O tym, że grzywka to jednak pikuś

poniedziałek, lutego 08, 2016

Zrobiłyśmy sobie z Fruzią wycieczkę do Sąsiedniej Wioski. W zamyśle miała być to Ekscytująca Wycieczka zwieńczona spacerem po sklepach krokiem lekko posuwistym oraz przyjemnym, miało być niespiesznie i może nawet z latte w dłoni, ale znów zapomniałam, że mieszkamy w Krainie Deszczu i wyszło jak zwykle. Od wczoraj tak leje i wieje, że kosze wystawione przed domy do opróżnienia latają od rana po ulicy i próżno szukać swojego.
- Jesteście pewne, że chcecie jechać? - zapytał Drugi Tata z powątpiewaniem, kiedy wrócił z kilkuminutowego spaceru z Rudolfem.
Dobrze, że miał Rudolfa, bo prawdopodobnie sam nie utrzymałby się na ziemi.
- Nie chcemy, tato - odpowiedziałam dość dramatycznym tonem.- Ale musimy, bo już raz przekładałam to spotkanie, a poza tym muszę znaleźć pracę w trybie na wczoraj.

Co oczywiście spędza mi sen z powiek, bo doszłam do wniosku, że jednak żłobek / niania / Mary Poppins nas nie ominie. I jeśli nawet będą to tylko trzy godziny dziennie, to przez pierwszy tydzień / miesiąc / rok będę płakać i rwać sobie grzywkę z głowy, że nie ma mnie przy Fruzi, kiedy ona być może płacze / tęskni / wkurza ją tamten mały / dają jej za mało obiadu / każą spać, kiedy ona nie chce... I w ogóle. Rozumiecie dramatyzm sytuacji? Oczywiście, że rozumiecie. Część z Was wciąż ma pewnie łyse placki na głowach po tych traumatycznych przeżyciach odpępowienia się od dziecka.

Pojechałyśmy więc. Przygnębiające myśli o wielce prawdopodobnej konieczności rozstania z Fruzią rozpierzchły się tuż za progiem Piątej Chatki, albowiem musiałam walczyć o utrzymanie wózka w pozycji umożliwiającej Fruzi bezproblemową podróż, a mnie przeżycie. Życiowa mądrość ludowa autorki nie bez powodu głosi, że jeśli jakiś problem zaprząta ci umysł, koniecznie musisz sobie znaleźć następny. Ten pierwszy nie będzie wówczas aż tak bardzo dręczący. A w tak nagłych wypadkach straszna pogoda w Krainie Deszczu jest zawsze pod ręką.

Do agencji wtoczyłyśmy się ociekając wodą. To znaczy ociekałam ja i wózek, Fruzia zaś, okutana w kurtkę, czapkę i nieprzemakalny śpiworek oraz osłonięta budą od bolidu, wyglądała na dość suchą w środku. I głodną. A kiedy rozpłaszczyłam ją z tych wszystkich okryć, była już Bardzo Głodną Fruzią.
- Może ciasteczko dla malutkiej? - zaproponował Riczard, uprzejmy pan konsultant, który zupełnie nie wyglądał mi na Ivi, z którą byłam umówiona. Ani na Marię lub Lucy, które miały spotkać się ze mną poprzednio. I jeszcze poprzednio.
W imieniu Fruzi grzecznie poprosiłam o ciasteczko, chociaż dwa inne Lubisie przezornie czekały w torbie. Wiedziałam jednak, że Fruzia zgromiłaby mnie wzrokiem, gdybym odmówiła.

Ja dostałam tylko szklankę wody i stertę formularzy do wypełnienia.

Gdybym była takim konsultantem rekrutującym do pracy, najlepsze oferty trafiałyby do matek, które zjawiają się na takich spotkaniach z małymi dziećmi. Wzięłabym pod uwagę ich odwagę i przebojowość (nie uprzedzasz nikogo, że przybędziesz z dzieckiem i nie tłumaczysz się z tego faktu), punktualność (przypominam - jesteś w towarzystwie dziecka), dobrą organizację (torba wypchana wszystkim i na każdą okoliczność), kreatywność (mnóstwo pomysłów na to, czego aktualnie może potrzebować twoje dziecko), podzielność uwagi (jednoczesne wypełnianie formularzy, rozmowa z konsultantem w obcym języku, myślenie! i karmienie dziecka ciastkiem) oraz niegasnący entuzjazm (tak, potrafię w zasadzie wszystko! a jeśli nie potrafię, to się nauczę!) Nie wiem, czy Riczard był tego samego zdania, szczególnie widząc Fruzię umorusaną od włosów po koniec śpiworka biszkoptowym Lubisiem z nadzieniem jabłkowym, ja jednak nie traciłam rezonu.
- Smakowało jej ciastko? - zapytał Riczard, podejrzliwie zerkając na Lubisia.
- Bardzo - odpowiedziałam lekko. - Tak bardzo, że musiałam dać jej jeszcze jedno.
- A-aaaaaa! - zaśpiewała na to Fruzia, niebezpiecznie zmieniając ton z lekkiego na roszczeniowy.
W myślach zrobiłam przegląd zawartości torby pod kątem żarcia. Nie jest źle , pomyślałam. Mamy jeszcze jednego Lubisia, kanapkę z serem i banana. Zdążymy dojechać do domu.

W domu Fruzia wpadła w nastrój arcysmęcący. Nie wiem, czy to ząb numer siedem czy może dziecię wyczuło, że matka planuje niecny powrót do pracy, ale śledzenie każdego mojego ruchu oraz wspinanie się po mojej nogawce do pionu z dramatycznym okrzykiem 'eeeeee!' mającym oznaczać 'przytul mnie natychmiast!' nie jest z pewnością tym, co może przekierować niespokojny umysł matki na łagodniejsze wody.

Więc ja się pytam przestrzeni kosmicznej - gdzie, do cholery, to osławione 'jeszcze zatęsknisz za pracą!' i 'jeszcze ci się znudzi to siedzenie w domu!'? Gdzie? U kogo? Ktoś ma trochę na zbyciu?

Stan ach-jak-cudownie-że-wracam-między-ludzi! pilnie poszukiwany!

You Might Also Like

15 komentarze

  1. Powinnyscie zalozyc z Bebeluszkiem jakas wirtualna grupe wsparcia! Bebe slyszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaczko, ja przecież chwilę temu pisałam Bebe, że ona i Grudka dadzą radę, bo przecież wszyscy dają, no nie? Coś mnie wtedy tak niejasno ściskało w dołku, a to ta cholerna intuicja! (To jest całkiem dobry pomysł! Może trzeba zorganizować jakąś zakładkę "Wypłacz się, matko-oddająca-dziecko-do-placówki!")

      Usuń
    2. Trzeba! Niedlugo przeciez bede oddawac Biskwita. To znaczy, Biskwit pewnie sam pojdzie, jak ma w zwyczaju, w dwoch roznych butach (zwykle w kombinacji kalosz i japonka), rowerowym kasku i z trzema plecakami w rekach.

      Usuń
    3. Och, ja też bym bardzo chciała, żeby Fruzia poszła tak chętnie jak Biskwit! Tyle, że ona z kolei poszłaby boso:-)

      Usuń
  2. A do Różowej nie ma szans wrócić?
    Tak dwie pieczenie na raz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różowa przyjęłaby mnie z otwartymi ramionami. Problem polega na tym, że moja Chmurka - przy wszystkich zaletach jej bycia przyjaznym miejscem dla mam oraz dzieci - jest Chmurką bardzo skąpą dla pracowników. Płaci tyle, co kot napłakał, a za opiekę nad dziećmi żąda kroci. Nawet przy mojej pracowniczej zniżce na Fruzię trzy czwarte moich zarobków poszłoby na opłatę żłobka!

      Usuń
  3. To ja się wyłamię, ponieważ nie wyobrażam sobie siebie w roli "pani domu" na pełen etat, cóż dla mojego zdrowia psychicznego powrót dopracy był najlepszym rozwiązaniem (pomijam aspekt finansowy). Ciężko było mi się rozstać z dziewczynami, nie dzwoniłam co 10 minut do babci, która się nimi zajmowała tylko dlatego, że wróciłam do pracy latem, a to okres gdzie u nas jest bardzo dużo zamówień i po prostu nie miałam nawet czasu myśleć co się dzieje. A nie działo się zupełnie nic niepokojącego. Babcia świetnie sobie radziła z Martyną i teraz również bardzo dobrze sobie radzi, mimo, że Kasia jest totalnym przeciwienstwem swojej spokojnej i ułożonej siostry, a babcia ma kilka lat więcej. Jeszcze 1,5 roku i Kasia pójdzie do przedszkola (mam nadzieję, że będzie miejsce).
    Ja może jestem z tych "wyrodnych" matek, które mimo, że kochają swoje dzieci nad życie jakoś nie są chętne do spędzania z nimi 24h na dobę przez 7 dni w tygodniu ;) Ale na pierwszą dyskotekę pójdą jak skończą 30 lat, do 30 będą musiały wracać do domu o 20.00 o! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, gdybym mogła oddać Fruzię pod opiekę jednej z babć, to w ogóle nie byłoby tematu... Nie jesteś wyrodna (choć widzę ten cudzysłów:-)), każda z nas jest inna i ma inne potrzeby i odczucia. Ja nie czuję potrzeby pójścia do pracy, bo a. nie narzekam na samotność, b. moją wymarzoną pracą jest pisanie, a takiej raczej tu nie znajdę;-)) c. Fruzia jest jeszcze taka malutka i jestem przekonana, że dopiero szykuje się do tego, żeby dać mi w kość;-). Ale aspekt finansowy jest nie do zbicia, więc nie ma o czym gadać. Muszę wrócić do pracy. Na szczęście pół etatu wystarczy, uff! Będę musiała wziąć się w garść i przeżyć.

      O 20.00? Szalona jesteś! Moja będzie się stawiać w chacie o 18.00!;-)

      Usuń
    2. Sonia, wydaje mi sie, ze latwo dawac rady i wylamywac sie z roli, gdy ma sie pod reka darmowa opieke dla dziecka.

      Usuń
  4. Tak czujesz, bo może jeszcze za krótko jesteś z Fruzią;-)
    Mnie za parę dni minie dwa lata jak jesteśmy razem z Tulinką i szczerze mówiąc czasami mam dość;-0 Od września Tulinka pójdzie przedszkola - będzie miała skończone 3 lata - , a ja od nowego roku planuje pójść do pracy.
    Ale kiedy moja Hanula miała tyle co Twoja Fruzia to nawet nie myślałam o "zostawieniu" jej;-) Chociaż gdybym miała taką możliwość - polska rzeczywistość - popracowania 3 h to może i bym o tym pomyślała;-)
    Powodzenia!!!!





    Ale kiedy Fruzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Pewnie masz rację, to kwestia tego, że jesteśmy ze sobą tak krótko, czuję, że ona jest jeszcze taka malutka i szczerze mówiąc myślę, że teraz najbardziej potrzebuje mnie, a nie opiekunki czy przedszkola. Ale życie jest jakie jest i trzeba umieć się dostosować. Krzywda Fruzi się nie stanie, to pewne, nie my pierwsze i nie ostatnie, ale będzie ciężko. Nie wiem, komu bardziej - jej czy mnie. :-(

      Te trzy godziny to pewnie mrzonki, ale na chwilę obecną takie podkolorowanie rzeczywistości trochę mi pomaga;-)

      A trzy latka na przedszkole to idealny czas. Masz poczucie, że sporo czasu spędziłyście razem, a i maluch w takim wieku potrzebuje już towarzystwa rówieśników.

      Usuń
  5. Ja aktualnie jeszcze wracać między ludzi jakoś specjalnie nie potrzebuję - ale myślę, że pod koniec urlopu wychowawczego mi się odmieni, bo jednak co za dużo, to niezdrowo ;) Tęsknić będę jak cholera, lecz pocieszam się myślą taką, iż moje dziecko zostanie poddane w przedszkolu profesjonalnemu procesowi socjalizacji i będzie miało wreszcie kontakt z rówieśnikami, którego osobiście na co dzień nie możemy mu w odpowiednich proporcjach zapewnić :)To tak w teorii - a jak będzie w praktyce, czas pokaże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mamy teorię, bo gdyby człowiek od początku wiedział, jak wszystko będzie wyglądało NAPRAWDĘ, bo pewnie niejeden raz trzasnąłby sobie w łeb;-) A tak, trzeba brać na klatę to co tu i teraz, bo zwykle nie ma czasu na zmianę scenariusza. Pozostaje nam wierzyć, że nasze dzieci - niezależnie od tego, w jakim wieku wylądują w placówkach lub pod skrzydłami niań - będą zwyczajnie szczęśliwe. Amen!

      Usuń
  6. Czytam nie pisze bo i co tu pisac?

    OdpowiedzUsuń