Fruzia - roczniak

środa, marca 02, 2016

Nie może się zdecydować, czy robić bałagan, czy może posprzątać. Niestety, waha się tylko w kwestii klocków, pieluch i długopisów, w każdym innym przypadku wygrywa twórcza potrzeba czynienia chaosu. Być może to wina właśnie tej trójki. Klocki, pieluchy i długopisy tak pięknie można posłać w diabły - za siebie, przed siebie, na boki i w górę. A potem skrupulatnie pozbierać wszystkie do pojemnika, jeden po drugim. W chwili kryzysu długie eeee, dzięki któremu dorobiła się nowej ksywy Gderacz, wystarczy, żeby matka nadeszła z odsieczą, kiedy kopiec z pampersów traci swój pieczołowicie budowany kształt. Próbowała tej zabawy z papierem toaletowym (1 rolka = do 20 minut relaksu dla matki), ale ten wykazał się jeszcze większą niesubordynacją.

W styczniu odkryła, że te nogi to jednak ma po coś więcej niż tylko do raczkowania. Ale nie przejęła się tym odkryciem. Owszem, odbyła pokazowe wędrówki dłoń-w-dłoń z Drugą Babcią czy z rodzicielką podczas nieoficjalnej części uroczystości nadania nazwiska, ale poza tym nie lubi chodzenia dla samego faktu odnotowania przez publikę nabycia przez nią owej umiejętności. Uwielbia wspinać się po naszych nogawkach do pionu i z głową pomiędzy naszymi kolanami obserwować, co się wokół dzieje. Do dreptania musi mieć motywację. Najczęściej jest nią nos Rudolfa. Jeśli stanie przy sofie zbyt daleko od niego, małymi tip-topami będzie kierować się w kierunku mokrego guzika po to tylko, żeby wyznać mu miłość bolesnym nawet dla obserwującego uszczypnięciem.

On nie pozostaje jej dłużny, bowiem weszli w etap prawdziwych zapasów. Ona po nim łazi i skacze, on ją notorycznie przewraca. Ona wkłada mu palce w oczy i pysk, on liże ją natrętnie i zamiata jej twarz ogonem. Bywa, że jedno ryczy, a drugie aż zaskomle z wrażenia, ale długo nie chowają urazy. Po zawodach tulą się do siebie jak dwa wariaty. Łeb w łeb, policzek przy policzku. Jeden zastęp bakterii przy drugim.

Ulubiona zabawka to miska sierściucha, którą ślizga po podłodze w tę i z powrotem. Niedawno prawie wybiłam sobie zęby, potykając się o nią w ciemnym przedpokoju. Miejsce drugie w rankingu zajmują plastikowe, nikomu niepotrzebne karty - mój stary bilet miejski, legitymacja nauczycielska, karty stałego klienta z ulubionych sklepów z poprzedniego życia. Fruzia zbiera je skrupulatnie z podłogi, ogląda z każdej strony, jakby upewniając się, czy aby na pewno tata jej nie oszukuje i będzie mogła zapłacić nimi w sklepie za nową kiecę. Miejsce ostatnie na podium to gumowy śliniak. A w zasadzie tylko mała kuleczka, którą zapina się przy szyi. Po skończonym posiłku mała nie chce się z nia rozstać i bywa, że toczymy siłowy bój o kawałek zielonego silikonu. Ona jest naprawdę silna!

Nie spieszy jej się do mówienia. Ma-ma jest wyraźne, wciąż rzucane w chwilach rozpaczy, więc rozwiązuje największe problemy jej małego świata. Wszystkie ba-ba, da-da, ne-ne nie znają dnia ani godziny, za to śpiewne aaa-aaa łaskawie nuci na żądanie. Wpada wówczas w anielskie tony, tak inne od tasmańskiej chrypy, kiedy zdaje jej się, że nikt nie słyszy. Wszystkowiedzącym mamom w piaskownicy z łatwością mogłabym wytłumaczyć ten jej brak postępów lingwistycznych nadciągającą (ekhm!) dwujęzycznością popartą nieskończoną liczbą teorii oświecających, ale traf chciał, że nie spotykam takich mam zbyt często. Prawie w ogóle. A Fruzi chyba po prostu nie chce się gadać, skoro ma-ma wszystko załatwia. Mnie też czasem się nie chce, a niby tyle już potrafię powiedzieć.

Rozumie proste polecenia - chodź; pokaż, gdzie lala ma nosek; zrób papa; daj; pędź po piłeczkę; daj misiowi buziaczka. Rozumie i w zależności od nastroju współpracuje albo parsknie śmiechem i ucieka, jakby ją kto gonił.

Jest bardzo muzykalna. Wystarczy zapiąć ją w foteliku samochodowym i włączyć radio, a już się kołysze. Przód- tył, przód-tył. W czapce na głowie i szerokich jeansach wygląda jak mały skejter. Tańczy rano w naszym łóżku, kiedy Inżynier puszcza jej melodyjki z telefonu, tańczy w markecie, wyginając się w wózku sklepowym tak, że jeszcze chwila, a samowolnie go opuści. Podryguje wszędzie tam, gdzie słychać muzykę. Preferuje energiczne, mocne rytmy. Do melodii rodem z Boliwood skakała w górę, trzymając się ramienia taty i prawie gubiąc własną głowę.

Już nie przyjmuje każdej lektury, którą zaproponuję. Ma swoje ulubione i nie traci czasu na książeczki dla maluchów. Skupia się na poważnych treściach - zdrowym odżywianiu ("Jemy owoce"), przestępczości ("Skrucha Józi"), uczuciach ("I Love You as Big as the World") oraz faunie ("Clip-clop" wciąż na topie). Bustera i jego misia pozbawiła twarzy. Aktualnie pracuje nad pozbawieniem ich całej reszty organów na ostatniej stronie księgi. Mr Noisy oficjalnie został uznany za zaginionego. Została po nim jedynie okładka.

A ma czym gryźć, bowiem pierwszy rok życia pożegnała z oficjalną liczbą 8 zębów, a przywitała drugi zębem numer dziewięć. Aktualnie jedenasty w drodze, choć matce-reporterce udało się ustalić, że niebawem nastąpi wysyp kolejnych. W tym tempie Fruzia ma szansę wyhodować zęby mądrości jeszcze przed drugimi urodzinami.

Uwielbia je szczotkować. Siedząc w wannie, wskazuje małą łapką na parapet, przypominając mi, że przecież hej, pora na zęby, zapomniałaś, matka? Na życzenie Fruzi szczotkę trzeba od czasu do czasu opłukać wodą. Nie opracowałyśmy jedynie sposobu na bezkonfliktowe jej oddawanie.

Pokazuje, jaki ma charakter i temperament. Nie poddaje się tak łatwo. Wie, że szuflady są pozamykane na kluczyk, a pomimo tej wiedzy gmera przy nich, kombinuje z lewej i prawej, docieka, o co w tym wszystkim chodzi. Jest bardzo pogodnym dzieckiem, ale w chwilach zmęczenia i boleści potrafi trzasnąć kubkiem o podłogę z werwą, której zaczynam jej zazdrościć. Strzela smoczkami na odległość dwóch metrów, a kiedy jej złość naprawdę sięga zenitu, ryczy na mistrzowsko wysokich tonach.

Zastanawiam się, czy zdaniem Mamuśki ona też zasłużyłaby na przydomek  Piszczka, gdyby Babcia miała okazję usłyszeć wnuczkę w szczytowej formie jej niezadowolenia... ;)

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Względem chodzienia obie moje dziewczyny mogą z Fruzią przybić 5 - Martyna miała rok i chyba trzy albo dwa miesiące już nie pamiętam, a Kasia rok i dwa miesiące.
    Generalnie stwierdzam - na podstawie opisu - że dzieci jednak aż tak wiele się od siebie sie różnią biorąc pod uwagę zachowanie :) U nas też wiecznie króluje ogólny nieład książkowo-zabawkowy, najlepiej, zeby wszystko było wywalone i żeby po tym chodzić i się potykać, zabawa? Nie no, samo wywalenie wystarczy przecież. Młodsza również jest charakterną ale bardzao pogodną panienką, w złości (a czasem dla zabawy, bo to takie śmieszne jak wszyscy się chowają nie?) rzuca wszystkim co jej wpadnie w ręce. Wczoraj miska poleciała lotem błyskawicy z kuchennego blatu wprost pod wejściwe drzwi. Tancerka z niej również nieprzeciętna i kocha muzykę.
    No to tak w skrócie dużo punktów nam się zgadza :) Musicie mieć bardzo wesoły dom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mnie się do tego jej chodzenia nie spieszy, bo pamietam z Różowej Chmurki z czym to się łączy;-) Ja już za nią nie nadążam, jak ona na czterech mi ucieka (i chichra się, bo przecież to takie fajne), więc jak zacznie na dwóch to mam przechlapane;-) Ten bałagan jest najgorszy, prawda? Sama nie wiem, w którym momencie to się zaczęło, ale ostatnio stwierdziłam, że Fruzińska w ciągu 10 minut potrafi obrócic chatę do góry nogami.
      Czyli u Was nastąpił etap chodzenia w kaskach na głowie?;-)

      Usuń
    2. Dobra podpowiedź, widzę całą nasz czwórkę w kaskach budowlanych ;)

      Usuń
  2. Biedny Rudolf Aż mnie zabolalo jak przeczytalam o tym szczypaniu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny, to prawda. Staram się jak mogę, żeby młoda nie dręczyła mu chociaż tego nosa, ale nie dam rady mieć ich oboje na oku non stop. Ona jest po prostu szybsza! Nos na razie cały. Miejmy nadzieję, że da się go zachować w całości.

      Usuń
  3. 9 zebow już? Wow, ale jej to szybko idzie! :) A na chodzenie ma jeszcze czas, wszystko w swoim tempie, jak wystartuje to nie nadążysz za nią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 10, Inesko. Jedenasty już przebija. Aż sama jestem zdziwiona. Nie żeby to jakiś ewenement był, ale one tak nagle zaczęły się wyłaniać, jeden po drugim. Fruzia nie ma chwili wytchnienia, wciąż któryś daje jej popalić.

      Usuń