O tym, że nie rzucam słów na wiatr (no, może czasem)

sobota, lutego 06, 2016

Chyba musiałam się czegoś przypadkiem nawąchać, bo nie dość, że nie spanikowałam na widok lecącej do piłkowego basenu Fruzi, to jeszcze nie zwiałam z fryzjerskiego fotela. Mogłabym nawet rzec, że siedziałam na nim z przyjemnością, pozwalając Izie trochę przyciemnić mój naturalny kolor i ciachnąć mi Grzywkę. O, taką:



Proszę tylko nie podnosić rabanu, że na tym zdjęciu właściwie nic nie widać, bo widać. Grzywkę. To ona jest główną bohaterką dzisiejszego wpisu, więc będziemy wdzięczne - ja oraz Grzywka - za wszelkie słowa wsparcia (ewentualnie otuchy, żebym się nie martwiła, bo odrośnie...). Mąż Mój entuzjastycznie ocenił nową fryzurę na 93,2 punktu w Stupunktowej-Skali-Fryzur-W-Których-Cię-Lubię, dzięki czemu Grzywka uplasowała się na drugim miejscu podium, wyprzedzona przez Nieśmiertelną-Fryzurę-Bez-Grzywki z 99,7 punktu w owej Skali (to pewnie ten sentyment z pierwszej randki każe mu ją idealizować.) Trzecie miejsce na podium pozostaje wciąż do obsadzenia, albowiem Mąż Mój Najwspanialszy od dzisiaj zna mnie tylko z tych dwóch fryzur. Drobne stopniowanie zupełnie się nie liczy.

Ja i Grzywka czujemy się świetnie. Jeszcze się docieramy, uczymy się siebie i oczywiście mamy chwile zwątpienia, bo nie tak łatwo przyzwyczaić się do firanki, która nagle pojawia ci się na czole, ale obie wierzymy, że spotkałyśmy się w tym wcieleniu nie bez powodu. Kto wie, może z tej mąki będzie całkiem niezły chleb...

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Najlepszości na nowej grzywkowej drodze życia! Niech żyje odwaga! Skoro masz grzywkę, możesz mieć wszystko!

    Teraz ci mogę powiedzieć, że gdy ja pozwoliłam sobie na pierwszą grzywkę życia, przez dwa tygodnie płakałam widząc się w lustrze :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty podstępny Bebeluszku! Trzymałaś to w tajemnicy, żebym nie stchórzyła! (I chwała Ci za to, od soboty ani razu nie ryczałam;-))

      Usuń
  2. Gratuluję odwagi :)
    Ja kiedyś sama sobie grzywkę ciachnęłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama? W sensie, że naprawdę SAMA? Matkobosko, w takim razie ja w ogóle nie jestem odważna!;-)

      Usuń
  3. Grzywek tez miałam już kilka ale nie lubię i nie mogłam się do żadnej przekonać :) Jednak Ty bardzo gustownie wyglądasz, ale wiesz następnym razem umaluj sobie buzie bo tak jakoś blado wyszłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie jeszcze bladość pochorobowa ze mnie wychodzi;-)

      Usuń
  4. Nigdy grzywki nie miałam, bo z moimi puszącymi się i bardzo trudnymi do ułożenia włosami byłaby to chyba mission impossible ;) Ale Twoja mi się podoba - nawet jeśli nie widać całej reszty ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja noszę bezgrzywkę już od przedwojnia! No, ładne cacko koleżanko. Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia:-0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to znaczy, że są jeszcze takie jak ja, co to latami noszą się niemal tak samo? Stardust, słyszysz Ty? Słyszysz????:-))

      Usuń
  6. Oooooo! To jakaś grzywkowa sobota była, bo i ja postanowiłam sobie ciachnąć grzywkę, po wieeeeeeelu latach:)
    Ciachnięcie poprzedzone było:
    - 30 minutową rozmową z fryzjerką (no bo nie moze byc za krótka, za długa, za gęsta, za rzadka, za prosta, za krzywa, a ja muszę mieć pewność!, że Pani rozumie czego chcę - choć sama chyba nie wiem - bo potem nie będzie odwrotu;p),
    - 15 minutowym skracaniem (trzęsącymi się nożyczkami) pozostałej części czupryny,
    - końcowym wyrazem rozpaczy (objawjającym się grymasem paniki i wyartykułowanym głośno oburzeniem) innej, przypadkowej klientki, która się sytuacji przyglądała?!?!?
    Ostatecznie, jestem zadowolona, choć plączą mi się te włosy przed oczami i potrzebuję trochę czasu, żeby się przyzwyczaić;) Tak więc pozdrawiam z grzywkowego frontu:)))
    P.S. Twoja grzywka bardzo atrakcyjna i kolor też!!! :)

    OdpowiedzUsuń