruterka.
Fruzia właśnie usiłuje wstać, trzymając się nogawki moich jeansów. Balansuję ciałem tak, żeby nie grzmotnęła głową o krzesło, jednocześnie próbując pozbyć się tej małej pijawki, bo w tym końcu pokoju tracę zasięg i muszę się przemieścić.
Yyyy...
Z tego nawału aplikacji, które wysłałam, trudno pamiętać cokolwiek. Trochę pomaga fakt, że akurat wysłałam wczoraj. Ale tylko trochę.
Coś tam kręcę, zastanawiając się, czy ja w zasadzie rozmawiam z kimś z agencji pośredniczącej, czy może z z kimś bezpośrednio od pracodawcy. Część mnie, ta z etykietką wzorowej uczennicy, karci siebie samą za nieodrobione zadanie domowe.
- Aaaa-aaaaa - śpiewa Fruzia. - Ma-ma-ma-ma.
- How ....(aaaa-aaaa-ma-ma-ma!)  understand .. (aaaaa-aaaaa-ma-ma-ma-ma!)... independence ? - pada kolejne pytanie.
Matko. W tych warunkach to ja naprawdę daję radę, skoro w ogóle rozmawiam.
Independence? Chyba nie chodzi jej o Deklarację Niepodległości?
Tfu.
- Ach, 'promoting independence'! - dociera do mnie. - Przepraszam, moja córka plącze mi się pod nogami...

Dalej idzie już zdecydowanie lepiej, pomimo Fruzinowych pomysłów na walenie szczotką do włosów o metalową poręcz łóżka oraz otwierania i zamykania dolnej szuflady z głośnym ślizgiem. Dobrze, że ocaliła własne palce. Próbuję jej uciekać, ale gdzie bym się nie schowała z telefonem w dłoni, mała natychmiast pędzi za mną z tym swoim anielskim zaśpiewem.
- Bardzo ci dziękuję, chciałabym zaprosić cię na rozmowę kwalifikacyjną do naszej placówki - słyszę wreszcie po kilkunastu długich minutach.
- Ja również ci dziękuję, córko - mówię z ulgą do małej. - Widziałam jak bardzo starałaś się nie przeszkadzać.

Fruzia posyła mi piękny, zębaty uśmiech. Docenia, że doceniam.

***
Tym razem jestem przygotowana. Wiem, że to nie z agencją rozmawiałam kilka dni wcześniej. Wiem, ile mają placówek w całym kraju, ilu mieszkańców w tej, w której właśnie siedzimy, wiem, że demencja, niepełnosprawność, że to zupełnie inna, a jednocześnia tak podobna praca do tej w Różowej.
- W końcu pod koniec życia bywa, że potrzebujemy takiej samej opieki jak w niemowlęctwie - mówi Inżynier, kiedy razem z Fruziakiem odbierają mnie z rozmowy.

Co zrobisz, jeśli ktoś z mieszkańców zacznie na ciebie krzyczeć i być w stosunku do ciebie agresywny? Co zrobisz, jeśli ktoś z mieszkańców odmówi pójścia do toalety w twoim towarzystwie, choć potrzebuje pomocy? Co rozumiesz pod pojęciem 'demencja'? Jak twoje dotychczasowe doświadczenie zawodowe pomoże ci w wykonywaniu tej pracy? Jak wyobrażasz sobie swoje obowiązki na nocnej zmianie?

To jest naprawdę intensywne pół godziny. Ale wiem, co mówię. Wiem, o jaką pracę się staram. I dlaczego.

Dzwonią późnym popołudniem, że chcą mnie widzieć w swoim teamie. W swoim nocnym teamie opiekunów starszyzny. Pozostaje mi zaopatrzyć się w kieszonkową latarkę. Beczkę kawy, mam nadzieję, dorzucają gratis do pensji.

***
Dostałyśmy z Fruzią odroczenie służby żłobkowej.

Może i mój mózg nie jest najlepszy z gramatyki, ale mam wrażenie, że i bez niej wie chłopak, co robi.

You Might Also Like

11 komentarze

  1. Gratuluje nowej pracy! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. No coż chyba mniej przeraża mnie fakt pracy w nocy (udało mi się kilkanaście 12h zmian nocnych w Krainie Deszczu zaliczyć, ale wtedy byłam dopiero co po ślubie bez dzieci to i odespać było kiedy) jak rodzaj pracy, z tym że Ty pracowałaś w szkole z dziećmi i jeszcze w żłobku to w sumie jesteś hardcorem (w pozytywnym sensie oczywiście :). W każdym razie rozumiem, że czas na sen będziesz miała? Bo tak całe dnie i noce nie spać przez jakieś 3 lata kiedy to Fruzia pójdzie do przedszkola to chyba będzie ciężko...
    Ja Ci w każdym razie dobrze życzę i mam nadzieję, że wszystko ułożysz tak, żebyście na niczym nie tracili, a tylko zyskali (głównie pewnie dodatkowe funty - duuuużo dodatkowych funtów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę spała 3 nocki w tygodniu. Na każdej zmianie mam godzinną przerwę, którą też zamierzam wykorzystać na sen. A w ciągu dnia po pracy ... cóż, będę skazana na łaskę i niełaskę Fruzinych drzemek.:-) Wiem, będzie ciężko, ale to samo życie. A Fruzia pójdzie do żłobka jak skończy dwa lata, przynajmniej wykorzystamy 15 darmowych godzin w Różowej Chmurce, które dostaniemy od państwa w ramach adopcji:-)

      Usuń
    2. PS. Przynajmniej będziecie miały okazję przekonać się, jak się czyta bloga prowadzonego przez zombie!;-)

      Usuń
    3. Może nowy cykl - życie nocne w UK? :D

      Usuń
    4. Ha ha ha, kto wie, co się z tego urodzi!;-)

      Usuń
  3. Życzę szczęścia w nowej pracy:-) Przy demencji faktycznie przydaje się cierpliwość nauczyciela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, gdzie się nie ruszę, to muszę ćwiczyć cierpliwość. Musiałam mocno nagrzeszyć w poprzednim wcieleniu!;-) Dzięki, Pieprzu!

      Usuń
  4. Ha! Już sobie taką rozmowę kwalifikacyjną w towarzystwie dziecka w PL wyobrażam - na pewno usłyszałabym po niej zwyczajowe i grzecznościowe "cóż...ktoś od nas być może do pani zadzwoni..." ;)

    Gratuluję nowej pracy - choć moim zdaniem to Ty masz spore skłonności masochistyczne, biorąc te nocki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak to wygląda z boku, ale uwierz mi, do masochizmu mi daleko:-) Mam z Mężem i samą sobą taki układ, że jak będzie za ciężko, to zredukuję liczbę nocy w tygodniu, a jak będzie super ciężko, to po prostu zrezygnuję. Wychodzę z założenia, że lepiej spróbować i ewentualnie się poddać niż nie próbować wcale. A świadomość, że w czasie mojej pracy ona będzie sobie spokojnie spała w domu, we własnym łóżeczku, daje mi dużą motywację do takiej akurat pracy. Jak sie uda przetrwać rok w taki sposób, to uznam to za sukces.:-)

      Usuń