Gala Głosujących 2016, czyli kulisy naszego startu

wtorek, marca 01, 2016

Bez ściemy, jak pisze o swoim blogu Dagmara Hicks.

Przez ostatni tydzień mój skonany baby brain miał okazję odpocząć, godnie zastępowany przez blog brain, który dotrzymywał kroku Fruzi, jednak mnie samej nie dawał chwili wytchnienia. Po nocach śniły mi się kulki z głosami, ze szczególnym naciskiem na tę trzecią kulkę, która dotarła do Piątej Chatki w nocy z niedzieli na poniedziałek, umęczona długą podróżą i blokadami na smsy na numery zaczynające się na 7. Nawet nie dręczyłam jej gadkami o prysznicu, widziałam, że pada na okrągłą twarz, więc utuliłam ją z wdzięcznością, że jest i tak jak stałyśmy, obie padłyśmy na łóżko, tuląc się do poduszki z myślą, że nareszcie się wyśpimy.

A zaczęło się tak niewinnie.

- Zgłosiłam się do konkursu na Blog Roku - doinformowałam Inżyniera, który z boku, ale i z ogromnym wsparciem, przygląda się moim pisarskim poczynaniom w sieci już od 7 lat.
Słownie: siedmiu. Tutaj też jestem od siedmiu. Miesięcy.
(To on od czasu do czasu pyta z tym swoim błyskiem w oku, czy już mogę zacząć na tym zarabiać.)
- Świetnie - ucieszył się. - Rozszerzysz grono swoich czytelników i kiedyś jeszcze będziesz żyła z pisania, zobaczysz - przekonywał.
(Kochany jest, prawda?)
Mamuśka Moja, dopiero od niedawna czytelniczka moich zapisków, bo wcześniej zbyt dużo zamieszania wprowadziłam z hasłami (Szanowni Państwo, powitajmy brawami Mamuśkę!), natychmiast zapaliła się do pomysłu zbierania smsowych głosów. Tak jak i Druga Mama (Szanowni Państwo, powitajmy Drugą Mamę!). Ojcowie milczeli, ale tylko w tej początkowej fazie.

Potem wszystko potoczyło się niczym lawina śnieżna.

- I jak idzie z blogiem? - pytał Ojciec Dyrektor, kiedy dzwoniłam do Rodzinnego Domu.
- Walczymy! - odpowiadałam bojowo, nie mając zielonego pojęcia, jak naprawdę nam idzie.
Wystartowaliśmy z czwartej dziesiątki, potem mieliśmy awans na 26 miejsce, które szybko straciliśmy, więc trudno było przewidzieć, co dalej.
"Poruszyłam smsowe niebo i ziemię", zdawała Mamuśka tekstową relację ze swojej kampanii promocyjnej. (Tylko sam Bóg i Karma raczą wiedzieć, w czyje ręce wpadliśmy!)
- Kochanie, nic się nie martw, dziś głosujemy i zobaczymy, co jeszcze da się zrobić - zapewniała Druga Mama z pociągu wiozącego ją do pracy.
Kuzynka uaktywniła linkowanie na fejsbuku, a Rudolf szczekał tak, że go w Polandii musiały inne sierściuchy słyszeć.

Bywało dramatycznie.

"Nie możemy wysłać smsa!", donosiła Wielka Szwagierka. "Próbowaliśmy z 6 numerów, 3 telefonów, ale lipa!"
Kocur też płakała emotikonkami, że to straszne, że ona nic nie może zrobić, ale ma blokadę, tak jak i Wielka, a przy tym strasznie roztrzęsiona i "dzika" była.

A ja siedziałam w Piątej Chatce i zamiast na trzeźwo pomyśleć, że przecież nie mamy realnych szans z wielkimi blogosfery, dałam się ponieść fali szaleństwa. I właściwie wcale tego nie żałuję, bo jak Bebe słusznie zauważyła, emocje były jak przy Pucharze Świata. Choć w moim przypadku lepsze byłoby porównanie do kupowania wózka dla Fruzi na car boot sale.
Siedziałam więc przed monitorem, logowałam się to na prywatne konto fejsbuka, to na blogowe, przy czym w pewnej chwili zorientowałam się, że publikuję na blogowym z prywatnego! Teraz to ja zdziczałam. A kiedy zdołałam opanować chaos, oznajmiłam Fruzi, że dla nas to meta, bo matka nie będzie w stanie udźwignąć ciężaru ewentualnej sławy. Fruzia zbyła mnie lekceważącym prychnięciem.

To oczywiście jeszcze nie był koniec.

Niejaki Tomasz zagaił na fejsie pytaniem, jak idzie głosowanie, a kiedy usłyszał, że wciąż czekamy na trzecią kulkę, oznajmił, że w takim razie wraca do kampanii promocyjnej. Padłam. Śmiałam się przed tym monitorem sama do siebie, zapewniając Niejakiego Tomasza, że za rok lepiej przemyślę mój start w tym konkursie, ale już dziś proponuję mu stanowisko mojego managera w fejsbukowej batalii o głosy. (Fruzia już spała, z tv dobiegały okrzyki stadionowe, nie sądzę więc, aby moje szaleństwo zostało w jakikolwiek sposób odnotowane w Piątej Chatce.)
Mniej więcej w tym samym czasie Mamuśka z Ojcem Dyrektorem debatowali w Rodzinnym Domu nad tym, kto jeszcze mógłby na nas zagłosować.
Na koniec uaktywnił się Mąż Mój, dotąd zbierający ustne relacje z wyścigu. On też wyznaje zasadę, że jak już walczyć, to do końca. Honorowo. Kliknął tu, kliknął tam i dopiero wtedy mogliśmy uznać, że zrobiliśmy, co było w naszej mocy.
(Albo prawie. Wciąż nie ogłosiłam się na prywatnym fejsie.)

A w międzyczasie dostałam od Was sygnały, że Wy też. Wy też głosowaliście. Do ostatniego dnia!

Idealnie byłoby oznajmić na blogu, że startuję, a potem tylko spokojnie obserwować gwałtowny przyrost kulek od głosów wiernych czytelników wynoszących nas na szczyt...;) Ogromnie i ze środka samego serca dziękuję tym, którzy próbowali nas dźwignąć do drugiej dziesiątki. Jesteście kochani, bo przecież łatwo było dojść do wniosku, że nie warto, bo blog jest młody, kanały społecznościowe w okrągłej liczbie 1 dopiero raczkują... A jednak walczyliście razem z nami!

A głosowanie mojej rodziny jest w stu procentach zgodne z treścią tego, co piszę. To przecież oni są moją inspiracją do tworzenia tego miejsca. Są głównymi bohaterami, czytelnikami i wspieraczami. Bez ściemy. Na serio i naprawdę.

Pozwólcie więc, że w tym roku przyznam własne nagrody w konkursie Gala Głosujących 2016.

W kategorii Najbardziej Zgrana Rodzina I miejsce zajmuje Rodzinka.pl! (brawa!)

W kategorii Najefektywniejszy Nawoływacz Smsowy laur zwycięstwa wędruje do Mamuśki! (fanfary!)

Tytuł Najbardziej Zdeterminowanego Głosującego przypada ex aequo Wielkiej Szwagierce oraz Temu Właściwemu (hip hip hurrrraaaa!)

W kategorii Najlepsza Promocja na Fejsie I miejsce, również ex aequo, zajmują Kuzynka oraz Niejaki Tomasz (pozdrawiam serdecznie!)

I wreszcie last but not least, jak mawiają tubylcy, tytuł Najlepszych Czytelników Świata przypada Wam! (tadaaaam!)

Mówiąc poważnie - bez Was nie byłoby tego miejsca. Jeśli jest blog, ktoś musi go czytać. Nieważne, czy zagłosował czy nie.*

Dziękuję za każdy wysłany na Fruzię i Rudolfa sms oraz za to, że po prostu jesteście!

A szczęśliwym dziesiątkom gratuluję przejścia do kolejnej rundy!


Wasza L.

* No dobrze, trochę ważne, więc kto nie zagłosował, bo mu się nie chciało, niech natychmiast wędruje do kąta na pół godziny!

***

Epilog


Wygląda na to, że chwilę po zakończeniu głosowania jesteśmy na 24 miejscu! 

Po całej batalii Inżynier pyta:
- A nie możesz napisać na blogu, że byłaś trzecia?
Po czym myśli chwilę i dodaje:
- Albo nie. Druga. Trzecie miejsce oznaczałoby, że przegrałaś.

Mój wspierający Mąż.

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Może za rok będzie lepiej ;) Ale 24 miejsce na tyyyle blogów to też sukces. Gratuluje tak zgranej i wspierającej rodzinki! ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Inesko! Za rok damy czadu;-), a tymczasem cieszę się, że przed nami 12 miesięcy spokojnego pisania. Takie konkursy wykańczają:-)

      Usuń
  2. oooo :-D nie było mnie tu a jakie emocje mnie ominęły! obiecuję , że zagłosuję następnym razem dla mnie i tak jesteście na 1 m-cu :-) :* pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, kochana!:-* W sumie to ciesz się, że ominęło Cię to szaleństwo, bo domyślam się, że dla czytelników to też jest męczące, wszędzie te nawoływania, niektórzy pewnie wycofali się z blogosfery na cały tydzień:-)

      Usuń
  3. Stanelam na glowie, ale glos oddalam! HA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! A ja bym chciała to zobaczyć! To Twoje stanie na głowie!:-) Dzięki!:-*

      Usuń